niedziela, 23 września 2012

Rozdział I



Saga:
Stanąłem przed drzwiami 65 akademickimi. Ciężko było wciągnąć tu moje walizki patrząc na to, że nie ma windy, ale czego można spodziewać się po akademiku. Wszedłem do pokoju na łóżku leżał przystojny, lekko umięśniony przystojny chłopak. Leżał na łóżku po prawej strony, wiec zająłem te po lewej siadając na nim i stawiając przy nogach walizkę.
Tora:
Leżałem na łóżku. Słuchałem muzyki. Nagle drzwi się otworzyły i do środka wszedł przystojny chłopak.
Saga:
 Zapatrzyłem się na niego podziwiając ciało. Na pewno był wyszły ode mnie i sportowcem. Miałem z nimi traumatyczne przeżycia z liceum. Nie wytrzymam z nim.
Tora:
Czułem na sobie jego wzrok. Nie dawałem mu jednak żadnych oznak zainteresowania jego osobą.
Saga:
 Na pewno to zauważy szybko zająłem się rozpakowywaniem. Denerwowałem się przez co wyszyłem na niezdarę. Ubrania wywaliły się z szafy i na nowo musiałem je układać, a to kosmetyki mi się przewracały robiąc dużo hałasu.  Czułem się głupio. Usiadłem na łóżku mając spuszczona głową i podziwiając podłogę.
Tora:
Gdy on rozpakowywał swoje ubrania, wpatrywałem się w jego ciało. Miał cudowne rysy twarzy i nienaganną sylwetkę.
Saga:
Powoli odprężyłem się. Nie chciałem zaczynać rozmowę bałem się go. Położyłem się na łóżku biorąc książkę - którą wcześniej położyłem na półce nocnej. Zagłębiłem się w lekturę.
Tora:
Pożerałem go wzrokiem.
Saga:
 To dziwne czułem się obserwowany. Spojrzałem w bok na współlokatora. Nasze oczy się spotkały, serce zaczęło bić mi mocnej z uczucia do niego i strachu.
Tora:
Uśmiechnąłem się do niego delikatnie, po czym wziąłem do ręki swojego Iphone'a.
Saga:
Uspokoiłem się na chwilę powracając do książki.
Tora:
Nie mogłem oderwać wzroku od swojego nowego współlokatora.
Saga:
 Uczucie obserwowania nie mijało. I tak różnił się od tych sportowców mojej szkoły oni tylko kiedy mnie widzieli wyzywali od pedałów.
Tora:
Zapaliłem fajkę.
Saga:
 Nie znosiłem dymu ani papierosów, kiedy jeden ze sportowców zgasił mi na udzie jarzącego się papierosa. Do dziś widząc ta rzecz przechodzą mnie dreszcze, żeby to był jeden. Na szczęście nie mam po tym śladu.
- Możesz to zgasić? - spytałem nieśmiało.
Tora:
- Mogę, ale nie muszę - wypuszczałem z ust kłęby dymu.
Saga:
 Pomyliłem się do niego mam nadzieje, że mnie nie pobije.
 - Bardzo cię proszę zgaś to - powiedziałem cicho, ale wystarczająco głośno, by mnie usłyszał.
Tora:
- Daj mi dokończyć! - warknąłem.
Nie lubię jak ktoś każe mi przestać palić.
Saga:
Przestraszyłem się, wstrząsnął mną dreszcz. Dla własnego dobra lepiej się zamknę. przymknąłem oczy i wyobrażałem sobie coś miłego jak to pani psycholog kazała. Siedziałem sobie na zielonej łące pełnej stokrotek i rozmawiałem z króliczkiem.
Tora:
W końcu zgasiłem papierosa. Nadal patrzyłem się na nieznajomego, który od dziś ma ze mną mieszkać.
Saga:
Powoli otworzyłem oczy, rozejrzałem się po pomieszczeniu. Z ulgą przyjąłem do świadomości, że zgasił papierosa.
Tora:
W tym momencie zadzwonił telefon. Odebrałem, po głosie poznałem, że to Tsukasa.
- Tak? No nie mów, że masz znowu ochotę na ruchanie! Nie mogę dzisiaj! Ewentualnie teraz zrobię ci sextelefon!
Saga:
Nie czułem rozczarowania. Nigdy nie kochały mnie osoby, które ja kochałem. Dlaczego musiałem zawsze zakochiwać się w sportowcach? nie chciałem tego słuchać poszedłem do łazienki przyglądając się swojemu odbiciu. Malowałem się, żeby nie widzieć jaki jestem naprawdę brzydki, makijaż to maskował. nienawidziłem swego ciała tak samo jak głosu, gdyby stać mnie było na operacje plastyczną wymieniłbym chyba całe ciało.
Tora:
Wyszedłem do łazienki, która była na korytarzu. Wszedłem do kabiny. Tsukasa jęczał mi do słuchawki.
Saga:
Czy on to robi specjalnie? Włączył na głośnik rozmowę. Stałem sparaliżowany opierając ręce na umywalce, patrzyłem na siebie i słuchałem  co się dzieje w kabinie.
Tora:
Czułem narastające podniecenie. W końcu sam zacząłem się masturbować.
Saga:
 Masturbował się? Bynajmniej tak to brzmiało. Chciałem z stamtąd wyjść jednak nie mogłem, coś kazało mi stać w miejscu.
Tora:
w końcu doszedłem w rękę.
Saga:
Zacisnąłem zęby słysząc jęk rozkoszy. Bałem się tego co może mi zrobić po wyjściu z kabiny.
Tora:
w końcu wyszedłem.
-czego podsłuchujesz? -warknąłem na niego
Saga:
Może się i go bałem, ale ton jego głosu mnie zdenerwował. Przeszedłem terapię po to, żeby tacy jak on mną nie pomiatali.
 - Byłem tu pierwszy. Pakuj się z tymi sekstelefonami w wolne miejsca - uśmiechnąłem się kpiąco do swego odbicia
Tora:
chlapnąłem go wodą.         
Saga:
Osłoniłem twarz jednak i tak pokryły ją krople wody.
- Co ty wyrabiasz idioto! - krzyknąłem histerycznie.
Mój makijaż się rozmazał.
Tora:
 -wara mi stąd!
Saga:
Co za pyszałek za dużo sobie pozwala.
- To jest miejsce publiczne mam prawo tu przybywać tak samo jak ty - patrzyłem mu prosto w oczy
Tora:
 spojrzałem mu w twarz. Moje uczucia się gotowały.
Saga:
 Nie podobał mi się wyraz jego twarzy. moja odwaga stopniała, jak lód w wiosnę. Poszedłem do pokoju, lepiej uciec od kłopotów niż się w nie pakować.
Tora:
także poszedłem do pokotu. Położyłem się.
Saga:
Głupia napakowana kupa mięsa, czemu muszę mieć z nim pokój? Wyjąłem z półki nocnej waciki do demakijażu, musiałem to zmyć i pomalować się na nowo. powoli namoczyłem wacik trąc lewe oko.
Tora: 
także wyjąłem swoje kosmetyki. Umalowałem się.
Saga:
Czy on mnie parodiuje? Zarejestrowałem jego poczynania prawym okiem. no świetnie.
 - Uważasz parodiowanie mnie za śmieszne? – spytałem
Tora:
-nie. Jestem visual kei
Saga:
Niech mnie nie rozśmiesza.
- Raczej kupą napakowanego mięsa - mruknąłem pod nosem
Tora:
-zamknij japę!
Saga:
Bezczelny.
- Mam prawo wyrażać swoją opinię mamy demokrację, ale może taki bałwan jak ty tego nie wie - zająłem się drugim okiem
Tora:
-fuck off!
Saga:
Zaśmiałem się, chyba to ja będę rządził w tym pokoju. Zrobiłem szybko perfekcyjny makijaż.
Tora:
także skończyłem make up.
Saga:
 Do pokoju ktoś zapukał.
- Proszę - powiedziałem do drzwi.
po chwili otworzyły się i wyszedł do środka mój przyjaciel Nao.
- Jak tam? - spytał.
- Bardzo dobrze - odpowiedziałem śmiejąc się
- Super. Poznałem dwójkę ciekawych ludzi Shou i Hiroto. Kurę są parą rozumiesz? Facet z facetem. Musisz ich poznać
- Z chęcią - odparłem uśmiechając się delikatnie
Tora:
nie zwracałem na nich uwagi
Saga:
Rozmawiało się nam miło dopóki Nao nie zadał głupiego pytania.
 - A jak współlokator? - spytał nieświadomy nienawiści między nami dwoma.
- Nie jest zbytnim inteligentem, jak to sportowiec. W głowie ma wielkie biusty cheerleaderek
Tora:
-zamknij wreszcie tę niewyparzoną gębę!
Saga:
Spojrzałem na niego kątem oka.
- Bo co mi zrobisz? Prawda boli jeśli by nie bolała nie byłaby prawdą - zaśmiałem się.
 Nao patrzył się na mnie jakbym był nienormalny, on z pewnością nie prowokował by kogoś takiego jak mój współlokator.
Tora:
wstałem i delikatnie mówiąc dałem mu z liścia w policzek.
Saga:
 Zabolało, ale mógł zrobić mi coś gorszego. Nie miałem zamiaru dać mu satysfakcji. Boje się go, lecz muszę pokonać lęk, bo nigdy się nie wyleczę.
- Udowodniłeś mi tym, że mam rację
Tora:
shut up! -mruknąłem lekceważąco
Saga:
Kiedy stał tak blisko mnie miałem ochotę rozpiąć mu spodnie i mu obciągać. Patrzyłem się na jego krocze, Nao to zauważył szurając mnie w ramię. Nie chętnie spojrzałem na niego.
Tora:
chciałem się zabawić z nimi wszystkimi.
Saga:
Patrzyłem się na Nao, kiedy odezwałem się do współlokatora. co najważniejsze nie znam jego imienia.
- Możesz odejść, nie musisz zasłaniać mi widoków, poza tym jak masz na imię?
Tora:
-jestem Tora
Saga:
 Tak brzmi nazwa jakieś księgi uważa się za boga? Naprawdę jest pyszałkiem.
Tora:
-a ty jak masz na imię?
Saga:
Spanikowałem prawdziwego imienia mu nie podam. Mój wzrok trafił na mą torbę z której wystawała herbata ,,Saga". Przyszedł mi świetny pomysł.
- Jestem Saga
Tora:
 pomyślałem sobie od razu o herbacie 'saga'. W duchu się zaśmiałem
Saga:
 Mam nadzieje, że nie pomyślał o herbacie, które nazwę ukradłem. Stał w tym samym miejscu mało brakowało, abym rozpiął mu rozporek. Od razu skierowałem swoją rękę na włosy udając, że chodziło mi o poprawienie fryzury.
Tora:
 pożądałem go.
Saga:
Nao wyszedł widząc, że coś wisi w powietrzu. Czarnowłosy nadal stał nad moim łóżkiem.
Tora:
usiadłem na Jego łóżku.
Saga:
Spojrzałem na niego zdziwiony. Co on wyprawia. Kurde z bliska jest jeszcze ładniejszy.
Tora:
patrzyłem na niego.
Saga:
 Jego wzrok przeszywał mnie, przeszły mnie dreszcze. Zaraz jeszcze może zacznę dygotać i pomyśli, że się go boję.
Tora:
-chodź tu
Saga:
Że co proszę? Mam do niego iść, o nie głupi nie jestem. Pewnie zaraz zrobi jakiś głupi dowcip, lecz nic nie przeczuwałem złego, jednak trzeba zachować ostrożność.
 - Po co?
Tora:
 - chodź, nie zbiję Cię
Saga:
 Dobra trzeba iść na odwagę. Postawiłem mu się dam radę. Zbliżyłem się do niego nie pewnie czekając co zamierza.
Tora:
chwyciłem Jego dłoń.
Saga:
Jego szybki ruch i chwycenie mojej dłoni sprawiło, że się zaczerwieniłem. Ręka zaczęła mi dygotać. No co bałem się go był na pewno silniejszy ode mnie.
Tora:
pocałowałem go.
Saga:
Z początku nie reagowałem na jego pocałunek dopiero po chwili oddałem go. Ostrożnie objąłem go za szyję, nadal bałem się, że zaraz mnie odepchnie powie, iż to żart i jestem pedałem, którego każdy może jebać. Tak bynajmniej mówili od mnie sportowcy nie raz zmuszając mnie bym robił im loda.
Tora:
całowałem go bez granic. Czułem, że mu się podobam.
Saga:
Z każdą minutą się przedłużającą się czułem, że to jednak nie żart, a on nie chce mnie wykorzystać.
- Dlaczego? - spytałem patrząc mu prosto w oczy, gdy się oderwaliśmy aby nabrać tchu
Tora:
-widzę to w twoich oczach
Saga:
 Nie rozumiałem o co mu chodzi.
- Ale co takiego?
Tora:
-nic
Saga:
Zadałem dręczące mnie pytanie.
 - Jesteś sportowcem? I odpowiedz skoro zacząłeś
Tora:
-byłem sportowcem
Saga:
 Byłem, pomyliłem się niemożliwe.
- Mówisz w czasie przeszłym, już nie jesteś? I co uprawiałeś?.
Nawet nie zauważyłem, że ciągle mam zaplecione ręce na jego karku oraz, iż jestem w niego wtulony. Zacząłem się odsuwać na pewna odległość, aby nie stykać się z nim żadną częścią ciała.
Tora:
-kosza, ale przerwałem. Kontuzja
Saga:
 Usiadłem tak, że nie stykałem się z żadną jego częścią ciała, a zwłaszcza pulsującą erekcją w spodniach.
 - Mam złe wspomnienia ze sportowcami - nawet nie wiem dlaczego to powiedziałem
Tora:
ciągle się w niego wpatrywałem
-dlaczego?
Saga:
 Zainteresował się mną, to chyba pierwszy raz kiedy coś ktoś takiego zrobił. zawsze byłem nic nie znaczącym tłem, kujonem który dawał prace domowe tylko wtedy inni pamiętali o mnie.
 - Dlatego, że tak wyglądam
Tora:
-ja też jestem visual kei. To co mam teraz na sobie to tylko przebieranka-patrzyłem na jego soczyste usta
Saga:
 Przebieranka nie wpadłem na to. Może dlatego, że jestem brzydki. Tylko dlaczego patrzy się tak na mnie pożądliwie?
 - Ukrywaniem o minęło cię wiele docinek, drwin i sposobów na dokuczanie - uśmiechnąłem się krzywo
Tora:
znów go pocałowałem.
Saga:
Poddałem się pocałunku. Oddając go namiętnie i pozwalając wejść mu językiem do wnętrza moich ust.
Tora:
pozwalałem sobie na coraz więcej.
Saga:
Zaczął mnie dotykać po klatce piersiowej, a ja poddając się chwili pozwalałem mu na to.
Tora:
Schodziłem z pocałunkami coraz niżej i niżej.
Saga:
Odchylił moją bluzkę całując mój tors. Językiem pieścił sutki na zmianę, całował kości żebrowe. Odchyliłem głowę na te pieszczoty wsadzając rękę po bluzkę na jego plecach gładziłem je coraz odrapując.
Tora:
czułem jego dłonie na swoich plecach. Jego nierówny oddech. Niemal fizycznie czułem jego podniecenie.
Saga:
 Co my robimy odepchnąłem go wstając i podchodząc do okna. Poprawiłem po drodze bluzkę. To dzieje się za szybko najpierw się kłócimy, a teraz prawie mnie wyruchał.
Tora:
 poczułem się urażony.
Saga:
Stałem przy oknie patrząc na grupkę ludzi świetnie się bawiących spędzając czas razem.
Tora:
-wychodzę na imprezę. Idziesz ze mną?
Saga:
 Impreza złe wspomnienia ożyły. Kiedyś byłem na pewnej imprezie sportowcy zamknęli mnie w schowku i trzymali przez trzy godziny. Bałem się ciemności, na domiar tego wsypali mi do jedzenia piasek oraz pięciu z nich zgwałciło mnie.
- Nie - zadrżałem na samo wspomnienie
Tora:
-Nie to nie-i zaraz zacząłem się przy nim stroić w ciuchy vk
Saga:
Wróciłem na łóżko. Leżąc bez skrępowania patrzyłem się na jego ciało, wiedziałem że on wie, ale to on zaczął. Zacząłem fantazjować o seksie pierwszy raz od tego gwałtu.
Tora:
założyłem klasyczne ciemne rurki i czerwoną koszulkę. Do tego dużo biżuterii i natapirowane włosy oraz kolorowe conversy -jak wyglądam?
Saga:
 Podszedłem do niego.
- Ładnie - przejechałem dłonią po jego policzku. Nie wiem dlaczego to zrobiłem i czy mogę
Tora:
 dałem mu buzi w policzek-to wychodzę.
Saga:
 Dotknąłem policzka, którego musnął ustami. Wróciłem na łóżko czytając książkę. Ciągle miałem erotyczne wizje może napisze yaoi?
Tora:
czekałem pod bramą akademika. W końcu Tsukasa zajechał po mnie swoim lamborghini.
Saga:
Wziąłem się do pisania, dobrze, że wziąłem sobie laptopa. Założyłem bloga zrobiłem grafikę i napisałem pierwszy rozdział. Opowiadanie nazwałem ,,5 lat w akademiku" miałem zamiar pisać o prawdzie. Zrobię z mego życia opowiadanie. O pierwszej godzinie skończyłem. Wziąłem szybki prysznic, jak na złość chłopacy wymarnowali ciepłą wodę. Jutro pierwsze zajęcia, położyłem się i szybko zasnąłem.
Tora:
 impreza była zajebista. Kameralnie, bez alkoholu, więc byłem trzeźwy. Wróciłem ok. 24 i natychmiast się położyłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz