Idę na moje przeznaczenie. Ubrany na biało bez
jakiegokolwiek makijażu, jedynie rude włosy kontrastują z mym dobranym stroju.
Założyłem białe rurki i luźną w tym samym kolorze bluzkę.
Stanąłem przed największym kościołem w Japonii. Kościół
zawsze jest otwarty, więc nie mam problemu, aby tam wejść. Wszedłem na wieże,
gdzie znajdował się dzwon. Roztaczał się stąd piękny widok, na miasto ożywione
neonami. Ono nigdy nie umiera, zawsze żyje. Nie jest takie jak my ludzie nic
nieznaczący w tym wielkim świecie, na nas przychodzi czas tak jak przyszedł na
mnie.
Rano każdy rozpozna moje ciało jako Tatsuya gitarzysta An
Cafe. Wszyscy będą mnie pamiętać - oprócz rodziny i zespołu - jako gwiazdę, młodego
gitarzystę, a niezwykłego człowieka jakim jestem, mającego problemy. Wszyscy
kierują się błędnym przekonaniem; sławni ludzie nie mają zmartwień są
szczęśliwi. Posiadają pieniądze i sławę; czego można chcieć więcej?
Gdyby to była prawda nie stałbym teraz tu czekając, aż zegar
wybije północ i nastanie 15 maja dzień, w którym cię poznałem Miku.
Robie teraz to, co większość gwiazd, jedni uciekają w
używki, drudzy popadają w depresje, trzeci rezygnują ze sławy, czwarci popełniają
samobójstwo. Dzieje się tak, bo nie dajemy rady problemom, musimy udawać
szczęśliwych. Większość gwiazd doskwiera samotność, a to powoduje bodziec, co
zrobisz masz cztery wyjścia. Mi doskwierają i problemy, i samotność, bodziec
który wybrałem to samobójstwo. Wszystko wyjaśniłem w liście pożegnalnym.
Wrzuciłem go do skrzynki Terukiego, on zawsze przed wyjściem sprawdza pocztę.
Chciałem, abyś to ty Miku dowiedział się pierwszy o mojej śmierci oraz powodach. Niestety nie miałem pewności, czy
przeczytasz go zanim stanie się głośno o moim martwym ciele.
Mam jeszcze godzinę,
mogę na spokojnie przemyśleć treść i uświadomić sobie, że to ma sens, co chce
zrobić. Mam nadzieje, iż po historii, którą tam napisałem wszyscy zrozumieją.
Opisałem rok spędzony z tobą, czyż to niepiękne? Więc
zaczynam oto mój list. Teraz każdy będzie mógł przeczytać me uczucia, o które
stale się wypytywałeś oraz moje myśli. Potrzebowałeś inspiracji do piosenek, dlatego
pytałeś każdego w firmie o to samo. Mam nadzieje, że wreszcie znajdziesz, co
tak szukasz, może właśnie impulsem do stworzenia czegoś dobrego, będzie list, a
raczej wpis pamiętnikowy, dużo dałem swych myśli, wspomnień, uczuć oraz zwłoki,
które z pewnością będziecie musieli rozpoznać. Znowu te egoistyczne myśli.
Chciałbym Miku byś ty pierwszy ujrzał me martwe ciało, wiem że tak się
niestanie, tak samo jak nie przeczytasz pierwszy mego listu i nie dowiesz się pierwszy
o mej śmierci.
Maj stał się moim ukochanym miesiącem, dlatego iż cię
poznałem. Byłem tobą zafascynowany wcześniej, jak jeszcze grał z wami Bou.
Zapisałem się do szkoły muzycznej, aby ci dorównać, a może nawet kiedyś poznać.
Nie spodziewałem się, że Bou odejdzie. Zaczęliście szukać kogoś na jego
miejsce, gdy zjawiliście się w naszej szkole; powiedzieć, iż byłem szczęśliwy
to za mało. Słuchaliście gry dużej liczby osób, bałem się moja gra nie wyróżniała
się zbytnio od innych jeśli niebyła gorsza. Nawet jeśli czułem strach to i tak
szczęście mnie ogarniało, bo w końcu cię poznam, zobaczę na żywo, wymiennie
kilka zdań grzecznościowych, będę przez chwile blisko, najbardziej napawało
mnie radością, że będziesz wiedział, iż istnieje, choć wiem zapomnisz mnie
szybko, jestem nic nieznaczący, tak samo jak fani. Mówimy, że dużo dla nas
znaczą, tylko dlatego ponieważ, mamy z nich zarobek, ale nic więcej nas nie obchodzą.
Nastała moja kolej wzeszedłem na sale gimnastyczną, gdzie odbywały się
przesłuchania. Siedzieliście we trojkę za długim stołem oceniając grę. Rzuciłeś
mi się Miku od razu w oczy, a to co zobaczyłem sprawiało ból, chciałem się rozpłakać
patrząc na twój stan. Nie miałem siły, ani ochoty tu grać. Siedziałeś cicho nie odezwałeś
się do mnie słowem robili to Kanon i Teruki, ty wzrok utkwiłeś w stole, podkrążone
oczy, cera biała. Miałeś depresje widziałem to doskonale, nie chciałem by tak
wyglądało nasze spotkanie, bo nadal nie wiesz o moim istnieniu. Jesteś obecny
ciałem, a nie duszą. Zagrałem chcąc jak najszybciej uciec stąd i nie patrzeć na
ciebie, czułem jakbym cię nawet, nie poznał, byłem dla ciebie powietrzem, marzyłem
usłyszeć tylko jedno słowo z twych pięknych ust, by twe oczy choć raz spojrzały
na mnie przez ułamek sekundy. Tyle wystarczyło mi do szczęścia, oczywiście
niespełnionego. Patrząc na ciebie nie odrywając wzroku domyśliłem się, że to
wszystko przez Bou. Kochałeś go, a on odszedł od ciebie na zawsze. Kiedy
wszyscy zostali przesłuchani wyszliście na korytarz, cała trójka ,ty nadal - tym
razem w podłogę - patrzyłeś się, na nikogo nie zerknąłeś. Byłem zarazem
szczęśliwy i smutny, gdy tylko usłyszałem, iż zostałem przyjęty - z chłopakiem,
który przestawił się jako Yuki - moje serce ogarnęła radość. Zrozumiałem, że
sam się nie doceniam skoro, ludzie znający się na muzyce mnie wzięli. Zawsze nie
wiedziałem po co gram, lubiłem ba kochałem to robić, ale uważałem, iż jestem w
tym beznadziejny. Zastanawiałem się dlaczego skoro nie umiem zrobić tego dobrze
nadal to robię. Odpowiedz jest prosta nigdy nie da rady się odejść od czegoś, co
się raz pokochało. Teraz zastanawia mnie jedno, skoro nie da się odejść od tego
co się kocha, czy w takim razie ja odejdę od ciebie Miku? Nie odszedłbym,
dlatego śmierć musi odebrać ciebie mi na zawsze. Postawi między nami
niewidzialną ścianę, którą żaden z nas nie przekroczy. Tobie będzie się
wydawać, że jestem daleko, a naprawdę będę bliżej niż ci się wydaje.
W czerwcu wyglądałeś lepiej. Przyszedłeś pewnego dnia na
próbę i pierwszy raz odezwałeś się do mnie. Niebyły to ważne słowa, ani wiele
znaczące, lecz w moim sercu wyryły się na zawsze. ,,Czy możesz zrobić mi kawę?''.
Zrobiłem ją dla ciebie starając się przy tym jak najlepiej - choć nie wiem, jak
można starać się najlepiej przy robieniu kawy - ale nie jest to ważne.
Ważniejsze jest, to co usłyszałem. Stałeś z Kanonem i Terukim, Yukiego jeszcze
nie było. Rozmawialiście głośno, jakby nikogo oprócz was tam się nie znajdował.
Uchyliłem drzwi, tak byście mnie nie zauważyli, wiem niegrzecznie podsłuchiwać,
lecz coś kazało mi stać w miejscu i słuchać. Czułem się jak marionetka w ręce
mistrza, bezwładną wypełniającą posłusznie każdy jego rozkaz. To co usłyszałem
zmieniło moje życie. Przyznałeś się Miku, że Bou odszedł przez ciebie.
Zerwaliście ze sobą - ty zakończyłeś ten związek - a on zniknął z twego życia, tak
ci obiecał. Powiedziałeś, że nadal o nim myślisz oraz go kochasz. Żałujesz
słów, które wypowiedziałeś. Chcesz, aby wrócił, ale on zniknął nawet najlepszy
detektyw nie znalazł go, ani nawet żadnego śladu po nim, jakby się rozpłyną.
Słuchałem tego czułem w brzuchu ucisk, straciłem całą motywacje, marzyłem o
zniknięciu lub położeniu się w łóżku i zaśnięciu. Całe szczęście nie popłakałem
się, chciało mi się, ale żadna łza nie chciała polecieć. Chłopacy spytali cię
czy kiedykolwiek się jeszcze zakochasz. Odpowiedziałeś -nawet zacytuje -najbardziej ugodziło mnie to w serce. ,,Może,
ale nigdy nie pokochałbym kogoś z rudymi włosami nawet pomalowanymi''. Miałem
wrażenie, że moje serce przestało bić, bynajmniej na pewno po tych słowach
stałem się kukłą w rękach mistrza marionetek. Wszystko, co działo się wokół
mnie, miałem wrażenie, jakbym oglądał siebie w kiepskim dramacie miłosnym.
Podałem ci kawę; podziękowałeś, nawet nie zwróciłem na to uwagi. Mój mózg się
wyłączył, głowa była pusta bez żadnej myśli. Ruchy wykonywane z przyzwyczajenia
lub naprawdę ktoś sterował mną jak laką. Zrozumiałem twój ból Miku, sądziłem że
nigdy się o tym nie dowiesz. Obiecałem to sobie, jednak nigdy niemów nigdy.
W lipcu po twej depresji nie było śladu, nadal kochałeś Bou.
Wiem, bo grzebałem w rzeczach w twoim domu. Mieliśmy wtedy przerwę wszyscy, gdzieś
wyjeżdżali zostałem ci tylko ja. Psa zostawiłeś w domu mówiąc, abym na kilka
dni wprowadził się do ciebie i się nim zajął. Jechałeś do domu twoja mama ma
alergię na sierść. Cieszyłem się wszędzie otaczały mnie twoje rzeczy, zapach.
Chodziłem przez te pięć dni po całym mieszkaniu zaglądając do każdej półki, grzebiąc
w rzeczach, wdychając zapach twoich perfum oraz kosmetyków do pielęgnacji.
Grzebałem w kuchni zaglądając do lodówki, co tam masz. Dużo w kredensie
znalazłem słodyczy, zawsze je uwielbiałeś. Codziennie jadłeś - za nim próba się
zaczęła -tabliczkę białej czekolady popijając kawą, twierdziłeś że to polepsza
głos. Grzebałem ci w sypialni i tam znalazłem pod poduszką zdjęcie Bou. Ręce
zaczęły mi drżeć odłożyłem fotografie szybko wbiegając do salonu. Usiadłem na
kanapie z nogami podkulonymi objąłem je rękoma. Głowę położyłem na kolanach.
Cała gorycz jaką odczuwałem wydostała się ze mnie; płakałem. Myślałem o tobie i
nim, to sprawiało mi większy ból. Zastanawiałem się, co on ma, czego ja nie mam
i nigdy nie będę mieć. Lubiłem rude włosy, a ty je nienawidziłeś -jeden powód, który
zmam, dlaczego mnie nie chcesz. Podobam się sobie w takim kolorze, kocham cię
Miku, ale tego nie umiałem w sobie zmienić. Na pewno słuchasz lub czytasz ten
list, więc mogę ci się przyznać do jeszcze jednej rzeczy. Cały czas cię
obserwowałem znam pory, w których jesz, co lubisz, czego nienawidzisz, każdy twój
najdrobniejszy gest. Zmam twoją twarz na pamięć, chcę żebyś wiedział, że gdy
spadałem miałem przed oczami twą piękną uśmiechniętą twarz.
Sierpnia w życiu nie zapomnę. Zadzwoniłeś do mnie, bo twój
pies ciężko oddychał, cały czas się wiercił. Powiedziałeś, że twój samochód
jest w naprawie. Dla ciebie Miku wstałem w o drugiej łamiąc przepisy drogowe, aby
jak najszybciej dotrzeć. Zatrąbiłem pod twoim domem ponieważ, tak się umówiliśmy.
Zeszedłeś szybko z psem na rękach i usiadłeś obok mnie. Zerknąłem na ciebie
kontem oka; płakałeś, no tak ten pies jest wszystkim, co kochasz. Zajechaliśmy
w pół godziny do weterynarza, do którego dzwoniłeś wcześniej. Usiedliśmy w
poczekalni, gdy wziął go do gabinetu. Nie chciał, żebyś Miku tam wszedł, więc
kazał nam zostać w poczekalni. Spotkało mnie wielkie szczęście wiem, iż nie powinienem
się cieszyć, gdyż twój pies walcz o życie, ale nie potrafiłem inaczej. Może
jestem samolubny? Pamiętasz Miku przytuliłeś się do mnie głowę kładąc na mym
ramieniu, moczyłeś mi bluzkę, lecz to nie było ważne. Ważne było ciepło twego
ciała przy mnie; objąłem cię głaszcząc uspokajająco po plecach i głowie.
Pierwszy raz w życiu cię dotknąłem, poczułem miękkość twych włosów, zapach
twego ciała, jego ciepło i twoje łzy. Wybacz, że wtedy byłem szczęśliwy, w dniu
śmierci twego psa. Moje serce czując bliskość twą biło szybko, myślałem, a
nawet nie myślałem, skupiałem się na dotykaniu ciebie, jak i na twoim dotyku. Zawsze
zazdrościłem temu psu, byłeś przez całe jego życie dla niego czuły. On mógł
wszystko być blisko ciebie, jadać z tobą w kuchni, spać w jednym łóżku.
Kochałeś go ponad wszystko, taką właśnie miłością darze ciebie.
We wrześniu nie pojawiłeś się trzeci raz z rzędu na próbie.
Zgłosiłem się, aby pójść do twego mieszkania i zobaczyć, co się z tobą dzieje.
Załamałeś się po śmierci psa, nie tak jak po stracie Bou. Zrobiliśmy przerwę, sam
napisałeś do każdego z nas, że 5 września zrobimy próbę. Gdy to się powtórzyło
przez dwa kolejne dni, chłopaki się wściekli. Czekaliśmy na ciebie trzy
godziny, od razu pojechałem do twego mieszkania. Zadzwoniłem do twoich drzwi, szybko
otworzyłeś, więc z twym stanem musi być dobrze tak wnioskowałem. Zaprosiłeś
mnie do salonu, zdziwiło mnie to, iż zasłoniłeś włosami lewą stronę twarzy.
Przyniosłeś dwa kubki z herbatą, usiadłeś naprzeciw przygryzając wargę. Mógłbym
tam siedzieć wieczność i się w ciebie wpatrywać. W marzeniach nigdy nie pomyślałbym,
że będę siedział w twoim salonie popijając herbatę, lub kilka dni mieszkać w
twym mieszkaniu, albo przytulać ciebie z rozpaczy za psem. Delektowałem się
twoim widokiem zapominając po co przyjechałem, właściwie nie chciałem pamiętać.
W końcu byłem zmuszony zapytać, a ty tylko Miku odsłoniłeś lewą część twarzy
pokazując pryszcza, twierdząc, iż nie możesz się tak nigdzie pokazać. Taka
głupia mała rzecz, dla ciebie taka ważna. Musiałeś zawsze i wszędzie wyglądać
świetnie oraz pięknie, dla mnie nawet, gdybyś miał całą twarz w pryszczach, grube
okulary i aparat na zęby, byłbyś cudem świata.
Szybko nadszedł październik, nikt nie zauważył zmiany, która
się we mnie dokonała, przez miłość do ciebie Miku. Każde spojrzenie na ciebie
sprawiało ból, z jednego powodu. Wiedziałem, że nigdy mnie nie pokochasz Twoja
bliskość i radość dobijała mnie, wiem powinienem być szczęśliwy, bo ty jesteś, a
to jest najważniejsze. Niestety miłość jest egoistyczna, myśli się tylko o swym
dobrze, aby nam było wygodnie oraz miło. Popadałem w depresje z jednej strony
byłem szczęśliwy ponieważ ty jesteś, z drugiej nienawidziłem, bo nie miałem
radości takiej jak twoja. Zawsze, kiedy miałeś pisać pytałeś chłopaków, co
myślą, czują. Nawet Yukiego o to spytałeś po miesiącu znajomości. Nigdy nie obchodziły
cię Miku moje myśli i uczucia. Sprawiło mi to ból, byłem jedynym wyjątkiem, którego
o to się nie spytałeś. Czułem się niepotrzebny, obojętny; może myślałeś ,,Ten
gość gra tylko świetnie na gitarze''. Myślałem o odejściu, ale gdy miałem to
powiedzieć spojrzałem na ciebie, wiedząc, że nie dam rady nie widzieć twego
uśmiechu, nie odczuwać bliskości, nie wymieniać nic nieznaczących słów. Zbyt
cię kocham, aby odejść raczej kochałem, bo nie będę żył, kiedy będziesz to
czytać, dlatego jedynym wyjściem jest śmierć. 20 października po raz pierwszy
spytałeś się o moje myśli i uczucia. Nie wiedziałem co ci powiedzieć, jedyne me
odczucia to smutek i niespełniona miłość. Nie chciałem tobie odpowiedzieć
ponieważ, nie miałem co, lecz ty się nie poddawałeś. Powiedziałem Miku wtedy
uczucia, które odczuwałem, gdy zadałeś to pytanie. Jestem szczęśliwy, bo mam
wszystko czego potrzebuje, przyjaciół na których mogę liczyć, kochającą rodzinę.
Tak naprawdę szczęście odczułem z powodu, że jednak obchodzą cię moje uczucia i
myśli. Dzień minął mi szybko jak i kolejne, przez ten czas opuściła mnie
depresja. Myślałem o tobie ciągle zadając sobie ból, nie umiałem przestać.
Twoje pytanie tchnęło we mnie nowe życie, motywacje do gry - opuściła mnie, nie
chciałem grać przez ciebie Miku, nienawidziłem jej, to też twoja wina.
W listopadzie
oświadczyłeś, którego dnia, że zostaniesz ojcem chrzestnym dziecka twej siostry.
Wszyscy ci gratulowali, tylko ja stałem z boku nic nie mówiąc ,,Coś się stało?''
spytałeś, wtedy pokręciłem głową. ,,Nie nic, tylko przypomniała się mi moja
siostra, która urodziła się martwa'' odpowiedziałem ze spuszczoną głową. Miku
bez słowa mnie przytuliłeś, wtuliłem się w ciebie delektując twoim zapachem.
,,Byłaby ode mnie starsza, po jej śmierci ja się urodziłem. Mieli nadzieje, że
będę dziewczyną'' szepnąłem w jego ramię. Zapomniałem, iż masz dobry słuch, oparłeś
brodę na mej głowie. Role się odwróciły teraz to ty pocieszałeś mnie. Ciekawie
czy przypomniał ci się, wtedy dzień śmierci twego psa. Pamiętam ten dzień 17
sierpień. Nigdy się tego nie dowiem.
Grudzień prawie mieliśmy wolny. Każdy jechał gdzieś w święta
do rodziny. Ja nie mogłem tego zrobić, przestałem spędzać święta z rodzicami, kiedy
dorosłem odpowiednio, by zrozumieć, że nienawidzą mnie ponieważ ,żyje i mam się
dobrze, a moja siostra nie miała takiej szansy. Święta zawsze były dla mnie
okresem bólu, tata nigdy nie odpuścił, aby zniszczyć mi ten dzień. Mama
pozwalała na to czasem mnie uderzając, za coś czego nie zrobiłem i to w święta.
Wszyscy normalni ludzie mieliby dość, ale ja chyba jestem nienormalny ,że tak
długo to znosiłem, nawet kiedy zrozumiałem, iż im zawadzam tego dnia, nic nie mogłem
na to poradzić. Są to moje pierwsze święta spędzone samotnie, chyba nie tego
chciałem. Marzyłem o spędzeniu ich z Miku, niestety naiwna osoba zostanie taka
na wieki. Spytałeś się Miku kilka dni przed świętami, jak je spędzimy.
Pamiętasz co powiedziałem? ,,Upiję się piccolo, napcham chipsami i będę gwałcił
telewizor'' chłopcy śmiali się uważając to za świetny żart, tylko twoje oczy
patrzyły na mnie poważnie, jakby chciały przeniknąć mnie na skroś dochodząc do
mej duszy i najciemniejszych zakamarków schowanych przed innymi. 25 grudnia spełniałem
swój plan, kiedy ktoś śmiał mi przeszkodzić. Niechętnie otworzyłem drzwi, jakie
było moje zdziwienie, gdy ujrzałem w nich ciebie Powiedziałeś ,,Nie chcę byś
spędzał sam święta''. Przytuliłeś mnie życząc wszystkiego najlepszego.
Spędziliśmy święta razem spełniając mój plan. Dużo rzecz się o sobie
dowiedzieliśmy, nigdy nie pomyślałbym, że możesz być stanowczy, wybacz iż to
powiem - raczej napisze - ale na takiego nie wyglądasz. Chyba już wtedy Miku
zrozumiałem, że mnie nigdy nie pokochasz, dla ciebie byłem najlepszym
przyjacielem. Łudziłem się do końca, każdy wiedział, iż czekasz, aż Bou do
ciebie wróci. Twoje serce należy do niego, a moje do ciebie. Dramat na dwa
serca lub dwie miłości jedno serce.
Zbliżał się 5 stycznia, twoje urodziny Miku. Nie wiedziałem,
co ci kupić. Długo szukałem odpowiedniego prezentu chodząc ciągle po różnych
galeriach. Jest to wyzwaniem, bowiem w Tokio są ich nieskończone liczby. Przez
przypadek przechodziłem koło schroniska, które znajdowało się nieopodal galerii
,,Sprimia''. Przypomniałem sobie twoje cierpienie po stracie psa, już
wiedziałem, co ci podarować. Wszedłem do środka i poinformowałem jakiegoś
faceta, dlaczego przyszedłem; zaprowadził mnie do klatek, gdzie znajdowały się te
niewinne istoty. Biedne skazane na wieczne życie w zamknięciu. Oglądałem
każdego szczeniaka uważnie, ale nie było takiego, który by ci się spodobał. Zrezygnowany
poszedłem na sam koniec, i wtedy go zobaczyłem. Szczeniak idealny dla ciebie, nawet
takiej samej rasy oraz bardzo podobny. Wziąłem go; szczęśliwy wróciłem do domu.
Z niecierpliwością oczekiwałem tego ważnego dnia. W Miku urodziny nie było próby
za to impreza w twym domu. Na samym początku składaliśmy życzenia dając swoje
prezenty. Nigdy nie zapomnę twego zdziwienia, gdy otworzyłeś opakowane pudełko
ode mnie - strasznie nakombinowałem się, co zrobić, abyś się nie domyślił, że
to pies. Wiem, iż mój prezent najbardziej cię uszczęśliwił, pocałowałeś mnie w
policzek, a ja zaczerwieniłem się czując te cudnie wykrojone, lekko wilgotne, ciepłe
usta na swym chłodnym policzku. Na szczęście przez rumieniec od zimna, nikt nie
spostrzegł tych od pocałunku. Przez całą imprezę byłem szczęśliwy, dotyk twoich
ust wlał w moje serce nową nadzieję. Bawiłem się świetnie, aż chłopacy zdziwili
się jeszcze nigdy nie widzieli mnie tak szczęśliwego. Przez ten pocałunek moje
serce mówiło mi, że między nami coś będzie, ale rozum przeczył temu. Jak
myślisz Miku, którą drogą poszła serca, czy rozumu?
W lutym jest jeden najgorszy dzień. Tak mówię o 14 lutego.
Ten dzień od zawsze kojarzy mi się z czymś złym ponieważ, w każdym roku był
ktoś, komu chciałem dać walentynkę. Dziewczynom i chłopakom - tym, co byłem
pewny, że są homoseksualni - ale zawsze spotykałem się z odrzuceniem lub
wyśmianiem, dlatego teraz nie miałem zamiaru próbować. Przyszedłem na próbę, wszyscy
dostaliśmy walentynki - nawet ja, gdy fani przemogli się z niechęcią do mnie. Nie
rozumiem czemu tak zareagowali. Powinna być ważna muzyka zespołu, a nie członkowie
i ich wygląd, niestety fani kierowali się tym drugim. Najbardziej ty byłeś
szczęśliwy Miku, śmiałeś się, żartowałeś, widać było, że nic nie zniszczy ci
ten dzień. Zastanowiło mnie, dlaczego jesteś taki szczęśliwi, na odpowiedź nie musiałem
długo czekać powiedział mi Kanon, po tym jak Miku podskoczyłeś do mnie z
radości, mocno przytuliłeś i wycałowałeś w policzki. Dostałeś walentynkę od
Bou, dał ci numer, abyś mógł się z nim skontaktować. Wyznał tobie miłość i
przepraszał. Dobre miałem przeczucie, żeby nie dać ci walentynki inaczej znowu
spotkałbym się z odrzuceniem – bądźmy szczerzy przy Bou nie miałem szans u
ciebie. Z jednej strony ulga z drugiej ból, dlaczego nie mogę kochać ze
wzajemnością? Czemu tych, których kochamy nas nie kochają? Dlaczego wybieramy
nieodpowiednie osoby? Czy ja nie zasłużyłem na miłość i szczęście?
W marcu twoje szczęście osiągnęło punkt kulminacyjny. Cały
czas rozmawiałeś z Bou przez telefon, nie chciał się z tobą jeszcze spotkać, ale
nie było kwestii spornej, co do reaktywacji waszego związku. Mieliśmy koncert 16
marca, przed nim rozmawiałeś, jak zwykle z Bou. Siedziałem na krześle, a
stylistka zajmowała się moją fryzurą. Serce mi pękało. Nie, zostały po nim małe
odłamki nie większe niż krople deszczu. Patrzyłem pustym wzrokiem na swoje odbicie,
wszystko było mi obojętne, że czułem się jak widz oglądający czyjeś życie, albo
jakbym był simem, którego życiem ktoś steruje. Jedynie czego chciałem to leżeć
w łóżku ,nic nie robić i o niczym nie myśleć. Zagraliśmy świetnie, fanki jak
zwykle piszczały. Manager gratulował niesamowitego zagrania. Reszta chłopaków
gadała o koncercie w garderobie. Zmywałem makijaż patrząc w swoje odbicie, a ty
zwyczajowo rozmawiałeś z Bou opowiadając wszystko. Wiesz o czym, wtedy myślałem
Miku patrząc w lustro? Myślałem nad całym swoim życiem i miałem ochotę walnąć
głową w tę szkło. Jest wiele rzeczy o których nikomu nie mówiłem, może napisze
o nich na koniec. Ten list nie powstał jednego dnia tylko jak na razie w
miesiąc. Piszę go od kwietnia, teraz jest 23. Dobra pamięć mi dobrze służy, pamiętam
każde wydarzenie dokładnie zwłaszcza tę z tobą.
Kwiecień, wreszcie wiosna wszystko budzi się do życia, lecz
ty Miku nie jesteś szczęśliwy, powód jest prosty musisz schudnąć. Przez święta
przybyło ci z siedem kilo. Nie byłeś zadowolony nie mogąc jeść swojej białej
czekolady z kawą codziennie. Musiałeś
unikać słodyczy, a ty przecież je kochasz, dla ciebie to było niemożliwe. Gdy
miałeś zbyt wielką ochotę na coś słodkiego - jak ty to nazywałeś chcicą - przychodziłeś
do mnie, wiem nie powinienem tego robić, ale cię kochałem i dawałem, tak by
nikt nie wiedział tobie cukierki, batona, trzy kostki białej czekolady. Ścisła
dieta tobie nie służyła wystarczyło, by ktoś w pobliżu jadł coś słodkiego, a ty
dostawałeś szału, byłeś wstanie wszystko wokół roznieść w pył. Drugim problemem
była siłownia na którą nie miałeś ochoty chodzić, zaproponowałem, że możemy
ćwiczyć tam razem. Wykupiłem specjalnie dla ciebie karnet i codziennie z tobą
tam chodziłem ćwicząc po dwie godziny. Zawsze nienawidziłem w-fu na wszelkie
sposoby unikałem ćwiczenia, na przykład raz zawinąłem zdrowy palec bandażem i
miałem spokój przez dwa miesiące. Udawałem tylko, że strasznie rozciąłem go
nożem. Dla ciebie Miku jestem w stanie zrobić wszystko, nawet gdybyś mnie
poprosił zjadłbym pająka, trzymał w ręce gołębia - choć wszyscy wiedzą, że ich
się boje. Kiedyś jak miałem z pięć czy sześć lat dziadka kogut podziobał mnie
po tyłku od tej pory boję się wszystkich ptaków, to nigdy nie przeminie, nie wiem
dlaczego.
Dochodzę do końca mamy maj. Nie popełniam samobójstwa z
powodu nieszczęśliwej miłości i samotności, lecz jeszcze z problemów, a raczej
powodu wspomnień. Szkoda, że tylko ty Miku, Kanon, Yuki, Teruki i rodzina
zapamiętacie mnie jako zwykły człowiek, dla reszty ludzi będę gitarzysta
Tatsuya z An Cafe, gwiazda. Pytania dlaczego popełniłem samobójstwo przecież
mam wszystko o czym może marzyć człowiek. Wytłumaczę czemu, co zrobicie z tą
wiedzą nie będzie mnie już obchodziło Opowiem ci mój życiorys, więc kiedy
miałem 3 lata rodzice musieli pracować. Wujek jako, iż był na bezrobociu
zgodził się mnie pilnować. Przychodził codziennie miał, wtedy 25 lat. Nie opiekował
się mną tylko kazał mi lub sam wsadzał swego fiuta do ust, gwałcił, używał na
mnie różnych wibratorów, ubierał sukienki, przykuwał do łóżka, bił pejczami
spełniał na mnie perwersyjne zachcianki. Czasami przyprowadzał kolegów, którzy
zabawiali się moim ciałem, jak dmuchaną lalką, którą się właściwie czułem.
Trwało to rok. Miałem normalne dalej dzieciństwo, gdy rodzice zatrudnili nianie.
Przez długi czas byłem nieufny, bałem się dorosłych facetów, nawet taty.
Niektóre rzeczy wspominałem wcześniej, więc niema powodu bym pisał je drugi raz.
W przedszkolu i w podstawówce byłem samotny, nie chciałem się z nikim
przyjaźnić. Klasy przeszły, trafiłem do gimnazjum. Stałem się nieśmiały nie bałem
się już mężczyzn. Strach uleciał ze mnie lub o nim zapomniałem, przez to taki
byłem wolałem siedzieć spokojnie i nie rzucać się w oczy. Chłopacy mnie
dręczyli przezywając, robiąc głupie kawały, jak wrzucanie mego plecaka do
śmietnika, strzelanie do mnie na lekcji kulkami papierowymi, otwieranie mojej
szafki i gdzieś schowanie mego jednego buta, przepychanie, bicie, zastraszanie.
Było tego więcej, lecz nie chcę zbytnio to rozpamiętywać. W liceum miałem trzy koleżanki.
Stały mi się bliższe po tym, kiedy chłopacy z drużyny piłkarskiej zaczęli mnie
gwałcić codziennie, gdy tylko chcieli. Wspierały mnie przed załamaniem, długi
czas mi pomagały, ale koniec musi zawsze nastąpić Rika zginęła w wypadku samochodowym,
pijany kierowca wjechał w tył jej samochodu, a przed nią jechał tir. Wbiła się
w niego nie miała nawet szansy na przeżycie. Śmierć najlepszej koleżanki bolała,
zacząłem na nowo się w sobie zamykać, lecz były przy mnie jeszcze Aya i Suzume.
Pomagały przejść mi przez te załamanie. Aya też zginęła potrącił ją samochód, była
w ciężkim stanie. Tydzień w szpitalu byłem przy niej. Obudziła się siódmego
dnia, trzymałem jej rękę, a z niej powoli uchodziło życie. Trzymałem ją do
końca, nawet wtedy, gdy stała się zimna. Została Suzume, która pomagała mi
przeżyć codzienne gwałty ze strony sportowców oraz pogodzić się ze śmiercią
Riki i Ayi. Traciłem swoje koleżanki co rok. Suzune popełniła samobójstwo - mianowicie
powiesiła się - wszystko przez jej chłopaka; zostawił ją dla innej. Musiałem
walczyć sam przeciwko drużynie piłki nożnej. Często rozmyślałem o moich koleżankach.
To wszystko. Moje życie to jedna wielka porażka nie powinienem się urodzić. Do
dziś nawiedzają mnie te wspomnienia, a ty Miku dopełniłeś czarkę goryczy, która
się przelała. Tak jak obiecałem będę miała twoją piękną twarz przed oczami, gdy
będę spadał. Nikt nie chciałby widzieć moich wspomnień przed śmiercią.
Wszystko, co najgorsze zawsze spotykało mnie, lecz teraz spotyka mnie coś
najlepszego.
Koniec mego samobójczego listu. Westchnąłem zmęczony ,wspomnienia
zbyt bolą. Za minutę wybiję północ, jestem gotowy to zrobić.
Odwróciłem się tyłem do miasta, a przodem do dzwonu.
Rozłożyłem ręce zerkając na zegarek na nadgarstku. Została niecała minuta,
powoli liczę sekundy. Wreszcie nadchodzi chwila upragniona.
Z rozłożonymi rękoma, jak ptak upadam do tyłu. Widzę przed
zamkniętymi oczami uśmiechniętą twarz Miku, czuję muskanie powietrza na ciele, rozwichrzone
włosy, wszystkie narządy podeszły mi do gardła sprawiając cierpienie.
Przeszywający krótki ból, gdy zapewne ciało uderzyło o beton i ciemność.
Epilog
To była chwila nagły przeszywający całe ciało ból, ciemność i teraz jasność. Powoli obraz przestał się rozmywać, to co zobaczyłem wprawiło mnie w szok. Patrzyłem na swe ciało, lekki uśmiech na wargach, krew wylewającą się z ciała i brudzącą wyłożoną płytkami ziemię. Unosiłem się w powietrzu, skoro jestem duchem mogę robić wszystko.
Poleciałem do domu Miku. Obserwowałem jego spokojną twarz
pogrążoną we śnie, jak zwykle śliczny. Rozległ się dźwięk piosenki ,,I go to
school by bus''. Zaspany przetarłeś oczy.
- Słucham?...Niema próby?...Co?...Ale po co do mnie na
chwilę przyjdziesz?
Obserwowałem cię oglądając tak, jak nigdy dotąd nie mogłem.
Spojrzałeś na zegarek 7.00, po piętnastu minutach ktoś
zadzwonił do drzwi. Obydwoje wiedzieliśmy, że to Teruki.
Szedłem za tobą, przeprowadziliście krótką wymianę zdań, po
czym przekazał tobie list. Mój list. Ucieszyłem się, wiem iż on go przeczytał, ale
i tak się cieszę, że sam go przeczytasz. Patrzyłem się na ciebie rozkoszując
się twym widokiem, bez karnie mogę patrzeć na Miku, a on tego nie wie. Wreszcie
zobaczę Miku nago, o kurcze zboczony jestem.
W trakcie czytanie po twych policzkach spływały łzy. Z dnia
na dzień wyglądałeś gorzej, po tym jak musieliście rozpoznać moje zwłoki.
Załamałeś się widziałem to, było mi źle, gdy musiałem patrzeć na ciebie
leżącego w łóżku płaczącego i coś piszącego w swych rękopisach. Nie chciałem cię
takiego widzieć, ale nadal byłem przy tobie. Często w nocy kładłem się obok
ciebie wtulając się w twoje ciało. Nie czułeś tego ,a ja nawet nie wiem, czy mi
to przeszkadza.
Po trzech dniach odbył się mój pogrzeb, jestem blisko ciebie
nie zwracając uwagi na przemówienie księdza i mszę. Na moim pogrzebie zjawili
się rodzice i rodzina, ty Miku, Kanon, Yuki, Teruki i Bou – nie wiem, co on tu
robi, ale to szczegół.
Cały czas płakałeś Miku, Bou trzymał cię za rękę, muskając
kciukiem wierzch dłoni. Gdy trumna z mym ciałem została wrzucona w wykopany
dół, każdy z zebranych rzucił trochę ziemi. Zostałeś nawet po tym, kiedy me
ciało zostało zakopane, a wszyscy się rozeszli. Patrzyłeś na tabliczkę z mym
prawdziwym imieniem i nazwiskiem oraz pseudonimem artystycznym i zespołem, do
którego należałem.
- Powinniśmy już iść - odezwał się Bou
Zapomniałem, że on tu też stoi, zbyt pochłaniał mnie twój
widok.
- Zjawiłeś się w nieodpowiednim momencie - szepnął Miku
Czyżby zależało mu na mnie? Popełniłem błąd popełniając
samobójstwo/
- Kochałeś go? - w oczach Bou pojawiły się łzy
Zerknąłem na niego, za bardzo angażował się w ten związek.
- Nie, ale był moim najlepszym przyjacielem, bratem
A jednak dobrze zrobiłem, zawsze zakochuje się w
nieodpowiednich osobach. W głębi serca miałem nadzieję, że przyjdziesz na
wierze kościelną i mnie powstrzymasz, lecz to było marzenie. Nikt nie znał mego
zamiaru.
Zdziwiłem się, że nie powiedzieliście ty i Teruki prawdy.
Powiedzieliście reszcie chłopakom i rodzinie, iż nie wiecie czemu popełniłem
samobójstwo. Po miesiącu opanowałeś się Miku i zrobiliście pięć singli na moją
cześć oraz płytę oto te piękne piosenki, wzruszyłem się słysząc je.
Przyjacielu
Ile trzeba czasu, by zapomnieć?
Kiedy jesteś smutny, wszyscy wokół to wyczuwają
Powiew wiatru, roztrzaskane kości, twoje martwe ciało
Nie potrzebowałeś powodu, by żyć
Dla mnie, który nie zauważył twej miłości
Czym jest śmierć?
Czemu ciągle czuje twą obecność?
To wszystko nic nieznaczny
Odszedłeś
Przyjacielu, przyjacielu, przyjacielu, przyjacielu
Próbuje zrozumieć twój wybór
Argumenty nie docierają do mnie
Przyjacielu, przyjacielu, przyjacielu, przyjacielu
Spójrz na mnie jeszcze raz z tym uśmiechem
Już nigdy się nie spotkamy
Twoje pragnienie…
Odszedłeś
Byłem dla ciebie najważniejszy
Dlatego odszedłeś z mej ignorancji
Zostawiłeś mnie tak samo, jak Bou
Nie zobaczę cię więcej
Nie mogę z tobą porozmawiać
Zobaczyłem twe martwe ciało w kostnicy
Znowu wróciła do mnie depresja
Lecą łzy…
Przyjacielu, przyjacielu, przyjacielu, przyjacielu
Pragnienia, które się nie spełnią
Przyjacielu, przyjacielu, przyjacielu, przyjacielu
Miejsce, twego samobójstwa prześladuje mnie
Przyjacielu, przyjacielu, przyjacielu, przyjacielu
Nikt nie rozumie powodu twej śmierci
Przyjacielu, przyjacielu, przyjacielu, przyjacielu
Potrzebowałem…Potrzebowałem cię
Kościół, w którym zatrzymał się czas ma ślady twej krwi
Odnajduje bez problemu wieżę z dzwonem
Nie mogę zrozumieć Takuya
Wyraźnie widzę spadające twoje ciało
Już nigdy cię nie zobaczę
Moje myśli krążą wokół ciebie
Czuję ból cierpienia
Twoje ciało ogarnięte czarnym workiem
Twe zamknięte oczy
Widzą ciemność
Nie potrafię…
Zapomnieć ciebie
Pączek, który nigdy nie rozkwitł
Usycha z pragnienia
Czas zatrzymał się wraz z twą śmiercią
Moje wieczne myśli
Powodują depresję
Głęboko
Wyrzeźbioną w mych myślach
Jeszcze nie powinieneś odejść
Nigdy nie odchodź
Obejrzyj się za siebie i wróć do mnie
Cierpię
Twoje martwe ciało zadręcza mnie
Wariuję
Czy to dociera…
Do ciebie?
Rozdarty umysł
Rzeczywistość mnie zabija
Ciągle morduje moje serce
Chcę byś był przy mnie do końca
Ponieważ dzięki tobie otrząsnąłem się
Jeszcze nie powinieneś odejść
Nigdy nie odchodź
Obejrzyj się za siebie i wróć do mnie
Chcę spotkać cię jeszcze raz
Może to się urzeczywistni
Przyjdź do mnie
Przyjdź do mnie
Szybko
Aby wszystko wróciło do normy
Maj nigdy nie będzie taki sam
Wieża kościelna z dzwonem
Upadające ciało w pustą przestrzeń
Twoja uśmiechnięta twarz
Już nigdy jej nie zobaczę
Wspomnienia drwią ze mnie
Cierpienie, które cały czas wzrasta
Koszmary twej śmierci
Widzę co noc
Dręczy mnie bezsenność
Chcę cię znowu ujrzeć
Rzeczywistość się zakończyła
Ulotne życie
Nie mam wątpliwości odszedłeś na zawsze
Nasza przyjaźń się urwała
Obiecywałeś, że mnie nie zostawisz
Choć byłbym na granicy szaleńczych myśli
We dwoje damy rady to pokonać mówiłeś
Czemu odszedłeś?
Jeszcze raz chcę cię zobaczyć
Szaleńcze myśli
Dobijają mnie
Ile muszę jeszcze wytrzymać?
Nie daje już rady
Dźwięk upadającego ciała słyszę w nocnej ciszy
Znów widzę w nocy twe roztrzaskane ciało
Jesteś jak spadający płatek wiśni
Byłeś moim najlepszym przyjacielem
Spadające łzy z nieba z każdym monsunem
Wkradają się do mego serca
Otwierając rany
Jeśli jeszcze raz się spotkamy powiem:
Choć byłbym na granicy szaleńczych myśli
We dwoje daliśmy radę to pokonać
Dziękuje, a teraz już odejdź
Gdyż dalej dam radę sam żyć
Koszmar, w którym widzę twoją śmierć
Zamknie moje serce
W ten słoneczny maj
Kiedyś to przeminie
A moje rany w umyśle i sercu się zagoją
Tak jak reszty ludzi, dla których byłeś ważny
Twe martwe ciało przenika przez zamknięte oczy
Dźwięk spadającego ciała rozświetli sen
Jeśli ktoś jest niewinny chcesz, by taki pozostał
Jest niewinny, ale może się to zmienić
Dusza była przezroczysto czysta
Lecz powoli stawała się coraz bardziej widoczna
To ta ludzka bezradność
Czujesz się gorszy od innych
Nasze życie staje się niczym
Jedni sprawiają, by innym było gorzej
Jak opiszesz to wydarzenie?
Kiedy ciepłe ciało spada z wysokiej wieży z dzwonem?
Ziemia ma jego ślady krwi
Uczucia zniknęły wszystko umiera
I te puste oczy bez wyrazu
Mordują nasze szczęście przypominając wszystko
To ta ludzka bezradność
Czujesz się gorszy od innych
Nasze życie staje się niczym
Roztrzaskujące się ciało o zimną ziemie
Czy obraz samobójstwa ludzi jest tym czego chcemy?
Z powodu walki między silniejszymi
To nie rozlała się krew z roztrzaskanego ciała tylko łzy
Świat trwa od milionów lat
Nasze życie to ulotna chwila
Stało się coś, co zniszczyło wszystko
Nie potrafiłem mu pomóc
Ale poznałem jego miłość do mnie
Śmierć jest blisko, kochasz nawet po śmierci
Ciągle siedzę na parapecie i wyglądam przez okno
Próbuje usłyszeć w mym umyśle twój głos
Zamykam oczy skupiając się
Twój śmiech oraz słowa odbijają się w mym umyśle
Jest to moja teraźniejszość i przyszłość
Pokuta w chorym umyśle
Co raz gorsze myśli przewijające się przez głowę
Uciekam od widoku twego martwego ciała
Modle się za ciebie przyjacielu
Nawet nie wierząc
Pragnę końca tego wszystkiego
I nienawiści wzajemnej ludzi
Są przy mnie ludzie, którzy mi pomagają stanąć na nogach
Z łzami w oczach modle się o miłosierdzie dla ciebie
Boże pomóż mi zrozumieć
Dlaczego Tatsuya popełnił samobójstwo?
Dlaczego musze znosić cierpienie i depresje tego wydarzenia?
Czekam na śmierć przy tym oknie
Wyglądam przez nie, aby ujrzeć jej piękną postać na chodniku
Nasze serca się zamykają
Nie pomagając sobie i odchodząc
Boże skoro pragnąłeś ofiary z jego ciała, pozwól mi nie
cierpieć
Wybawienie weź mnie w swoje ramiona
Boże pomóż mi zrozumieć
Dlaczego Tatsuya popełnił samobójstwo?
Dlaczego muszę znosić cierpienie i depresje tego wydarzenia?
Szukam oczyszczenia będącego ucieczką
Od widoku twego martwego ciała
Są to moje ostatnie słowa
Dlatego przypomnę sobie o nich, kiedy nadejdzie koniec
Boże pomóż mi zrozumieć
Dlaczego Tatsuya popełnił samobójstwo?
Dlaczego muszę znosić cierpienie i depresję tego wydarzenia?
Zmień swoją decyzję, oddaj jego duszę
Uchroń mój umysł
Dlaczego muszę znosić cierpienie i depresję, którą inni
podsycają?
Zeszedłeś się z Bou, widząc wasz seks, odszedłem z twego
życia na zawsze. Teraz snuję się po świecie, nie wiem co muszę zrobić, aby
trafić do nieba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz