"Taak, ten świat zabarwię piękną krwią, rozetnę białą skórę..."*
No może nie dosłownie. Nie tnę się tak mocno, aczkolwiek dźgam igłą. Malutki ból, znikoma ilość krwi, ale zawsze coś. Ale wierzcie mi, ze wszystko zaczyna mnie przerastać i chwilami odechciewa mi się życia. Egzystuję juz tylko dla Jrocka, przyjaciółki i paru znajomych oraz chłopaka. Tak. Inni stają mi się całkowicie obojętni. Nawet rodzina. Ojciec ciagle ma do mnie nieuzasadnione pretensje oraz zbytnio narusza moją prywatność chociażby wchodząc do mojego pokoju bez pukania, gdy się wieczorem rozbieram do mycia. Przeszkadza mu nawet porządek w moim pokoju (a mianowicie raczej jego brak). Za dużo rzeczy na biurku itp. Dzisiaj wracam z kościoła (ostatni dzień rekolekcji) i co? Owszem okna i kurze mógł zetrzeć, alże nie pozwolę sobie na to by mi dyktował gdzie co ma stać. Wszystkie torby mi pochował, kosmetyki wtracił byle jak do jakiegoś pojemnika (a stały na biurku, bo tak jest mi najwygodniej) i położył w szafie, schował mi nośnik, który jest mi na jutro potrzebny i w chuja go znaleźć nie mogę. Jak tu sie kurwa nie wściec? Oczywiście zrobiłam mu awanturę, mówiąc, ze narusza moja prywatność, a on na to chamsko (cytuję): "hahaha. Prywatność to ty będziesz miała, gdy kupisz sobie własne mieszkanie lub dom, i urządzisz je po swojemu." Jak tu nie wpaść w furię? To samo tyczy się moich rzeczy, które np on mi dał w prezencie, lub które zostały kupione za moje kieszonkowe, które jest przecież z JEGO pieniedzy (Także cytat): "Będziesz mogła powiedzieć, ze coś jest twoje, dopiero gdy kupisz to za zarobione przez siebie pieniądze". A wczoraj to po prostu był szczyt wszystkiego: Siedziałyśmy z koleżanka przy stolikach w TESCO, było już po rekolekcjach. Zachciało na się żreć, więc kupiłyśmy chipsy i napój na spółkę. Siedziałyśmy i rozmawiałyśmy. Było swobodnie całkiem, dopóki nie przyszedł moj ojciec. Od razu zaczął dochodzić skąd my pieniadze miałyśmy. Jak ona się przyznała, to zaczął jej oddawać moją stawkę! Myślałam, ze sie pod ziemię zapadnę, bo miałam jej te pieniadze oddać dziś. Nienawidzę mojego ojca właśnie za to, ze robi mi obciach przy znajomych i to w miejscach publicznych. To, ze chcę mieć jakąkolwiek prywatność (chociażby nawet to, zeby pukał gdy ma zamiar wejść do pokoju), też do niego nie dociera. Ja nie docieram, matka też nie. Zreszta, ostatnio relacje z moja matka też sie zaczynają pogarszać. Cieszę się, ze znalazła pracę, ze zarabia, bo przynajmniej będzie jakoś łatwiej przeżyć (nie mówię, ze moja rodzina jest bardzo biedna, ale 3 osoby plus psa raczej ciężko utrzymać z jednej pensji +- 2000 złotych, tymbardziej, ze nie na samo zarcie i ubranie to idzie, ale tez na opłaty, zreszta każdy to wie). Ale ona ciągle narzeka, ze to nie dla niej robota. Jak tylko przyjdzie do domu, to od razu słyszę, ze ona wytrzyma tylko te 3 miesiące i idzie do innej roboty. A z jej orzeczeniem o niepełnosprawnosci (umysłowej) to raczej niełatwe będzie. Nie wiem jak z nia rozmawiać na ten temat...
W ogóle przepraszam, ze taka długa ta notka. Byc moze Was zanudziłam, być może Wam się nie chciało czytać, ale musiałam się wyżalić. Ten blog jest do tego odpowiedni. Czuję, ze niedługo wyladuję w psychiatryku. A moje przeczucie nie myli się zbyt czesto.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz