sobota, 29 grudnia 2012

Idealne życie? - 1 wrzesień

Autorstwa - Ewy


Takuya:
Siedziałem, jak na szpilkach patrząc na zegarek. Czekałem, aż będzie w pół do ósmej, aby wyjść na początek roku szkolnego. Zawsze stresowałem się początkiem i końcem szkoły, tym razem rozpoczynam naukę w liceum. Nowa klasa, nowi znajomi i większość nieznajomych twarzy. Zegarek oznajmił koniec męczarni wybijając w pół do dziewiątej.

Miku:
O tak! Wyjąłem strzykawkę z ręki, mając niesamowity humor. Poprawiłem koszulę. Czas najwyższy iść do przeklętej budy.
Ludzie niektórzy spoglądali na mnie dziwacznym wzrokiem, może dlatego, że mam niesamowity wytrzeszcz? Większość nawet nie zwracała uwagi. Każdy zajęty sobą, to dobrze. Szkoda, że nie znają tego uczucia. Całkowitej pustki, złudnej wolności.

Takuya:
Stałem z tyłu pod ścianą obserwując osoby z mojej klasy przede mną. Z tego, co zauważyłem nikt tu się prawie nie znał - były wyjątki. Mój wzrok przykuła grupa stojąca nie daleko. Czterej chłopacy, blondyn z kręconymi włosami - przy okazji zerkał na mnie ukradkowo. Drugi z grzywką opadającą na jedne oko z blond pasemkami, zauważyłem w jego ustach kolczyk. Trzeci z włosami czarnymi sięgającymi gdzieś połowy lub więcej szyj i ostatni niski blondyn wyglądający prawie, jak dziewczyna. Chyba ma jakieś zaburzenia psychiczne. Do ich grupy doszedł jeszcze jeden blondyn. Ubrany w mundurek szkolny, jak wszyscy. Włosy po części ułożone po części nie tworzące jakiś nieład, ale widać było, że spędził trochę czasu przed lustrem, niezbyt długie i też nie za krótkie.  Serce zabiło mi mocniej, gdy tylko na niego patrzyłem. Próbowałem tego nie robić, ale to nie jest takie łatwe. Przyciągał mój wzrok spodobał mi się. Ciekawe czy ma taki sam ładny charakter, jak wygląd?

Miku:
Podszedłem do Terukiego, Kanona, Bou i Yukiego moich kolegów z gimnazjum, paczka ćpunów.
- Cześć - przywitałem się
Czułem na sobie, czyjś wzrok, nie miałem ochoty się odwracać, bo widziałem wcześniej, kto tam stoi. Jego wzrok mnie denerwuje.
- Cześć - odpowiedzieli chórem
- Co robicie po początku roku? - spytałem mając już plan
Stworzę z nimi lepszą paczkę, niż w jakiej byliśmy z innymi ćpunami. Tamta rozleciała się wraz ze skończeniem gimnazjum. Właściwie poznaliśmy się przy kłótniach osób z naszych paczek.
- Idziemy do domu - odpowiedział Bou za wszystkich
Bou prawie jest już mój. Co raz trudniej wychodzi mu udawanie obojętnego. Uganiam się za nim od trzech lat, a on przez pierwsze dwa dawał mi sygnały, bym dał sobie spokój. Niestety lub stety byłem uparty i w ostatniej klasie gimnazjum flirtowaliśmy ze sobą. Dzisiaj spytam go o chodzenie.
- Co powiecie na imprezę?
- Gdzie? - spytał Kanon
- Może być u mnie w domu? Tata w delegacji, a mama na szkoleniu
- Zgoda - Yuki zerknął na tego rudego chłopaka

Takuya:
Widać, że się znają, bo tak swobodnie rozmawiają. Fajnie jest mieć przyjaciół, ja ich niestety nigdy nie miałem, lecz jestem samotnikiem z wyboru i wole w piątkowe wieczory oglądać anime zawinięty w kołdrę. Musze zmienić się w szkole, przestać być nieśmiałą osobą, bo znowu będą mi dokuczać chłopacy, a za nimi pójdzie cała klasa.

Miku:
Ten chłopak ma nie tylko ma irytujący kolor włosów, ale też sam jest denerwujący. Wlepia we mnie te swe spojrzenie, co ja mu u licha obiecałem? Yuki nie lepszy patrzy się na niego ukradkowo. Ta, ukradkowo prychnąłem w myślach. Czy on nie widzi, że ten chłopak jest zainteresowany mną? Dobra pewności nie mam, ale skoro przenikał mnie wzrokiem, kiedy mnie zobaczył to coś musi być.
- Yuki przestań na niego zerkać - mówiłem w miarę spokojnie i bez nerwów
- Nie moja wina spodobał mi się - wzruszył ramionami przyjmując tą wiadomość obojętnie
Chciałem coś odpowiedzieć, ale Bou mnie pociągnął na bok, aby chłopacy nie słyszeli.
- Nie podoba mi się to, jak na ciebie zerka od czasu do czasu upewniając się, że nikt nie widzi
- Zazdrosny jesteś? - spojrzałem w jego oczy
- Nie wyobrażaj sobie za wiele ty ignorancie - policzki Bou się zaczerwieniły
- Nie obchodzi mnie on tylko ty, a tak przy okazji zostaniesz moim chłopakiem?
- Wykorzystujesz sytuację, poza tym za słabo się starasz - założył ręce na klatce piersiowej
- Bou, Bou jedno moje słowo i wskoczyłbyś do mego łóżka z rozłożonymi nogami - uśmiechnąłem się wyobrażając sobie tą sytuację
- Marzy ci się Miku, marzy. Lubię twą pownoś siebie i nie tylko to, dlatego zostanę twoim chłopakiem
Wróciliśmy do grupki chłopaków. Wiedziałem, że będzie mój, to było zbyt oczywiste.

Takuya:
Starałem się często na niego nie zerkać, ale nie wychodziło mi to. Nie wiem co ma w sobie, że przyciąga mój wzrok. Zwłaszcza, jak mi się zdaje flirtował z tym blondynem. No cóż w miłości nigdy niemiałem szczęścia, więc dlaczego się tym przejmuję? I tak nie byłby mój, tak będzie lepiej. Wystarczyło, by mi świadomość, że cos do mnie czuje.
Podeszła do nas wychowawczyni każąc ustawić się w szeregu. Stałem za blond cudem, którego jutro poznam imię. Ma ładny zapach perfum, wdychałem go ucieszony.

Miku:
Nie mogłem się doczekać końca zwłaszcza, tego co czeka mnie w domu. Impreza, a potem seks z Bou do samego rana. Trzeba go będzie zbajerować ładnymi tekstami. Staliśmy prawie na końcu, za mną był ten chłopak, za Bou Yuki. Jezu niech da sobie spokój z tym rudym, ale co mnie to?
Złapałem Bou za pośladek, szybko go również puszczając.
- Miku nie będziesz mnie miał tej nocy - szepnął mi do ucha, po czym pocałował w policzek
Gadanie, wiem, iż mi się dzisiaj odda, widać po nim, że ma na mnie chcicę.

Takuya:
Zawsze chodzę szybko, tym razem szedłem wolno. Rozpamiętując scenkę dziejącą się na mych oczach. To tak cholernie bolało, tak chyba zawsze jest. Nie warto kochać, miłość zabija robiąc z nas zombie. Zapominamy kim jesteśmy, aby stać się najlepsi dla drugiej osoby. Wyzbywając się własnego ja na rzecz miłości.
Znalazłem się pod domem. Wszedłem kierując się do swego pokoju. Dla poprawienia humoru włączyłem bollywood - choć filmy nie są zbytnio wesołe, a bohaterowie cierpią z miłości, to i tak kończy się to szczęśliwie. Chciałbym cos takiego przeżyć, szkoda ,że rzeczywistość nie jest taka piękna.

 Miku:
Włączyłem muzykę, chłopacy rozsiedli się na podłodze w kręgu. Każdy z nas wiedział, co oznacza w naszym słowniku impreza. Przyniosłem z pokoju strzykawkę, porcje heroiny w woreczku, małą łyżeczkę z kuchni. Wysypałem odpowiednią ilość na łyżeczkę, zapaliłem zapalniczkę - którą zawsze miałem przy sobie - trzymając nad nią łyżeczkę. Gotową zawiesinę umieściłem w strzykawce. Wkułem ją w żyłę czując ogarniający mnie błogi spokój, gdy proszek  zmieszał się z krwią. Pozostali zrobili to samo.
Siedziałem w słuchany w muzykę, aż przerwał to Bou siadając mi na kolanach. Przyległ do moich ust własnymi. Gładziłem jego plecy rozkoszując się bliskością.
Wstał z moich nóg ciągnąc za rękę w stronę schodów, a następnie do mego pokoju. Położył się na łóżku. Uśmiechnąłem się całując jego usta. Rozebrałem go i siebie. Lubrykantem nawilżyłem fiuta wchodząc w Bou. Skrzywił się lekko, ale poruszał biodrami dając znak bym kontynuował. Spełniłem tą niemą prośbę. Po paru pchnięciach doszedłem w nim. Opadłem obok niego przytulając jego drobne ciało wymęczone po orgazmie - gdyż doszedł bez masturbacji.
- Wiedziałem, że będziesz tej nocy mój - uśmiechnąłem się
- Twoja pewność siebie mnie przeraża - Bou wtulił głowę w zagłębienie mojej szyj
Głaskałem go po włosach, mieliśmy dużo czasu. Moi rodzice wrócą za kilka dni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz