Autorstwa - Ewy
Takuya:
Siedziałem, jak na szpilkach patrząc na zegarek. Czekałem, aż będzie w pół
do ósmej, aby wyjść na początek roku szkolnego. Zawsze stresowałem się
początkiem i końcem szkoły, tym razem rozpoczynam naukę w liceum. Nowa klasa,
nowi znajomi i większość nieznajomych twarzy. Zegarek oznajmił koniec męczarni
wybijając w pół do dziewiątej.
Miku:
O tak! Wyjąłem strzykawkę z ręki, mając niesamowity humor. Poprawiłem
koszulę. Czas najwyższy iść do przeklętej budy.
Ludzie niektórzy spoglądali na mnie dziwacznym wzrokiem, może dlatego, że
mam niesamowity wytrzeszcz? Większość nawet nie zwracała uwagi. Każdy zajęty
sobą, to dobrze. Szkoda, że nie znają tego uczucia. Całkowitej pustki, złudnej
wolności.
Takuya:
Stałem z tyłu pod ścianą obserwując osoby z mojej klasy przede mną. Z tego,
co zauważyłem nikt tu się prawie nie znał - były wyjątki. Mój wzrok przykuła
grupa stojąca nie daleko. Czterej chłopacy, blondyn z kręconymi włosami - przy
okazji zerkał na mnie ukradkowo. Drugi z grzywką opadającą na jedne oko z blond
pasemkami, zauważyłem w jego ustach kolczyk. Trzeci z włosami czarnymi
sięgającymi gdzieś połowy lub więcej szyj i ostatni niski blondyn wyglądający
prawie, jak dziewczyna. Chyba ma jakieś zaburzenia psychiczne. Do ich grupy
doszedł jeszcze jeden blondyn. Ubrany w mundurek szkolny, jak wszyscy. Włosy po
części ułożone po części nie tworzące jakiś nieład, ale widać było, że spędził
trochę czasu przed lustrem, niezbyt długie i też nie za krótkie. Serce
zabiło mi mocniej, gdy tylko na niego patrzyłem. Próbowałem tego nie robić, ale
to nie jest takie łatwe. Przyciągał mój wzrok spodobał mi się. Ciekawe czy ma
taki sam ładny charakter, jak wygląd?
Miku:
Podszedłem do Terukiego, Kanona, Bou i Yukiego moich kolegów z gimnazjum,
paczka ćpunów.
- Cześć - przywitałem się
Czułem na sobie, czyjś wzrok, nie miałem ochoty się odwracać, bo widziałem
wcześniej, kto tam stoi. Jego wzrok mnie denerwuje.
- Cześć - odpowiedzieli chórem
- Co robicie po początku roku? - spytałem mając już plan
Stworzę z nimi lepszą paczkę, niż w jakiej byliśmy z innymi ćpunami. Tamta
rozleciała się wraz ze skończeniem gimnazjum. Właściwie poznaliśmy się przy
kłótniach osób z naszych paczek.
- Idziemy do domu - odpowiedział Bou za wszystkich
Bou prawie jest już mój. Co raz trudniej wychodzi mu udawanie obojętnego.
Uganiam się za nim od trzech lat, a on przez pierwsze dwa dawał mi sygnały, bym
dał sobie spokój. Niestety lub stety byłem uparty i w ostatniej klasie
gimnazjum flirtowaliśmy ze sobą. Dzisiaj spytam go o chodzenie.
- Co powiecie na imprezę?
- Gdzie? - spytał Kanon
- Może być u mnie w domu? Tata w delegacji, a mama na szkoleniu
- Zgoda - Yuki zerknął na tego rudego chłopaka
Takuya:
Widać, że się znają, bo tak swobodnie rozmawiają. Fajnie jest mieć
przyjaciół, ja ich niestety nigdy nie miałem, lecz jestem samotnikiem z wyboru
i wole w piątkowe wieczory oglądać anime zawinięty w kołdrę. Musze zmienić się
w szkole, przestać być nieśmiałą osobą, bo znowu będą mi dokuczać chłopacy, a
za nimi pójdzie cała klasa.
Miku:
Ten chłopak ma nie tylko ma irytujący kolor włosów, ale też sam jest
denerwujący. Wlepia we mnie te swe spojrzenie, co ja mu u licha obiecałem? Yuki
nie lepszy patrzy się na niego ukradkowo. Ta, ukradkowo prychnąłem w myślach.
Czy on nie widzi, że ten chłopak jest zainteresowany mną? Dobra pewności nie
mam, ale skoro przenikał mnie wzrokiem, kiedy mnie zobaczył to coś musi być.
- Yuki przestań na niego zerkać - mówiłem w miarę spokojnie i bez nerwów
- Nie moja wina spodobał mi się - wzruszył ramionami przyjmując tą wiadomość
obojętnie
Chciałem coś odpowiedzieć, ale Bou mnie pociągnął na bok, aby chłopacy nie
słyszeli.
- Nie podoba mi się to, jak na ciebie zerka od czasu do czasu upewniając
się, że nikt nie widzi
- Zazdrosny jesteś? - spojrzałem w jego oczy
- Nie wyobrażaj sobie za wiele ty ignorancie - policzki Bou się
zaczerwieniły
- Nie obchodzi mnie on tylko ty, a tak przy okazji zostaniesz moim
chłopakiem?
- Wykorzystujesz sytuację, poza tym za słabo się starasz - założył ręce na
klatce piersiowej
- Bou, Bou jedno moje słowo i wskoczyłbyś do mego łóżka z rozłożonymi nogami
- uśmiechnąłem się wyobrażając sobie tą sytuację
- Marzy ci się Miku, marzy. Lubię twą pownoś siebie i nie tylko to, dlatego
zostanę twoim chłopakiem
Wróciliśmy do grupki chłopaków. Wiedziałem, że będzie mój, to było zbyt
oczywiste.
Takuya:
Starałem się często na niego nie zerkać, ale nie wychodziło mi to. Nie wiem
co ma w sobie, że przyciąga mój wzrok. Zwłaszcza, jak mi się zdaje flirtował z
tym blondynem. No cóż w miłości nigdy niemiałem szczęścia, więc dlaczego się
tym przejmuję? I tak nie byłby mój, tak będzie lepiej. Wystarczyło, by mi
świadomość, że cos do mnie czuje.
Podeszła do nas wychowawczyni każąc ustawić się w szeregu. Stałem za blond
cudem, którego jutro poznam imię. Ma ładny zapach perfum, wdychałem go
ucieszony.
Miku:
Nie mogłem się doczekać końca zwłaszcza, tego co czeka mnie w domu. Impreza,
a potem seks z Bou do samego rana. Trzeba go będzie zbajerować ładnymi tekstami.
Staliśmy prawie na końcu, za mną był ten chłopak, za Bou Yuki. Jezu niech da
sobie spokój z tym rudym, ale co mnie to?
Złapałem Bou za pośladek, szybko go również puszczając.
- Miku nie będziesz mnie miał tej nocy - szepnął mi do ucha, po czym pocałował
w policzek
Gadanie, wiem, iż mi się dzisiaj odda, widać po nim, że ma na mnie chcicę.
Takuya:
Zawsze chodzę szybko, tym razem szedłem wolno. Rozpamiętując scenkę dziejącą
się na mych oczach. To tak cholernie bolało, tak chyba zawsze jest. Nie warto
kochać, miłość zabija robiąc z nas zombie. Zapominamy kim jesteśmy, aby stać
się najlepsi dla drugiej osoby. Wyzbywając się własnego ja na rzecz miłości.
Znalazłem się pod domem. Wszedłem kierując się do swego pokoju. Dla
poprawienia humoru włączyłem bollywood - choć filmy nie są zbytnio wesołe, a
bohaterowie cierpią z miłości, to i tak kończy się to szczęśliwie. Chciałbym
cos takiego przeżyć, szkoda ,że rzeczywistość nie jest taka piękna.
Miku:
Włączyłem muzykę, chłopacy rozsiedli się na podłodze w kręgu. Każdy z nas
wiedział, co oznacza w naszym słowniku impreza. Przyniosłem z pokoju
strzykawkę, porcje heroiny w woreczku, małą łyżeczkę z kuchni. Wysypałem
odpowiednią ilość na łyżeczkę, zapaliłem zapalniczkę - którą zawsze miałem przy
sobie - trzymając nad nią łyżeczkę. Gotową zawiesinę umieściłem w strzykawce.
Wkułem ją w żyłę czując ogarniający mnie błogi spokój, gdy proszek
zmieszał się z krwią. Pozostali zrobili to samo.
Siedziałem w słuchany w muzykę, aż przerwał to Bou siadając mi na kolanach.
Przyległ do moich ust własnymi. Gładziłem jego plecy rozkoszując się
bliskością.
Wstał z moich nóg ciągnąc za rękę w stronę schodów, a następnie do mego
pokoju. Położył się na łóżku. Uśmiechnąłem się całując jego usta. Rozebrałem go
i siebie. Lubrykantem nawilżyłem fiuta wchodząc w Bou. Skrzywił się lekko, ale
poruszał biodrami dając znak bym kontynuował. Spełniłem tą niemą prośbę. Po
paru pchnięciach doszedłem w nim. Opadłem obok niego przytulając jego drobne
ciało wymęczone po orgazmie - gdyż doszedł bez masturbacji.
- Wiedziałem, że będziesz tej nocy mój - uśmiechnąłem się
- Twoja pewność siebie mnie przeraża - Bou wtulił głowę w zagłębienie mojej
szyj
Głaskałem go po włosach, mieliśmy dużo czasu. Moi rodzice wrócą za kilka dni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz