Jestem
uczniem szkoły średniej nazywam się Tsukasa. Mam 16 lat i od niedawna
lubię chodzić do szkoły, mianowicie wiosną kiedy go zobaczyłem ciężko mi
normalnie funkcjonować bez jego widoku. Z początku była to fascynacja
jego fryzurą, ubiorem i tym, że zawsze umiał zachować się jak idiota,
wszystkich wokół rozśmieszyć. Imponował mi dystans tego chłopaka,
którego tak bardzo mi brakowało, przy najmniejszej wpadce moja twarz
przyodziewała szkarłatną szatę. Fascynacja przemieniła się w uczucie ,
które ciężko kontrolować, a może ja nie chcę?
Nie wiem jak ma na imię jest z innej klasy. To wszystko co o nim wiem wynika z obserwacji. Ciekawe czy nikt tego nie zauważył?
Nie wiem jak ma na imię jest z innej klasy. To wszystko co o nim wiem wynika z obserwacji. Ciekawe czy nikt tego nie zauważył?
Przypadkiem
zdobyłem jego numer, gdy dyktował go jakieś dziewczynie. Udawałem, że
spisuję lekcję. Naprawdę spisywałem tylko coś innego numer pumy.
Nazywałem jego w ten sposób, bo nosił plecak z pumy. Zresztą te
określenie do niego pasowało w jakiś sposób był domniemaną ,,pumą".
W ten sposób każda noc miała rutynę dzwonienia
do niego, ale milczenia do słuchawki. Z początku nie bardzo się tym
przejmował, tylko po jakimś czasie denerwowały go, mówił wtedy dużo
okropnych rzeczy, groził i nie spełniał żadnej swojej groźby może to dlatego, że nie wiedział kto do niego dzwonił?
To nie tak, iż dzwoniłem po to by go denerwować, lecz muszę przyznać był uroczy, gdy się denerwował. Chciałem coś powiedzieć, ale głos pumy mnie onieśmielał, poruszałem ustami próbując powiedzieć cokolwiek, tylko żaden dźwięk nie chciał wydobyć się z mojej krtani. Zaciskała się na niej niewidzialna obręcz nieprzepuszczająca żadnej nuty będącymi literami i słowami.Kolejny dzień pójścia do szkoły wreszcie skończył się weekend. W domu zacząłem wariować nie widząc go starałem się jakimkolwiek sposobem być bliżej niego, albo rzeczy należącej do niego.
Jego klasa miała pierwszą lekcję obok mojej. Po przebraniu się w szatni na schodach leciałem jakby na skrzydłach miłości. Mój humor nie trwał długo od razu uśmiech znikł, gdy go nie wypatrzyłem. Nie było go. Rozpacz, gorycz i ból i to z jego powodu.
Zauważyłem jego najlepszego kumpla Seike. To dziwne znałem imię jego kumpla tylko nie jego. Czyżby los, aż tak mnie nienawidził?
Ustałem niedaleko Seiki i chłopaka z którym rozmawiał
- Nudno dzisiaj - ozwał się chłopak do Seiki
- Ta Maru by nas rozbawił
- A właśnie to gdzie on jest?
Nie usłyszałem odpowiedzi, ale dowiedziałem się jego imienia Maru. Pasowało do niego, najbardziej żałuje, że nie mogę go bliżej poznać. Zrządzenie losu, a i tak okazał się łaskawy odkrył rąbek spódnicy nurtującej me serce tajemnicy.
Dopadła mnie ta monotonia czułem się jak trup tylko dlatego, że nie zobaczyłem Maru. śmiałem się o myśli, iż umarłem za życia. Nie wiem jak przeżyje te wszystkie męczarnie. W klasie nie rozmawiam prawie z żadnym chłopakiem, maja coś takiego co mnie od nich odpycha. Są ci nieliczni, mianowicie dwie osoby, które uraczę odezwaniem się do nich. Stali się moimi przyjaciółmi mówiłem im wszystko oprócz jednego. Mam nadzieje, że mi wybaczysz to, iż powiedziałem im, ze jesteś dziewczyną.
Zawsze byłem wesoły, ale to się zmieniło od pamiętnej wiosny, mój humor zależy od zobaczenia ciebie. Gdy jak teraz cie nie widziałem snułem się jak cień. Chłopcy zrozumieli, iż nie mam humoru i nie warto mnie zaczepiać, bo tylko pogorszą sprawę. Pewnie zastanawiali się jak miłość do dziewczyny może być tak okropna.
Następna lekcja i kolejna męka. Doszedłem na drugie piętro pod klasę. Od razu go zobaczyłem, siedział na krześle przy ścianie obok miał mały stolik. Wszystko zrozumiałem dzisiaj dyżurował.
Patrzył się wszędzie jakby mnie miał na czym zawiesić oka. Starałem się dyskretnie obserwować go, a raczej przyjrzeć dokładnie. Zauważyłem od razu, że zmienił fryzurę, teraz wyglądał o wiele lepiej, ale to nie wszystko zrobił sobie piercimgs.
Ja miałem dużo kolczyków, niektórzy pytali "Czy cie to wogle nie boli jak je robisz?" w odpowiedzi zawsze się śmiałem kręcąc głowa. Ciągnęło mnie do kolczyków, ale złośliwi dokuczali mi uważając, iż taka ciota jak ja chce udawać niegrzecznego chłopca. Nawet nie wiedza jak się mylą, nie chciałem na nic pozorować moje kolczyki i dziwne fryzury były częścią mnie.
To nie tak, iż dzwoniłem po to by go denerwować, lecz muszę przyznać był uroczy, gdy się denerwował. Chciałem coś powiedzieć, ale głos pumy mnie onieśmielał, poruszałem ustami próbując powiedzieć cokolwiek, tylko żaden dźwięk nie chciał wydobyć się z mojej krtani. Zaciskała się na niej niewidzialna obręcz nieprzepuszczająca żadnej nuty będącymi literami i słowami.Kolejny dzień pójścia do szkoły wreszcie skończył się weekend. W domu zacząłem wariować nie widząc go starałem się jakimkolwiek sposobem być bliżej niego, albo rzeczy należącej do niego.
Jego klasa miała pierwszą lekcję obok mojej. Po przebraniu się w szatni na schodach leciałem jakby na skrzydłach miłości. Mój humor nie trwał długo od razu uśmiech znikł, gdy go nie wypatrzyłem. Nie było go. Rozpacz, gorycz i ból i to z jego powodu.
Zauważyłem jego najlepszego kumpla Seike. To dziwne znałem imię jego kumpla tylko nie jego. Czyżby los, aż tak mnie nienawidził?
Ustałem niedaleko Seiki i chłopaka z którym rozmawiał
- Nudno dzisiaj - ozwał się chłopak do Seiki
- Ta Maru by nas rozbawił
- A właśnie to gdzie on jest?
Nie usłyszałem odpowiedzi, ale dowiedziałem się jego imienia Maru. Pasowało do niego, najbardziej żałuje, że nie mogę go bliżej poznać. Zrządzenie losu, a i tak okazał się łaskawy odkrył rąbek spódnicy nurtującej me serce tajemnicy.
Dopadła mnie ta monotonia czułem się jak trup tylko dlatego, że nie zobaczyłem Maru. śmiałem się o myśli, iż umarłem za życia. Nie wiem jak przeżyje te wszystkie męczarnie. W klasie nie rozmawiam prawie z żadnym chłopakiem, maja coś takiego co mnie od nich odpycha. Są ci nieliczni, mianowicie dwie osoby, które uraczę odezwaniem się do nich. Stali się moimi przyjaciółmi mówiłem im wszystko oprócz jednego. Mam nadzieje, że mi wybaczysz to, iż powiedziałem im, ze jesteś dziewczyną.
Zawsze byłem wesoły, ale to się zmieniło od pamiętnej wiosny, mój humor zależy od zobaczenia ciebie. Gdy jak teraz cie nie widziałem snułem się jak cień. Chłopcy zrozumieli, iż nie mam humoru i nie warto mnie zaczepiać, bo tylko pogorszą sprawę. Pewnie zastanawiali się jak miłość do dziewczyny może być tak okropna.
Następna lekcja i kolejna męka. Doszedłem na drugie piętro pod klasę. Od razu go zobaczyłem, siedział na krześle przy ścianie obok miał mały stolik. Wszystko zrozumiałem dzisiaj dyżurował.
Patrzył się wszędzie jakby mnie miał na czym zawiesić oka. Starałem się dyskretnie obserwować go, a raczej przyjrzeć dokładnie. Zauważyłem od razu, że zmienił fryzurę, teraz wyglądał o wiele lepiej, ale to nie wszystko zrobił sobie piercimgs.
Ja miałem dużo kolczyków, niektórzy pytali "Czy cie to wogle nie boli jak je robisz?" w odpowiedzi zawsze się śmiałem kręcąc głowa. Ciągnęło mnie do kolczyków, ale złośliwi dokuczali mi uważając, iż taka ciota jak ja chce udawać niegrzecznego chłopca. Nawet nie wiedza jak się mylą, nie chciałem na nic pozorować moje kolczyki i dziwne fryzury były częścią mnie.
Oglądałem
Maru z uwagą. Zamyśliłem się do rzeczywistości przywrócił mnie dzwonek,
dopiero teraz spostrzegłem, cały czas bezczelnie na niego patrzyłem, on
jakby nigdy nic przyglądał mi się uważnie. Pewnie dlatego, że bez
zmrożenia oczu na niego patrzyłem. Zaczerwieniłem się i spuściłem wzrok.
Reszta dnia minęła mi cudownie jedno jego spojrzenie i znowu tysiące pytań bez odpowiedzi, czasem chciałoby się sięgnąć po telefon do przyjaciela, który mała szansa, ale może jednak znał odpowiedz.
Nadzieja matka głupich, czy dla mnie o najwspanialsza matko będziesz łaskawa? Dla twego z wielu synów i córek syna wielbiącego cię jak najwspanialsze bóstwo?
Znów milczysz. Nie odpowiesz, prawda? Dobrze wiesz, że tak. Wiem, że już coś planujesz wtedy zawsze milczysz. Czekasz, aż będziesz się mogła chełpić się swym udanym planem, lubisz dawać nadzieje z czasem pokazując, iż jest bezpodstawna. Czy taka zabawa jest zabawna?
Odpowiadasz mi, ze tak tylko zależy dla kogo dodajesz niechętnie. Jestem tak długo milczałaś, a teraz kilka prostych słów i znów wkręcające się w mózg odłamki ciszy straszniejsze niż pogrążenie się w odmętach krwi ludzkiej. Rozumiem dlaczego odpowiedziałaś, musiałaś to zrobić nienawidzisz kiedy mam rację. Tak bardzo nie chcesz mi dać satysfakcji, ale nie tylko mi innym też. Jesteś okrutna matko wiesz o tym?
Wiem odpowiadasz zadowolona. Każde twoje dziecko musi cierpieć, bo tylko wtedy stajesz się silniejsza. Krzyczę do ciebie ,,Jesteś tyranem''. Nic sobie z tego nie robisz tylko śmiejesz się jak czarownica. Łapie się za skronie. Ten śmiech wypełnia całą przestrzeń mego mózgu oprócz niego nic nie istnieje.
Mijają dni, lecz nic się nie zmieniło wszystko toczy się swoim rytmem. Ciągle na niego się patrze, a ty nadziejo przestałaś odpowiadać. Maru nie wie o moim istnieniu jestem dla niego nic nie znaczącym tłem całego piękna otaczającego jego życie, ale to nie tylko piękne tło ma kilka dziur dziś tak mało znaczące, a wcześniej tak ogromne i bolące. Głuche telefony się nie kończą, grozi mi coraz bardziej policją. Nie wiem czy jest gotowy do nich naprawdę zadzwonić.
Nawet się nie obejrzałem kiedy minął miesiąc. Dzisiaj ja dyżurowałem, siedziałem w tym samym miejscu, co miesiąc temu Maru nawet w ten sam dzień poniedziałek. Czy to przypadek?
Oczywiście, że tak skarciłem się w myślach. Poniedziałek ten okrutny dzień to właśnie w poniedziałek Shunsuke popełnił samobójstwo. Brakuje mi go najlepszy kumpel mogłem powiedzieć mu wszystko. Shunsuke tobie na pewno powiedziałbym, że kocham Maru i wiem w stu procentach nie odtrąciłbyś mnie z tego powodu. Chociaż wiem, iż gdziekolwiek jesteś obserwujesz, co się dzieje na ziemi na tej, która cię zniszczyła, zdarła ostatnie odzienie przyzwoitości z ciebie zostawiając nagiego zalewając z każdej strony goryczą, okrucieństwem, nienawiścią, bólem, smutkiem, aby utopić cię, pochłonąć w otchłań nieczystości. Nie wytrzymałeś tego, choć tak bardzo się starałeś. Mój najdroższy przyjacielu dlaczego nie powiedziałeś jak cierpisz przecież bym ci pomógł, wiedziałeś, że możesz na mnie liczyć, a jednak wolałeś udawać szczęśliwego. Walczyłeś w sobie, miałeś nadzieje wygrać, ale nasza matka nadzieja jest okrutna.Przegrałeś podałeś się już rozebrany ze wszystkiego, bezsilny jak mysz w pazurach kota.
Rozległ się dzwonek oznajmujący koniec lekcji pierwszej. Na jego dźwięk serce zaczęło mi gwałtownie bić za niedługo skończę zawałem w tej szkole, to by była sensacja zabił go dzwonek na lekcje. Uspokoiłem się zaraz przyjdzie moja klasa, spotkało mnie zaskoczenie, bo przyszła klasa Maru. To oznaczało zamianę sal.Rozmawiał, śmiał się, wygłupiał się cokolwiek robił wyglądał cudownie. Nie zwrócił na mnie uwagi, a ja mam mieszane uczucia z jednej strony ulga z drugiej ból. Jak dla mnie przerwa mogła trwać wiecznie, tym razem starałem mu się przyglądać dyskretnie.
Ale co dobre nie może wiecznie trwać. Skończyła się, a wraz z nią mój cudny widok, który wszedł do klasy po kilku minutach. Siedziałem znudzony sadziłem, że dyżurowanie będzie to coś ciekawszego. Czas wlekł się niemiłosiernie.
Czasie ty też kpisz sobie ze wszystkich, wtedy gdy przeżywa się wspaniałe chwile szybko przemijasz, ale jak nie wiadomo co zrobić z sobą bierzesz w sidła swe ofiary, wydłużając każdą sekundę jakby była minutą. Mnie też chwyciłeś w sidła, znikąd ratunku wszędzie potępione dusze ludzi pragnące tego samego co ja, wolności. Wolność, nie istniejące słowo w tym świecie, dlatego iż nie lubisz wypuszczać tego czym zawładniesz. Kochasz władać, mieć wszystko pod kontrolą, dlatego nadzieja jest twoim wrogiem, bo to ona wszystkim włada najlepsza królowa wszyscy są jej oddani, a ciebie nikt nie zauważa, lecz jesteś tak samo ważny jak ona, ale to w nią wszyscy wierzą nie w ciebie. Więzisz dusze, by dostrzegły twą potęgę, iż jesteś silniejszy niż nadzieja krzyczysz w jej stronę: ,, Obale cię z tronu królowo, matko nadziejo'', lecz słyszysz ironiczny śmiech należący do niej , nie wierzy ci może kiedyś się przekona, że nie ma racji.
Reszta dnia minęła mi cudownie jedno jego spojrzenie i znowu tysiące pytań bez odpowiedzi, czasem chciałoby się sięgnąć po telefon do przyjaciela, który mała szansa, ale może jednak znał odpowiedz.
Nadzieja matka głupich, czy dla mnie o najwspanialsza matko będziesz łaskawa? Dla twego z wielu synów i córek syna wielbiącego cię jak najwspanialsze bóstwo?
Znów milczysz. Nie odpowiesz, prawda? Dobrze wiesz, że tak. Wiem, że już coś planujesz wtedy zawsze milczysz. Czekasz, aż będziesz się mogła chełpić się swym udanym planem, lubisz dawać nadzieje z czasem pokazując, iż jest bezpodstawna. Czy taka zabawa jest zabawna?
Odpowiadasz mi, ze tak tylko zależy dla kogo dodajesz niechętnie. Jestem tak długo milczałaś, a teraz kilka prostych słów i znów wkręcające się w mózg odłamki ciszy straszniejsze niż pogrążenie się w odmętach krwi ludzkiej. Rozumiem dlaczego odpowiedziałaś, musiałaś to zrobić nienawidzisz kiedy mam rację. Tak bardzo nie chcesz mi dać satysfakcji, ale nie tylko mi innym też. Jesteś okrutna matko wiesz o tym?
Wiem odpowiadasz zadowolona. Każde twoje dziecko musi cierpieć, bo tylko wtedy stajesz się silniejsza. Krzyczę do ciebie ,,Jesteś tyranem''. Nic sobie z tego nie robisz tylko śmiejesz się jak czarownica. Łapie się za skronie. Ten śmiech wypełnia całą przestrzeń mego mózgu oprócz niego nic nie istnieje.
Mijają dni, lecz nic się nie zmieniło wszystko toczy się swoim rytmem. Ciągle na niego się patrze, a ty nadziejo przestałaś odpowiadać. Maru nie wie o moim istnieniu jestem dla niego nic nie znaczącym tłem całego piękna otaczającego jego życie, ale to nie tylko piękne tło ma kilka dziur dziś tak mało znaczące, a wcześniej tak ogromne i bolące. Głuche telefony się nie kończą, grozi mi coraz bardziej policją. Nie wiem czy jest gotowy do nich naprawdę zadzwonić.
Nawet się nie obejrzałem kiedy minął miesiąc. Dzisiaj ja dyżurowałem, siedziałem w tym samym miejscu, co miesiąc temu Maru nawet w ten sam dzień poniedziałek. Czy to przypadek?
Oczywiście, że tak skarciłem się w myślach. Poniedziałek ten okrutny dzień to właśnie w poniedziałek Shunsuke popełnił samobójstwo. Brakuje mi go najlepszy kumpel mogłem powiedzieć mu wszystko. Shunsuke tobie na pewno powiedziałbym, że kocham Maru i wiem w stu procentach nie odtrąciłbyś mnie z tego powodu. Chociaż wiem, iż gdziekolwiek jesteś obserwujesz, co się dzieje na ziemi na tej, która cię zniszczyła, zdarła ostatnie odzienie przyzwoitości z ciebie zostawiając nagiego zalewając z każdej strony goryczą, okrucieństwem, nienawiścią, bólem, smutkiem, aby utopić cię, pochłonąć w otchłań nieczystości. Nie wytrzymałeś tego, choć tak bardzo się starałeś. Mój najdroższy przyjacielu dlaczego nie powiedziałeś jak cierpisz przecież bym ci pomógł, wiedziałeś, że możesz na mnie liczyć, a jednak wolałeś udawać szczęśliwego. Walczyłeś w sobie, miałeś nadzieje wygrać, ale nasza matka nadzieja jest okrutna.Przegrałeś podałeś się już rozebrany ze wszystkiego, bezsilny jak mysz w pazurach kota.
Rozległ się dzwonek oznajmujący koniec lekcji pierwszej. Na jego dźwięk serce zaczęło mi gwałtownie bić za niedługo skończę zawałem w tej szkole, to by była sensacja zabił go dzwonek na lekcje. Uspokoiłem się zaraz przyjdzie moja klasa, spotkało mnie zaskoczenie, bo przyszła klasa Maru. To oznaczało zamianę sal.Rozmawiał, śmiał się, wygłupiał się cokolwiek robił wyglądał cudownie. Nie zwrócił na mnie uwagi, a ja mam mieszane uczucia z jednej strony ulga z drugiej ból. Jak dla mnie przerwa mogła trwać wiecznie, tym razem starałem mu się przyglądać dyskretnie.
Ale co dobre nie może wiecznie trwać. Skończyła się, a wraz z nią mój cudny widok, który wszedł do klasy po kilku minutach. Siedziałem znudzony sadziłem, że dyżurowanie będzie to coś ciekawszego. Czas wlekł się niemiłosiernie.
Czasie ty też kpisz sobie ze wszystkich, wtedy gdy przeżywa się wspaniałe chwile szybko przemijasz, ale jak nie wiadomo co zrobić z sobą bierzesz w sidła swe ofiary, wydłużając każdą sekundę jakby była minutą. Mnie też chwyciłeś w sidła, znikąd ratunku wszędzie potępione dusze ludzi pragnące tego samego co ja, wolności. Wolność, nie istniejące słowo w tym świecie, dlatego iż nie lubisz wypuszczać tego czym zawładniesz. Kochasz władać, mieć wszystko pod kontrolą, dlatego nadzieja jest twoim wrogiem, bo to ona wszystkim włada najlepsza królowa wszyscy są jej oddani, a ciebie nikt nie zauważa, lecz jesteś tak samo ważny jak ona, ale to w nią wszyscy wierzą nie w ciebie. Więzisz dusze, by dostrzegły twą potęgę, iż jesteś silniejszy niż nadzieja krzyczysz w jej stronę: ,, Obale cię z tronu królowo, matko nadziejo'', lecz słyszysz ironiczny śmiech należący do niej , nie wierzy ci może kiedyś się przekona, że nie ma racji.
Drzwi
od sali się otworzyły i wyszedł z nich Maru. Byliśmy sami na karotażu,
nie mogłem uwierzyć własnym oczom wpatrywałem się w niego, jak
arcydzieło Patrzyłem uważnie, aby nie stracić żadnej chwili,
bezwstydnie. Wstyd zanikł, a może nigdy nie istniał?
Śledziłem jego każdy ruch, zbliżał się do mnie. Moje serce biło szybko podskakując do gardła, połykanie śliny było bardzo bolesne, tak jakbym połykał odłamki szkła butelki.
Maru podszedł do mnie tak blisko, że dotykał swymi cudownymi nogami moich kolan. Jego bliskość odebrała mi oddech, nie mogłem oddychać, a jednak dalej funkcjonowałem. Maru jakby nigdy nic usiadł na much kolanach, przybliżył swe usta do mojego ucha wykorzystując moje sparaliżowanie.
- Wiem, że mnie chcesz - szepnął
Moje oczy rozszerzyły się szeroko. Jak to możliwe? Przecież tak uważałem.
- Myślisz, iż nie widzę jak się ciągle na mnie patrzysz - kontynuował wywód.
Oderwał się od mojego ucha i przywarłeś swymi pełnymi wargami do moich. W tej chwili bałem się ciebie, dlatego cie odepchnąłem, tylko ze każdy mój ruch był sztuczny, byłem teraz robotem, którym można było z łatwością władać.
- Co się stało nie podoba ci się? - przymrużył oczy i zbliżył się znowu do mojej szyj - więc czemu ci stoi? - oddalił się i patrzył się na mnie z satysfakcją, że tak na mnie działasz - nie bój się mnie nie skrzywdzę cię
Musiałeś wyczytać w moich oczach strach. No tak przecież oczy to okna duszy. bez problemu mogłeś w nią wejść zawładnąć moim całym ciałem i zmysłami. Moja dusza należała ciebie wyczuwałeś to, dlatego teraz siedzisz na moich kolanach i mnie molestujesz.
- Nie boje się - czułem, ze mój głos drży, ale ty chyba tego nie zauważyłeś
- Wiem, że to ty do mnie wydzwaniasz co noc
- Co? - nie zdobyłem się na nic bardziej inteligentnego
- Widziałem jak odchodziłem, że zapisałeś mój numer, tak myślałem, iż zadzwonisz - opuścił na chwilę głowę, aby po krótkiej chwili ją podnieść i patrzył mi prosto w oczy - nie, chciałem żebyś zadzwonił
Maru przyległ wargami do mojej szyj, pieścił moją skórę swymi pocałunkami, które wzbudzały pożądanie.
Och pożądanie siostra nadziej. Nie jest okrutna ona, tylko lubi spalać kochanków w swojej żądzy, wie że wszyscy ludzie są głupi, jak ćmy, które lecą do światła i wiedzą, iż się spalą, albo i nie kto wie?
Królowo pożądania za to lubisz gatunek ludzki, że wie, iż idzie w ogień, by spalić się w ogniu miłości lub swego własnego pożądania. Zakładamy sobie pęta sami ty nic nie robisz, tylko kierujesz naszymi zmysłami, aby pokazać nasze zepsute do szpiku kości, nasze sprośne do granic możliwości myśli i chęć ich wypełnienia za wszelką cenę, ale gdy dochodzi co do czego rezygnujemy z nich, tylko dlatego, że wstydzimy się ich. Jesteś najbardziej łaskawa ponieważ, zostawiasz nam wolną wole, mi teraz też ją zostawiłaś. Mój wybór cię zadowolił wybrałem ciebie zbyt bardzo go pożądałem zwłaszcza teraz.
Uległem pozwalałem Maru, by wodził wargami po mojej szyj zostawiając w niektórych miejscach mokre ślady.
- Co jeśli ktoś nas zobaczy? - spytałem wzdychając jednocześnie
- Nikt nie zobaczy
- Co powiesz, że tak długo cie nie było
- Miałem iść do psychologa szkolnego załatwić pewną sprawę
Nie odrysie od pieszczenia mnie chyba zacząłem bardziej podziwiać twa odwagę. Dlaczego musisz być taki wspaniały? Dlaczego muszę się męczyć z miłością do ciebie?
- Jaką? - spytałem zdenerwowany odpychając go lekko
Patrzył teraz wprost w moje oczy
- Jeden chłopak ma coś do mnie
Chciałem coś powiedzieć, lecz Maru skutecznie zamkną mi usta. Przeniósł się na szyję, odchyliłem głowę do tyłu dotykając zimnej ściany, to nie miało znaczenia, liczyły się gorące usta Maru pieszczące w przyjemny sposób moje ciało, łaknące każdego jego dotyku. Rozpinał guziki mojej koszuli przenosząc swe usta na mą klatkę i schodząc coraz niżej, gdy dotarł do mojego podbrzusza znów ruszył swymi rozpalonymi wargami w górę. Starałem się zapamiętać każdą jego pieszczotę, ten upragniony dotyk ukochanego.
Szedł w górę, aż znowu złączył nasze usta. Całując mnie chwycił moja rękę i wsadził sobie w spodnie, zrozumiałem chce bym zrobił, spełniłem jego prośbie bezszelestnie wsadziłem dłoń w jego bokserki łapiąc jego męskość i poruszając w pewien rytm.
Maru oderwał się ode mnie i jękną zduszonym jękiem. Zaczął poruszać swym tyłkiem na mych kolanach miałem wrażenie, iż jestem koniem, który Maru ujeżdża.
Śledziłem jego każdy ruch, zbliżał się do mnie. Moje serce biło szybko podskakując do gardła, połykanie śliny było bardzo bolesne, tak jakbym połykał odłamki szkła butelki.
Maru podszedł do mnie tak blisko, że dotykał swymi cudownymi nogami moich kolan. Jego bliskość odebrała mi oddech, nie mogłem oddychać, a jednak dalej funkcjonowałem. Maru jakby nigdy nic usiadł na much kolanach, przybliżył swe usta do mojego ucha wykorzystując moje sparaliżowanie.
- Wiem, że mnie chcesz - szepnął
Moje oczy rozszerzyły się szeroko. Jak to możliwe? Przecież tak uważałem.
- Myślisz, iż nie widzę jak się ciągle na mnie patrzysz - kontynuował wywód.
Oderwał się od mojego ucha i przywarłeś swymi pełnymi wargami do moich. W tej chwili bałem się ciebie, dlatego cie odepchnąłem, tylko ze każdy mój ruch był sztuczny, byłem teraz robotem, którym można było z łatwością władać.
- Co się stało nie podoba ci się? - przymrużył oczy i zbliżył się znowu do mojej szyj - więc czemu ci stoi? - oddalił się i patrzył się na mnie z satysfakcją, że tak na mnie działasz - nie bój się mnie nie skrzywdzę cię
Musiałeś wyczytać w moich oczach strach. No tak przecież oczy to okna duszy. bez problemu mogłeś w nią wejść zawładnąć moim całym ciałem i zmysłami. Moja dusza należała ciebie wyczuwałeś to, dlatego teraz siedzisz na moich kolanach i mnie molestujesz.
- Nie boje się - czułem, ze mój głos drży, ale ty chyba tego nie zauważyłeś
- Wiem, że to ty do mnie wydzwaniasz co noc
- Co? - nie zdobyłem się na nic bardziej inteligentnego
- Widziałem jak odchodziłem, że zapisałeś mój numer, tak myślałem, iż zadzwonisz - opuścił na chwilę głowę, aby po krótkiej chwili ją podnieść i patrzył mi prosto w oczy - nie, chciałem żebyś zadzwonił
Maru przyległ wargami do mojej szyj, pieścił moją skórę swymi pocałunkami, które wzbudzały pożądanie.
Och pożądanie siostra nadziej. Nie jest okrutna ona, tylko lubi spalać kochanków w swojej żądzy, wie że wszyscy ludzie są głupi, jak ćmy, które lecą do światła i wiedzą, iż się spalą, albo i nie kto wie?
Królowo pożądania za to lubisz gatunek ludzki, że wie, iż idzie w ogień, by spalić się w ogniu miłości lub swego własnego pożądania. Zakładamy sobie pęta sami ty nic nie robisz, tylko kierujesz naszymi zmysłami, aby pokazać nasze zepsute do szpiku kości, nasze sprośne do granic możliwości myśli i chęć ich wypełnienia za wszelką cenę, ale gdy dochodzi co do czego rezygnujemy z nich, tylko dlatego, że wstydzimy się ich. Jesteś najbardziej łaskawa ponieważ, zostawiasz nam wolną wole, mi teraz też ją zostawiłaś. Mój wybór cię zadowolił wybrałem ciebie zbyt bardzo go pożądałem zwłaszcza teraz.
Uległem pozwalałem Maru, by wodził wargami po mojej szyj zostawiając w niektórych miejscach mokre ślady.
- Co jeśli ktoś nas zobaczy? - spytałem wzdychając jednocześnie
- Nikt nie zobaczy
- Co powiesz, że tak długo cie nie było
- Miałem iść do psychologa szkolnego załatwić pewną sprawę
Nie odrysie od pieszczenia mnie chyba zacząłem bardziej podziwiać twa odwagę. Dlaczego musisz być taki wspaniały? Dlaczego muszę się męczyć z miłością do ciebie?
- Jaką? - spytałem zdenerwowany odpychając go lekko
Patrzył teraz wprost w moje oczy
- Jeden chłopak ma coś do mnie
Chciałem coś powiedzieć, lecz Maru skutecznie zamkną mi usta. Przeniósł się na szyję, odchyliłem głowę do tyłu dotykając zimnej ściany, to nie miało znaczenia, liczyły się gorące usta Maru pieszczące w przyjemny sposób moje ciało, łaknące każdego jego dotyku. Rozpinał guziki mojej koszuli przenosząc swe usta na mą klatkę i schodząc coraz niżej, gdy dotarł do mojego podbrzusza znów ruszył swymi rozpalonymi wargami w górę. Starałem się zapamiętać każdą jego pieszczotę, ten upragniony dotyk ukochanego.
Szedł w górę, aż znowu złączył nasze usta. Całując mnie chwycił moja rękę i wsadził sobie w spodnie, zrozumiałem chce bym zrobił, spełniłem jego prośbie bezszelestnie wsadziłem dłoń w jego bokserki łapiąc jego męskość i poruszając w pewien rytm.
Maru oderwał się ode mnie i jękną zduszonym jękiem. Zaczął poruszać swym tyłkiem na mych kolanach miałem wrażenie, iż jestem koniem, który Maru ujeżdża.
Zrozumiałem, ze on musi coś do mnie czuć, zresztą w jakiś sposób działałem na niego podniecająco.
Czas znowu lecia szybko był okrutny, by teraz dać mi pozór wolności z jego sideł, ale to nie miało znaczenia teraz liczył się Maru.
Doszedł. Wyjąłem rękę, na światło dzienne, z długich i zgrabnych palców kroplami ściekało nasienie chłopaka. Maru chyba miał to w zamiarze zaczął zlizywać swoje nasienie z mych palców, ssąc je delikatnie. Kiedy skończył zszedł z moich kolan i wodził językiem po klatce, aby na koniec wziąć moją dumę w usta.
Patrzyłaś na to królowo pożądania zadowolona z kolejnej głupiej ofiary chcącej się spalić. Nie chcącej, spalającej się ogniem trawionym w duszy, a raczej kłębiący się tam od powstania wszechświata.
Zahipnotyzowałeś mnie nic się nie liczyło, tylko twoje piękne usta stworzone idealnie, jakby Bóg tworząc ciebie, dłużej się nad tobą zastanawiał,aby każdy szczegół był idealny. Tak bardzo byłem skupiony na rozkoszy jaką mi dawał, teraz nawet jeśli wybuchł pożar pochłaniając każdy zakamarek niezauważalnie odnowionej szkoły nie spostrzegłbym tego, znajdowałem się w krajnie rozkoszy zbyt odległej od rzeczywistości. W tej krajnie odczucia były dwa razy mocniej odczuwalne i dawały tyle samo przyjemności.
Pożądanie stworzyłaś niesamowitą krajnę idealną na śmierć, uśmiechasz sie zadowolona, gdyż ktoś w końcu dostrzegł twe starania nad tym miejscem, może ja jedyny?
Maru spełnił postawiony przed sobą cel, by doprowadzić mnie do spełnienia. Powstał z klęczek odwracając się wszedł kompletnie ignorując mnie do klasy. Siedziałem tam z rozpięta koszulą i spodniami dysząc ciężko zmęczony podróżą z krajny pożądania do prawdziwego świata przy okazji życia.
Każdy zebrał się przeciwko mnie, a więc pożądanie z ledwością mnie zajarałaś, abym sam rozniecił większy ogień uwalniając się z jakichkolwiek więzów. Czasie uwolniłeś mnie na małą chwilę, żebym posmakował słodki smak wolności, następnie pochwycając mnie, jak myśliwy swą ofiarę najczęściej w postaci jelenia, dając mi jeszcze mniejsze więzieni niż wcześniej i oplatając me ciało grubszymi przy czym mocniejszymi więzami. Nadziejo pokazałaś mi to, abym nadal w ciebie wierzył i kochał go, w końcu dałaś taki dobry powód pokazując mi nasze magnetyczne do siebie, lecz to tylko taki podstęp w twym wykonaniu, teraz masz mnie w garści, bo stworze dla ciebie dzisiaj ołtarz ze szczęścia, na który ty ześlesz swych poddanych zombi wierzących w ciebie, by go zniszczyły, a stwórce ołtarza porwały i wyssały z niego resztki szczęścia, tylko po , żeby mógł spożywać ból, jedyna karma potrzebna do przetrwania.
Dni zmieniające się w tygodnie, aby przybrać następną postać miesięcy były cudowne. Zawsze, gdy do niego dzwoniłem, on rozpoczynał rozmowę, a w każdy dzień chodzenia do szkoły uprawiałem z nim seks w toalecie. W wolne dni słuchałem tylko jego głosu przez telefon nigdy nie spotkaliśmy się poza szkołą, co mnie smuciło, ale jeśli się do mnie odzywał i idzie z tym, że mnie zauważał byłem szczęśliwy.
Robiłem wszystko, by zawsze był uśmiechnięty, nie miał kłopotów i niczym się nie przejmował, choć on przez cały czas był uśmiechnięty, lecz czasem go pocieszałem zwłaszcza, iż nadeszła zima, a wraz z nią depresja. Tak cierpiał na depresje zimową, co roku, te dni są okropne nie mogę teraz na niego patrzeć tylko chce płakać, zresztą często to robię. Ostatnio byliśmy w kinie z klasą leciała jakaś denna komedia romantyczna, rozpłakałem się na niej zdobywając od razu u dziewczyn przydomek wrażliwego faceta szkoda, że na prawdę byłem daleko myślami przy mym ukochanym. Ukochanym?
Jak to pięknie brzmi w najbliższej rozmowie nazwę go tak w końcu go kocham, ale czy on mnie też?
Głupi jestem potrząsnąłem głową próbując wybić tę myśl, dziwne udało się wyleciała przez okno z hukiem zostawiając ślad na śniegu pomieszany z krwią.
Znowu zaczęły się szczęśliwe dni, choć nadal jest zima Maru wrócił do normy przeważnie jego depresja trwa dwa tygodnie jednak tym razem trwała trochę dłużej. Mamy dziś 19 grudnia, a nastrój Maru rozpoczął się 1 grudniu.
Miałem mieć biologię, lecz zachciało mi się iść do łazienki. Gdy załatwiłem swoją potrzebę i wyszedłem z kabiny zauważyłem Maru stojącego przy oknie, oglądał jakieś wydarzenia odległe ze szkoły, która jest więzieniem, do którego nie dochodzą wydarzenia ze świata zewnętrznego. Wszystko jest tu jakby czas stanął, gdy wszyscy opuszczą szkołę, lecz w raz z zjawiającymi się ludźmi w niej czas na nowo leci.
Maru usłyszawszy moje kroki na płytkach podłogi łazienkowej odwrócił sie do mnie jak zwykle uśmiechnięty.
- Jak widzę humor ci powrócił - uśmiechnąłem się delikatnie
- Tak. Dzięki, że wytrzymałeś ze mną - mówiąc to podszedł do mnie
- To nic takiego - spuściłem wzrok
- Na prawdę nic? - nachylił się do mojego ucha - byłem dla ciebie taki okrutny - zaczął gładzić moje ramię
- Nie było tak źle - skłamałem
Popchnął mnie do wnętrza kabiny i przycisnął własnym ciałem do bocznej ściany.
- Więc może ci to wynagrodzę?
Czas znowu lecia szybko był okrutny, by teraz dać mi pozór wolności z jego sideł, ale to nie miało znaczenia teraz liczył się Maru.
Doszedł. Wyjąłem rękę, na światło dzienne, z długich i zgrabnych palców kroplami ściekało nasienie chłopaka. Maru chyba miał to w zamiarze zaczął zlizywać swoje nasienie z mych palców, ssąc je delikatnie. Kiedy skończył zszedł z moich kolan i wodził językiem po klatce, aby na koniec wziąć moją dumę w usta.
Patrzyłaś na to królowo pożądania zadowolona z kolejnej głupiej ofiary chcącej się spalić. Nie chcącej, spalającej się ogniem trawionym w duszy, a raczej kłębiący się tam od powstania wszechświata.
Zahipnotyzowałeś mnie nic się nie liczyło, tylko twoje piękne usta stworzone idealnie, jakby Bóg tworząc ciebie, dłużej się nad tobą zastanawiał,aby każdy szczegół był idealny. Tak bardzo byłem skupiony na rozkoszy jaką mi dawał, teraz nawet jeśli wybuchł pożar pochłaniając każdy zakamarek niezauważalnie odnowionej szkoły nie spostrzegłbym tego, znajdowałem się w krajnie rozkoszy zbyt odległej od rzeczywistości. W tej krajnie odczucia były dwa razy mocniej odczuwalne i dawały tyle samo przyjemności.
Pożądanie stworzyłaś niesamowitą krajnę idealną na śmierć, uśmiechasz sie zadowolona, gdyż ktoś w końcu dostrzegł twe starania nad tym miejscem, może ja jedyny?
Maru spełnił postawiony przed sobą cel, by doprowadzić mnie do spełnienia. Powstał z klęczek odwracając się wszedł kompletnie ignorując mnie do klasy. Siedziałem tam z rozpięta koszulą i spodniami dysząc ciężko zmęczony podróżą z krajny pożądania do prawdziwego świata przy okazji życia.
Każdy zebrał się przeciwko mnie, a więc pożądanie z ledwością mnie zajarałaś, abym sam rozniecił większy ogień uwalniając się z jakichkolwiek więzów. Czasie uwolniłeś mnie na małą chwilę, żebym posmakował słodki smak wolności, następnie pochwycając mnie, jak myśliwy swą ofiarę najczęściej w postaci jelenia, dając mi jeszcze mniejsze więzieni niż wcześniej i oplatając me ciało grubszymi przy czym mocniejszymi więzami. Nadziejo pokazałaś mi to, abym nadal w ciebie wierzył i kochał go, w końcu dałaś taki dobry powód pokazując mi nasze magnetyczne do siebie, lecz to tylko taki podstęp w twym wykonaniu, teraz masz mnie w garści, bo stworze dla ciebie dzisiaj ołtarz ze szczęścia, na który ty ześlesz swych poddanych zombi wierzących w ciebie, by go zniszczyły, a stwórce ołtarza porwały i wyssały z niego resztki szczęścia, tylko po , żeby mógł spożywać ból, jedyna karma potrzebna do przetrwania.
Dni zmieniające się w tygodnie, aby przybrać następną postać miesięcy były cudowne. Zawsze, gdy do niego dzwoniłem, on rozpoczynał rozmowę, a w każdy dzień chodzenia do szkoły uprawiałem z nim seks w toalecie. W wolne dni słuchałem tylko jego głosu przez telefon nigdy nie spotkaliśmy się poza szkołą, co mnie smuciło, ale jeśli się do mnie odzywał i idzie z tym, że mnie zauważał byłem szczęśliwy.
Robiłem wszystko, by zawsze był uśmiechnięty, nie miał kłopotów i niczym się nie przejmował, choć on przez cały czas był uśmiechnięty, lecz czasem go pocieszałem zwłaszcza, iż nadeszła zima, a wraz z nią depresja. Tak cierpiał na depresje zimową, co roku, te dni są okropne nie mogę teraz na niego patrzeć tylko chce płakać, zresztą często to robię. Ostatnio byliśmy w kinie z klasą leciała jakaś denna komedia romantyczna, rozpłakałem się na niej zdobywając od razu u dziewczyn przydomek wrażliwego faceta szkoda, że na prawdę byłem daleko myślami przy mym ukochanym. Ukochanym?
Jak to pięknie brzmi w najbliższej rozmowie nazwę go tak w końcu go kocham, ale czy on mnie też?
Głupi jestem potrząsnąłem głową próbując wybić tę myśl, dziwne udało się wyleciała przez okno z hukiem zostawiając ślad na śniegu pomieszany z krwią.
Znowu zaczęły się szczęśliwe dni, choć nadal jest zima Maru wrócił do normy przeważnie jego depresja trwa dwa tygodnie jednak tym razem trwała trochę dłużej. Mamy dziś 19 grudnia, a nastrój Maru rozpoczął się 1 grudniu.
Miałem mieć biologię, lecz zachciało mi się iść do łazienki. Gdy załatwiłem swoją potrzebę i wyszedłem z kabiny zauważyłem Maru stojącego przy oknie, oglądał jakieś wydarzenia odległe ze szkoły, która jest więzieniem, do którego nie dochodzą wydarzenia ze świata zewnętrznego. Wszystko jest tu jakby czas stanął, gdy wszyscy opuszczą szkołę, lecz w raz z zjawiającymi się ludźmi w niej czas na nowo leci.
Maru usłyszawszy moje kroki na płytkach podłogi łazienkowej odwrócił sie do mnie jak zwykle uśmiechnięty.
- Jak widzę humor ci powrócił - uśmiechnąłem się delikatnie
- Tak. Dzięki, że wytrzymałeś ze mną - mówiąc to podszedł do mnie
- To nic takiego - spuściłem wzrok
- Na prawdę nic? - nachylił się do mojego ucha - byłem dla ciebie taki okrutny - zaczął gładzić moje ramię
- Nie było tak źle - skłamałem
Popchnął mnie do wnętrza kabiny i przycisnął własnym ciałem do bocznej ściany.
- Więc może ci to wynagrodzę?
Nie
zdążyłem odpowiedzieć już namiętnie mnie całował w usta, po chwili
zszedł niżej, by całować moją szyję przy czym rozpinając guziki
koszulki. Wiedziałem czego ode mnie oczekiwał, a ja musiałem sprostać
każdemu jego kaprysowi, bo w końcu, czego się nie robi dla miłość?
Gładził moją skórę, gdy odpinał ostatni guzik koszuli. Zsunąłem się w dół, że moja twarz znajdowała się na wysokości krocza Maru. Sprawnym ruchem rozpiąłem jego spodnie, no cóż miałem wprawę. Po chwili wsadziłem główkę męskości chłopka do ust pieszcząc go językiem, dopiero po jakimś czasie brałem go całego. Maru cały czas trzymał rękę na moich włosach głaszcząc mnie jak pieska, a raczej pieska płci żeńskiej, czyli suka którą teraz i zawsze przy Maru byłem i będę.
Oderwałem się od niego wiedziałem, co teraz muszę zrobić. Odwróciłem się do niego plecami obiema rękami opierając się o ścianę i wypinając tyłek. Ręce Maru zsunęły szybko moje spodnie, abym czół przyjemność oraz zaspokojenie, które sam odczuwał. W naszym seksie nie było miłości, był wykonywany szybko, by wyrobić się na przerwach trwających pięć minut. Oczywiście były dłuższe dwie, jedna trwała piętnaście minut, a druga dziesięć. Mieliśmy pierwszy raz tę szczęście, że spotkaliśmy się na piętnastominutowej.
Jego ruchy były szybkie i mocne, to zapewne z przyzwyczajenia do tych krótkich przerw, na których często się spotykaliśmy i zaspakajaliśmy. A może raczej to Maru się zaspokajał, chciałem czuć w jego miłość, żeby to nie polegało to wszystko na seksie, chciałem wyjść z nim na spacer, zjeść co, obejrzeć film i porozmawiać normalną rozmową, a nie sprowadzająca się tylko do seksu. Tak nasze rozmowy były aluzjami seksualnymi, nawet kiedy dzwoniłem to były takie aluzje, przy których się masturbował.
Poczułem ciepły płyn wypełniający moje wnętrze. Wyszedł ze mnie, jak zwykle nałożył spodnie i wyszedł. Sądzę, iż to dlatego, że był zmęczony po seksie. Nawet nie wiem czemu go usprawiedliwiałem zamiast zakończyć ten bezsens, ale jednak nadal go kochałem i byłem na każde skinienie jego palca. Dobrze o tym wiedział, ponieważ jestem wierną suką swego pana.
Każdy dzień upływał tak samo, ale było wspaniale z nim zawsze taki jest. Coraz szybciej nadchodziły święta pierwszy raz nie cieszyłem się na wolne, ważne dla mnie było chodzenie codziennie i wpatrywanie się w niego pożądliwym wzrokiem, jak bezdomny widzący małą, suchą kromkę chleba.
Czwartek. Już jutro jest oficjalnie wolne. Każda sekunda przybliżała mnie do nieuniknionego. Ostatni dzwonek wszyscy krzyczą wolność, tylko ja jestem nie w humorze, zresztą kogo to obchodzi, zostałem sam. Koledzy opuścili mnie, ponieważ Maru był dla mnie ważniejszy, a ich wystawiałem, aż zaczęli powoli odchodzić. Co ja mówię nie jestem sam mam przecież Maru.
Święta ta sztuczna rodzinna atmosfera, nie szczere życzenia i wymuszona grzeczność sprawia, ze człowieka mdli. Przetrwałem z ledwością powstrzymując krzyk wypełniający moje wnętrze i myśli samobójcze, takie jak zadławienie się ością z karpia, połknięcie całego pieroga lub zanurzenie głowy w misce z zupą wywar dashi i się utopienia w niej.
Dni wlekły się skończoność zacząłem wyglądać strasznie wcale prawie nie byłem głodny, cały czas zamknięty w pokoju, wory pod oczami przez tą głupią bezsenność. Mama chciała wzywać lekarza martwi się o mnie. Musiałem ją zapewniać, iż nic mi nie jest, w co nie chętnie uwierzyła, lecz w końcu się poddała. Jeden zero hihi. Z czego ja się właściwie ciesze?
Noce nie są lepsze nie tylko cierpię na bezsenność, ale widzę w ciemnościach trupy. Czasami, gdy zamknę oczy mam wrażenie, jakby jeden z nich nachylał się nade mną i spogląda w moją twarz upewniając się, czy aby na pewno śpię. Nie wiadomo dlaczego nadeszło wybawienie, kiedy zobaczyłem, że dzwoni Maru. Czyżby potrzeby seksualne go dopadły?
- Słucham? - odebrałem po trzech zapewne sygnałach
- Cześć
- Cześć
- Co robisz jutro? - spytał
Uświadomiłem sobie, że jutro jest sylwester, ciekawe może oznacza to, co teraz sobie pomyślałem.
- Nic specjalnego będę upijał się Picolo narzekając na życie i molestując telewizor - burknąłem
- Ciekawe plany
- Tak - przyznałem
Czekałem z niecierpliwością na kolejne jego słowo, lecz zacząłem się zawodzić, po drugiej stronie uparcie było cicho. Już traciłem nadzieję.
- Wybaczysz mi jeśli zaproszę cię do siebie na sylwestra? - spytał po długiej ciszy.
Moje serce zaczęło szybciej bić, a jednak dobrze myślałem. Nie mogę w to uwierzyć pierwszy raz spotkam się z Maru poza szkołą i to na dodatek w jego domu. Zacząłbym skakać ze szczęścia, ale mogło by to się to skończyć wizytą w wariatkowie, ponieważ matka bacznie mnie obserwowała, gdyby tylko usłyszała me skakanie nie wahałaby się pewna, iż spełniły się jej najgorsze obawy.
- Tak wybaczę - uśmiechnąłem się bezwiednie
Gładził moją skórę, gdy odpinał ostatni guzik koszuli. Zsunąłem się w dół, że moja twarz znajdowała się na wysokości krocza Maru. Sprawnym ruchem rozpiąłem jego spodnie, no cóż miałem wprawę. Po chwili wsadziłem główkę męskości chłopka do ust pieszcząc go językiem, dopiero po jakimś czasie brałem go całego. Maru cały czas trzymał rękę na moich włosach głaszcząc mnie jak pieska, a raczej pieska płci żeńskiej, czyli suka którą teraz i zawsze przy Maru byłem i będę.
Oderwałem się od niego wiedziałem, co teraz muszę zrobić. Odwróciłem się do niego plecami obiema rękami opierając się o ścianę i wypinając tyłek. Ręce Maru zsunęły szybko moje spodnie, abym czół przyjemność oraz zaspokojenie, które sam odczuwał. W naszym seksie nie było miłości, był wykonywany szybko, by wyrobić się na przerwach trwających pięć minut. Oczywiście były dłuższe dwie, jedna trwała piętnaście minut, a druga dziesięć. Mieliśmy pierwszy raz tę szczęście, że spotkaliśmy się na piętnastominutowej.
Jego ruchy były szybkie i mocne, to zapewne z przyzwyczajenia do tych krótkich przerw, na których często się spotykaliśmy i zaspakajaliśmy. A może raczej to Maru się zaspokajał, chciałem czuć w jego miłość, żeby to nie polegało to wszystko na seksie, chciałem wyjść z nim na spacer, zjeść co, obejrzeć film i porozmawiać normalną rozmową, a nie sprowadzająca się tylko do seksu. Tak nasze rozmowy były aluzjami seksualnymi, nawet kiedy dzwoniłem to były takie aluzje, przy których się masturbował.
Poczułem ciepły płyn wypełniający moje wnętrze. Wyszedł ze mnie, jak zwykle nałożył spodnie i wyszedł. Sądzę, iż to dlatego, że był zmęczony po seksie. Nawet nie wiem czemu go usprawiedliwiałem zamiast zakończyć ten bezsens, ale jednak nadal go kochałem i byłem na każde skinienie jego palca. Dobrze o tym wiedział, ponieważ jestem wierną suką swego pana.
Każdy dzień upływał tak samo, ale było wspaniale z nim zawsze taki jest. Coraz szybciej nadchodziły święta pierwszy raz nie cieszyłem się na wolne, ważne dla mnie było chodzenie codziennie i wpatrywanie się w niego pożądliwym wzrokiem, jak bezdomny widzący małą, suchą kromkę chleba.
Czwartek. Już jutro jest oficjalnie wolne. Każda sekunda przybliżała mnie do nieuniknionego. Ostatni dzwonek wszyscy krzyczą wolność, tylko ja jestem nie w humorze, zresztą kogo to obchodzi, zostałem sam. Koledzy opuścili mnie, ponieważ Maru był dla mnie ważniejszy, a ich wystawiałem, aż zaczęli powoli odchodzić. Co ja mówię nie jestem sam mam przecież Maru.
Święta ta sztuczna rodzinna atmosfera, nie szczere życzenia i wymuszona grzeczność sprawia, ze człowieka mdli. Przetrwałem z ledwością powstrzymując krzyk wypełniający moje wnętrze i myśli samobójcze, takie jak zadławienie się ością z karpia, połknięcie całego pieroga lub zanurzenie głowy w misce z zupą wywar dashi i się utopienia w niej.
Dni wlekły się skończoność zacząłem wyglądać strasznie wcale prawie nie byłem głodny, cały czas zamknięty w pokoju, wory pod oczami przez tą głupią bezsenność. Mama chciała wzywać lekarza martwi się o mnie. Musiałem ją zapewniać, iż nic mi nie jest, w co nie chętnie uwierzyła, lecz w końcu się poddała. Jeden zero hihi. Z czego ja się właściwie ciesze?
Noce nie są lepsze nie tylko cierpię na bezsenność, ale widzę w ciemnościach trupy. Czasami, gdy zamknę oczy mam wrażenie, jakby jeden z nich nachylał się nade mną i spogląda w moją twarz upewniając się, czy aby na pewno śpię. Nie wiadomo dlaczego nadeszło wybawienie, kiedy zobaczyłem, że dzwoni Maru. Czyżby potrzeby seksualne go dopadły?
- Słucham? - odebrałem po trzech zapewne sygnałach
- Cześć
- Cześć
- Co robisz jutro? - spytał
Uświadomiłem sobie, że jutro jest sylwester, ciekawe może oznacza to, co teraz sobie pomyślałem.
- Nic specjalnego będę upijał się Picolo narzekając na życie i molestując telewizor - burknąłem
- Ciekawe plany
- Tak - przyznałem
Czekałem z niecierpliwością na kolejne jego słowo, lecz zacząłem się zawodzić, po drugiej stronie uparcie było cicho. Już traciłem nadzieję.
- Wybaczysz mi jeśli zaproszę cię do siebie na sylwestra? - spytał po długiej ciszy.
Moje serce zaczęło szybciej bić, a jednak dobrze myślałem. Nie mogę w to uwierzyć pierwszy raz spotkam się z Maru poza szkołą i to na dodatek w jego domu. Zacząłbym skakać ze szczęścia, ale mogło by to się to skończyć wizytą w wariatkowie, ponieważ matka bacznie mnie obserwowała, gdyby tylko usłyszała me skakanie nie wahałaby się pewna, iż spełniły się jej najgorsze obawy.
- Tak wybaczę - uśmiechnąłem się bezwiednie
Maru
wytłumaczył mi , że to będzie męska impreza oraz podał swój adres
domowy. Kiedy odłożyłem telefon ległem na łóżku we znak nie mogąc
uwierzyć we własne szczęście.
To okrutne ta okropna myśl powróciła, zmartwychwstała lub nie do końca ją zabiłem, szkoda, więc okno ucierpiało bezpodstawnie. Tylko okno było całe, tak po prostu działała moja wyobraźnia. A więc myślo opowiedz swój przekaz skoro specjalnie dla mnie wstałaś ze śniegu i poczłapałaś, aż na górę. Sprężaj się - mówię do ciebie mam dość patrzenia jak twoja krew brudzi mój śliczny dywan, który z zapałem szorowałem przez cztery godziny. Uśmiechnęłaś się i mnie posłuchałaś. Maru musi mieć powód, by mnie zapraszać zapewne chce jednego. Zabolało i o to ci chodziło. Zacisnąłem mocno pięści na satynowej pościeli w czterech kolorach posiadającej ciekawe, fikuśne wzorki. Nie patrze na ciebie, a wiem ze uniosłaś w drwiącym uśmiechu lewy koniuszek ust. Wyszłaś tak po prostu kładąc się w te miejsce, gdzie spadłaś wcześniej, zamykając oczy masz satysfakcję. Zastanawiam się czy już umarłaś.
Gdy nadszedł wieczór byłem odszykowany specjalnie dla ciebie, kąpałem się w aromatycznej wodzie, oczywiście wlałem coś do niej sprawiając zapach, nie znałem się na tych rzeczach do kąpieli. Wygrzebałem to z półki matki. Mam nadzieje, ze mi wybaczy te grzebanie po rzeczach, ale to dla mnie ważny wieczór. Nie ważne moja skóra po kąpieli pachnie pomarańczami, następnie użyłem perfum. Tworzyło to zapewne ciekawy kontrast, lecz nie przejmowałem się tym chciałem wyglądać jak najlepiej. Ułożyłem sobie włosy. Założyłem swój struj, który po telefonie Maru przygotowywałem całą noc, aby potem na śniadaniu zanurkować twarzą w misce z płatkami zbożowymi.
Stałem przed drzwiami Maru, nacisnąłem dzwonek, czekając z bijącym sercem. Otworzył drzwi na mój widok uśmiechnął się, miałem wrażenie jakby ta zabawa go nudziła i czekał na gwoździa programu, czyli na mnie
- Ciesze się, że przyszedłeś - pocałował mnie w policzek na powitanie
- Obiecałem ci - odpowiedziałem zaskoczony na tę nagłą czułość.
Nigdy nie robił czułych gestów, więc nie byłem do nich przyzwyczajony, zapewne jest to zapowiedzią seksu noworocznego. Zbytnio nie przeszkadzało mi, iż uprawialiśmy tylko seks w łazience, a poza tym nic innego. Zaczęło mi to przeszkadzać już w czasie depresji Maru. Nie uprawialiśmy wtedy seksu byłem przy nim, robiłem czułe gesty i zrozumiałem, że tak wygląda miłość, ona wcale nie opiera się na seksie jak wcześniej myślałem. Problem polegał na tym, iż musi zrozumieć to Maru, a może już mu coś błysnęło?
W środku byli sami chłopcy. Tańczyli na całego, niektórzy siedzieli stole jedząc przekąski takie jak chipsy, paluszki w dwóch rodzajach, ciastka, ciasto zapewne świąteczne, kanapki i kilka potraw zapewne nie zjedzone przez święta. Był też alkohol, pewne dlatego Maru zrobił czuły gest się i nie myśli, chociaż to nie nowość, ale zaraz nie wyczułem od niego tego zapachu, a przyznam do tego mam dobrego nosa, jak pies policyjny do narkotyków.
Rozejrzałem się pobieżnie, bo zaraz pociągnął mnie do środka pokoju bym z nim tańczył. Ocieraliśmy się o siebie ciałami Nie pił pachniał tylko mocnymi męskimi perfumami. Podobał mi się ten zapach miał coś w sobie pociągającego, a może osoba, która była nim spryskana?
Potańczyliśmy razem przez dwie piosenki, bo zaraz został ode mnie odciągnięty, no tak kumple coś od ciebie chcieli. A ty stój kołku na środku - pomyślałem ironicznie. Maru chyba zaraziłeś mnie tą ironia przez swoją depresje. Nasłuchałem się twoich obelg i złośliwości takich jakbym uważał ponieważ za niedługo zaryje nosem w chodnik, ironi i sarkazmu.
Usiadłem przy stole, nalałem sobie soku porzeczkowego, zrobiłem kilka łyków, by zacząć zajadać się chipsami. Nie długo to trwało, bo zaraz pojawiłeś się przy stole z Seiką i kilkoma jakimiś twoimi mało znaczącymi przyjaciółmi.
- Zagrajmy w rozbieraną butelkę - zaproponował Seika prezentując pustą butelkę po wódce.
Wszyscy goście usiedli w kręgu i zaczęła się zabawa. Trochę się zdziwiłem wszyscy się zgodzili, przecież nie było dziewczyn, a z pewnością większość tych chłopaków interesowało się płcią piękną.
Zabawa była zabawna Seika siedział w bieliźnie i zakręcił. Butelka przybrała mój kierunek i musiałem coś zdjąć. Koszulka leżała w kilka sekund na ziemi, chwyciłem za butelkę by nią zakręcić, gdy to zrobiłem podnosząc wzrok zahaczyłem o Maru. Też siedział w samych spodniach jak ja i wpatrywał się we mnie na okrągło. Nie mogłem pohamować ciekawości i musiałem to sprawdzić, wielokrotnie natrafiałem na jego spojrzenie.
Zabawa długo nie potrwała wszyscy zaczęliśmy się ubierać, nowy rok za dwie minuty nadejdzie. Czym prędzej się ubrałem i wybiegłem na podwórko. Idealnie wybiła wtedy północ, wpatrywałem się zachwyconym wzrokiem na iskrzące się niebo sztucznych ogni, wyglądających tak wspaniale. Po chwili znalazł się przy mnie Maru wręczając mi kieliszek z szampanem. Upiłem łyk nie odwracając wzroku od nieba teraz tak pięknie roziskrzonego nie tylko przez fajerwerki, ale również gwiazdy.
- Piękny widok - odezwał się Maru.
Opuściłem wzrok na jego postać i się uśmiechnąłem, wtedy pocałował mnie czule, pocałunek był długi.
Gdy oderwał się ode mnie przytulał mnie do siebie i razem patrzyliśmy w niebo. Balanga trwała do czwartej godziny. Wszyscy o tej porze szykowali się, aby pójść do domu. Ja też miałem taki zamiar, lecz Maru odwiódł od niego prostymi słowami
- Zostań ze mną
To okrutne ta okropna myśl powróciła, zmartwychwstała lub nie do końca ją zabiłem, szkoda, więc okno ucierpiało bezpodstawnie. Tylko okno było całe, tak po prostu działała moja wyobraźnia. A więc myślo opowiedz swój przekaz skoro specjalnie dla mnie wstałaś ze śniegu i poczłapałaś, aż na górę. Sprężaj się - mówię do ciebie mam dość patrzenia jak twoja krew brudzi mój śliczny dywan, który z zapałem szorowałem przez cztery godziny. Uśmiechnęłaś się i mnie posłuchałaś. Maru musi mieć powód, by mnie zapraszać zapewne chce jednego. Zabolało i o to ci chodziło. Zacisnąłem mocno pięści na satynowej pościeli w czterech kolorach posiadającej ciekawe, fikuśne wzorki. Nie patrze na ciebie, a wiem ze uniosłaś w drwiącym uśmiechu lewy koniuszek ust. Wyszłaś tak po prostu kładąc się w te miejsce, gdzie spadłaś wcześniej, zamykając oczy masz satysfakcję. Zastanawiam się czy już umarłaś.
Gdy nadszedł wieczór byłem odszykowany specjalnie dla ciebie, kąpałem się w aromatycznej wodzie, oczywiście wlałem coś do niej sprawiając zapach, nie znałem się na tych rzeczach do kąpieli. Wygrzebałem to z półki matki. Mam nadzieje, ze mi wybaczy te grzebanie po rzeczach, ale to dla mnie ważny wieczór. Nie ważne moja skóra po kąpieli pachnie pomarańczami, następnie użyłem perfum. Tworzyło to zapewne ciekawy kontrast, lecz nie przejmowałem się tym chciałem wyglądać jak najlepiej. Ułożyłem sobie włosy. Założyłem swój struj, który po telefonie Maru przygotowywałem całą noc, aby potem na śniadaniu zanurkować twarzą w misce z płatkami zbożowymi.
Stałem przed drzwiami Maru, nacisnąłem dzwonek, czekając z bijącym sercem. Otworzył drzwi na mój widok uśmiechnął się, miałem wrażenie jakby ta zabawa go nudziła i czekał na gwoździa programu, czyli na mnie
- Ciesze się, że przyszedłeś - pocałował mnie w policzek na powitanie
- Obiecałem ci - odpowiedziałem zaskoczony na tę nagłą czułość.
Nigdy nie robił czułych gestów, więc nie byłem do nich przyzwyczajony, zapewne jest to zapowiedzią seksu noworocznego. Zbytnio nie przeszkadzało mi, iż uprawialiśmy tylko seks w łazience, a poza tym nic innego. Zaczęło mi to przeszkadzać już w czasie depresji Maru. Nie uprawialiśmy wtedy seksu byłem przy nim, robiłem czułe gesty i zrozumiałem, że tak wygląda miłość, ona wcale nie opiera się na seksie jak wcześniej myślałem. Problem polegał na tym, iż musi zrozumieć to Maru, a może już mu coś błysnęło?
W środku byli sami chłopcy. Tańczyli na całego, niektórzy siedzieli stole jedząc przekąski takie jak chipsy, paluszki w dwóch rodzajach, ciastka, ciasto zapewne świąteczne, kanapki i kilka potraw zapewne nie zjedzone przez święta. Był też alkohol, pewne dlatego Maru zrobił czuły gest się i nie myśli, chociaż to nie nowość, ale zaraz nie wyczułem od niego tego zapachu, a przyznam do tego mam dobrego nosa, jak pies policyjny do narkotyków.
Rozejrzałem się pobieżnie, bo zaraz pociągnął mnie do środka pokoju bym z nim tańczył. Ocieraliśmy się o siebie ciałami Nie pił pachniał tylko mocnymi męskimi perfumami. Podobał mi się ten zapach miał coś w sobie pociągającego, a może osoba, która była nim spryskana?
Potańczyliśmy razem przez dwie piosenki, bo zaraz został ode mnie odciągnięty, no tak kumple coś od ciebie chcieli. A ty stój kołku na środku - pomyślałem ironicznie. Maru chyba zaraziłeś mnie tą ironia przez swoją depresje. Nasłuchałem się twoich obelg i złośliwości takich jakbym uważał ponieważ za niedługo zaryje nosem w chodnik, ironi i sarkazmu.
Usiadłem przy stole, nalałem sobie soku porzeczkowego, zrobiłem kilka łyków, by zacząć zajadać się chipsami. Nie długo to trwało, bo zaraz pojawiłeś się przy stole z Seiką i kilkoma jakimiś twoimi mało znaczącymi przyjaciółmi.
- Zagrajmy w rozbieraną butelkę - zaproponował Seika prezentując pustą butelkę po wódce.
Wszyscy goście usiedli w kręgu i zaczęła się zabawa. Trochę się zdziwiłem wszyscy się zgodzili, przecież nie było dziewczyn, a z pewnością większość tych chłopaków interesowało się płcią piękną.
Zabawa była zabawna Seika siedział w bieliźnie i zakręcił. Butelka przybrała mój kierunek i musiałem coś zdjąć. Koszulka leżała w kilka sekund na ziemi, chwyciłem za butelkę by nią zakręcić, gdy to zrobiłem podnosząc wzrok zahaczyłem o Maru. Też siedział w samych spodniach jak ja i wpatrywał się we mnie na okrągło. Nie mogłem pohamować ciekawości i musiałem to sprawdzić, wielokrotnie natrafiałem na jego spojrzenie.
Zabawa długo nie potrwała wszyscy zaczęliśmy się ubierać, nowy rok za dwie minuty nadejdzie. Czym prędzej się ubrałem i wybiegłem na podwórko. Idealnie wybiła wtedy północ, wpatrywałem się zachwyconym wzrokiem na iskrzące się niebo sztucznych ogni, wyglądających tak wspaniale. Po chwili znalazł się przy mnie Maru wręczając mi kieliszek z szampanem. Upiłem łyk nie odwracając wzroku od nieba teraz tak pięknie roziskrzonego nie tylko przez fajerwerki, ale również gwiazdy.
- Piękny widok - odezwał się Maru.
Opuściłem wzrok na jego postać i się uśmiechnąłem, wtedy pocałował mnie czule, pocałunek był długi.
Gdy oderwał się ode mnie przytulał mnie do siebie i razem patrzyliśmy w niebo. Balanga trwała do czwartej godziny. Wszyscy o tej porze szykowali się, aby pójść do domu. Ja też miałem taki zamiar, lecz Maru odwiódł od niego prostymi słowami
- Zostań ze mną
Więc
zostałem poszliśmy do jego sypialni. Wiedziałem co nastąpi, ale mnie
zaskoczył położyłem się na łóżku, a zaraz on dołączył do mnie. Przykrył
nas kołdrą i przytulił mnie do swego torsu czule całując w czoło.
Podniosłem głowę, by spojrzeć w jego oczy.
- Co będziemy robić? - spytałem jakbym nie wiedział, co robi się w łóżku, tylko że z Maru jest inaczej
Zaśmiał się.
- Będziemy spać - pocałował mnie w czubek nosa
- W ubraniach? - spytałem niewinnie
Nie odpowiedział zaczął się rozbierać, postąpiłem tak samo. Leżeliśmy w samych bokserkach przytuleni do siebie, jak wcześniej oraz przykryci kołdrą.
W ramionach Maru czułem się bezpiecznie i cudownie. Tak teraz miałem pewność, iż mnie kocha bo inaczej dlaczego, by to robił?
Nie chciał uprawiać tylko seksu, chciał mnie mieć. po prostu blisko siebie, a już sadziłem, że służę mu za żywą dmuchaną lalę. Nie powiedział tego w prost, ale ja wiedziałem inaczej rżnąłby mnie lub dobierał jakoś. Jest tylko
czuły słyszę bicie jego serca oraz chłonne jego zapach.
Rano Maru zrobił śniadanie i przyniósł je do łóżka. Zdziwiłem się.
- Będziemy jedli w łóżku? - nie dowierzałem
- A czemu nie zawsze chciałem to zrobić - odparł spokojnie lokując się z tacą obok mnie - Smacznego - życzył mi i pocałował delikatnie w policzek.
Po zjedzeniu pomogłem mu pozmywać, choć upierał się, żebym się tym nie zajmował, bo jestem gościem, problem polegał na tym, iż nie ważne jakby się upierał ja i tak postawie na swoim. Następnie oglądaliśmy maraton komedii zajadając się popcornem, oczywiście przytuleni do siebie. Szkoda taki cudowny dzień zaczął się kończyć, a ja musiałem wrócić do domu.
W domu miałem ramer o nic. Matka wydzierała się, jak to ona martwiła się o mnie, dlaczego nie uprzedziłem. Nic mnie to nie obchodziło, choć ciałem byłem w domu duszą zupełnie w innym miejscu.
Znowu trzeba było wrócić do szkoły, ale mi się to podobało do czasu. Mijały dni, a ja nie spotkałem się z Maru, co straszniejsze nawet go nie widziałem. Czyżby nie chodził do szkoły?
Po dwóch tygodniach nie wytrzymałem podszedłem do Seiki.
- Co się dzieje z Maru?
- Dlaczego pytasz? - odpowiedział pytaniem na pytanie
- No bo...Jest moim...Kolegą i się o niego martwię - wydukałem jak powoli moje policzki czerwienieją, aby przypominać dojrzałe pomidory gotowe do zerwania i tylko czekają na tę chwilę.
- Nic się z nim nie dzieje
- Ale jakoś ostatni się z nim nie widziałem
- Bo może nie chce się z tobą widzieć - patrzył na mnie - popatrzył na mnie z satysfakcją i pewnością przez mą głupią minę - Powiem ci, że na pewno jest w szkole - dobił mnie.
Odszedłem z stamtąd jak najszybciej, chciałem teraz tylko płakać, ale przecież nie mogłem się rozpłakać w szkole, tylko co mnie obchodzi, co kto o mnie powie?
Powstrzymałem się od płaczu, ale wracając do domu płakałem i to obficie zapewne mogłem napełnić litrową butelkę łzami. Niezły by nawet z tego był interes, pytanie kto by chciał kupić słoną wodę?
Dni mijały, a ja popadałem w depresję. Mama zaczęła się bardziej martwić, nic mnie nie obchodziło. Umarłem za życia.
Dlaczego był taki czuły w sylwestra? Dlaczego mnie unika? I wiele innych pytań bez odpowiedzi nie dawało mi spokoju, każde wspomnienie wywoływało monsun łez.
Pożądanie wreszcie mnie spaliła, czas uwięził mnie bardziej przykuwając do fotela i pokazując bolesne wspomnienia, wszystko co straciłem, bo nie zauważyłem uciekającego czasu, a przecież nic nie może trwać wiecznie. Nadziejo wysłałaś swych wysłanników zombie, zburzyli już ołtarz oraz wyssali więcej niż chciałaś. Spełniło się twoje życzenie karmie się bólem.
Minął miesiąc zaczyna być ze mną coraz gorzej , siedzę nawet w szkole w koncie przyciszony i pochłonięty myślami. Pozbyłem się jakichkolwiek ograniczeń płacze na okrągło codziennie. Czasem zastanawiam się skąd bierze się tyle łez, cały czas ma czym płakać ciekawe dlaczego? Czy one kiedykolwiek się kończą?
Marzec. Robi się coraz cieplej, lecz nie dla mnie moje ciało trawi mróz, dusza krwawi, a serce się rozkłada.
Przez dwa tygodnie nie chodziłem do szkoły, aż mama zawiozła mnie do psychologa, po kilku wizytach zobaczyła, iż to bez sensu. Trochę się o nią martwię tworzymy teraz krąg, obydwoje stoimy w martwym punkcie. Ona martwi się o mnie ja o nią, tylko dlatego ponieważ ostatnio bardzo schudła, ma podkrążone oczy i jest blada.
W kwietniu jest już ze mną trochę lepiej. Martwiąc się o mamę i jej stanem, a zwłaszcza przesądził o wszystkim pobyt w szpitalu, zacząłem chodzić do psychologa, otworzyłem się przed nią. Ładna i młoda pomogła mi spojrzeć na niektóre rzeczy z dystansem, przyznam że gdyby nie ona źle ze mną by było. Zacząłem się okaleczać mam na nadgarstku żyletką wycięte: ,,Maru na zawsze" i to otoczone jest ramką w kształcie serca. Mam więcej okaleczeń mało znaczących, ten napis jest tylko ważny.
- Co będziemy robić? - spytałem jakbym nie wiedział, co robi się w łóżku, tylko że z Maru jest inaczej
Zaśmiał się.
- Będziemy spać - pocałował mnie w czubek nosa
- W ubraniach? - spytałem niewinnie
Nie odpowiedział zaczął się rozbierać, postąpiłem tak samo. Leżeliśmy w samych bokserkach przytuleni do siebie, jak wcześniej oraz przykryci kołdrą.
W ramionach Maru czułem się bezpiecznie i cudownie. Tak teraz miałem pewność, iż mnie kocha bo inaczej dlaczego, by to robił?
Nie chciał uprawiać tylko seksu, chciał mnie mieć. po prostu blisko siebie, a już sadziłem, że służę mu za żywą dmuchaną lalę. Nie powiedział tego w prost, ale ja wiedziałem inaczej rżnąłby mnie lub dobierał jakoś. Jest tylko
czuły słyszę bicie jego serca oraz chłonne jego zapach.
Rano Maru zrobił śniadanie i przyniósł je do łóżka. Zdziwiłem się.
- Będziemy jedli w łóżku? - nie dowierzałem
- A czemu nie zawsze chciałem to zrobić - odparł spokojnie lokując się z tacą obok mnie - Smacznego - życzył mi i pocałował delikatnie w policzek.
Po zjedzeniu pomogłem mu pozmywać, choć upierał się, żebym się tym nie zajmował, bo jestem gościem, problem polegał na tym, iż nie ważne jakby się upierał ja i tak postawie na swoim. Następnie oglądaliśmy maraton komedii zajadając się popcornem, oczywiście przytuleni do siebie. Szkoda taki cudowny dzień zaczął się kończyć, a ja musiałem wrócić do domu.
W domu miałem ramer o nic. Matka wydzierała się, jak to ona martwiła się o mnie, dlaczego nie uprzedziłem. Nic mnie to nie obchodziło, choć ciałem byłem w domu duszą zupełnie w innym miejscu.
Znowu trzeba było wrócić do szkoły, ale mi się to podobało do czasu. Mijały dni, a ja nie spotkałem się z Maru, co straszniejsze nawet go nie widziałem. Czyżby nie chodził do szkoły?
Po dwóch tygodniach nie wytrzymałem podszedłem do Seiki.
- Co się dzieje z Maru?
- Dlaczego pytasz? - odpowiedział pytaniem na pytanie
- No bo...Jest moim...Kolegą i się o niego martwię - wydukałem jak powoli moje policzki czerwienieją, aby przypominać dojrzałe pomidory gotowe do zerwania i tylko czekają na tę chwilę.
- Nic się z nim nie dzieje
- Ale jakoś ostatni się z nim nie widziałem
- Bo może nie chce się z tobą widzieć - patrzył na mnie - popatrzył na mnie z satysfakcją i pewnością przez mą głupią minę - Powiem ci, że na pewno jest w szkole - dobił mnie.
Odszedłem z stamtąd jak najszybciej, chciałem teraz tylko płakać, ale przecież nie mogłem się rozpłakać w szkole, tylko co mnie obchodzi, co kto o mnie powie?
Powstrzymałem się od płaczu, ale wracając do domu płakałem i to obficie zapewne mogłem napełnić litrową butelkę łzami. Niezły by nawet z tego był interes, pytanie kto by chciał kupić słoną wodę?
Dni mijały, a ja popadałem w depresję. Mama zaczęła się bardziej martwić, nic mnie nie obchodziło. Umarłem za życia.
Dlaczego był taki czuły w sylwestra? Dlaczego mnie unika? I wiele innych pytań bez odpowiedzi nie dawało mi spokoju, każde wspomnienie wywoływało monsun łez.
Pożądanie wreszcie mnie spaliła, czas uwięził mnie bardziej przykuwając do fotela i pokazując bolesne wspomnienia, wszystko co straciłem, bo nie zauważyłem uciekającego czasu, a przecież nic nie może trwać wiecznie. Nadziejo wysłałaś swych wysłanników zombie, zburzyli już ołtarz oraz wyssali więcej niż chciałaś. Spełniło się twoje życzenie karmie się bólem.
Minął miesiąc zaczyna być ze mną coraz gorzej , siedzę nawet w szkole w koncie przyciszony i pochłonięty myślami. Pozbyłem się jakichkolwiek ograniczeń płacze na okrągło codziennie. Czasem zastanawiam się skąd bierze się tyle łez, cały czas ma czym płakać ciekawe dlaczego? Czy one kiedykolwiek się kończą?
Marzec. Robi się coraz cieplej, lecz nie dla mnie moje ciało trawi mróz, dusza krwawi, a serce się rozkłada.
Przez dwa tygodnie nie chodziłem do szkoły, aż mama zawiozła mnie do psychologa, po kilku wizytach zobaczyła, iż to bez sensu. Trochę się o nią martwię tworzymy teraz krąg, obydwoje stoimy w martwym punkcie. Ona martwi się o mnie ja o nią, tylko dlatego ponieważ ostatnio bardzo schudła, ma podkrążone oczy i jest blada.
W kwietniu jest już ze mną trochę lepiej. Martwiąc się o mamę i jej stanem, a zwłaszcza przesądził o wszystkim pobyt w szpitalu, zacząłem chodzić do psychologa, otworzyłem się przed nią. Ładna i młoda pomogła mi spojrzeć na niektóre rzeczy z dystansem, przyznam że gdyby nie ona źle ze mną by było. Zacząłem się okaleczać mam na nadgarstku żyletką wycięte: ,,Maru na zawsze" i to otoczone jest ramką w kształcie serca. Mam więcej okaleczeń mało znaczących, ten napis jest tylko ważny.
W
maju zacząłem się po raz pierwszy od dłuższego czasu śmiać. Nie
spotkałem Maru i tez nic nie wiedziałem co robi. Nie myślałem o nim tak
często, czasami wmawiałem sobie, iż go nie kocham, tak chciałbym, żeby
była to prawda. Dlaczego Bóg postawił go na mojej drodze?
Odzyskałem swoich przyjaciół oraz przyjaciółkę, które wiedziała, że wrócę. Samotność masz piękne imię przyjaciółko, ty mnie nigdy nie opuścisz będziesz wierna. Po tym jak cię zostawiłem dla Maru powiedziałaś: ,,Wrócisz i to na kolanach błagając o wybaczenie". Nie słuchałem cię, bo zapomniałem, że masz zawsze rację i nigdy się nie mylisz. Wróciłem zrobiłem dokładnie tak jak powiedziałaś, a ty uśmiechnęłaś się, aby po chwili trzymać mnie w swych ramionach. Wiesz zastanawiam się czy byś nie chciała zostać moją kochanką? Wierna towarzyszką mojego życia?
Przysięgam ci, iż cie nie zdradzę oraz nie opuszczę do końca życia. Nie, zdradzę cie tylko raz ze śmiercią. Będę umierał doznając orgazmu wraz z nią będzie to ostatni stosunek płciowy zaliczający się do żywego i śmiertelnego. Uśmiechasz się, pochlebia ci to, lecz się nie zgadzasz. Nie ufasz mi już raz cie zdradziłem i uważasz, że nie zawaham się drugi, trzeci, dziesiąty raz, jak wszyscy wcześniejsi adoratorzy.
W reszcie czerwiec jestem już zdrowy, pełny życia oraz wolny od choroby Maru, choć nie do końca. Lekcje są wolniejsze, z chłopakami sobie żartujemy, jak tylko możemy. Nie mogę doczekać się końca roku, razem z kumplami liczę dni do rozpoczęcia słodkiego lenistwa.
Wreszcie nadszedł ten oczekiwany dzień. Ustroiłem się w garnitur jak to na koniec roku. Gdy byłem pod szkołą spotkałem swoich kumpli, aby po wymienionych nic nieznaczących zdaniach pójść na sale gimnastyczną, by uwolnić śpiewające słowiki ze złotych klatek. Będąc na sali dołączyliśmy do kilku osób z klasy, tam było nasze ,, oficjalne miejsce". Cały czas osoby, próbowałem wypatrzyć Maru, ale nie dostrzegłem go nigdzie, choć jego klasę widziałem i Seike. Pewnie specjalnie się przede mną ukrywał może bał się, iż zrobię scenę?
Nawet lepiej, że go nie widzę.
Dyrektor zaczął swoje przemówienie, później część artystyczna rozdanie dyplomów i wręczenie kwiatków.
Wreszcie wakacje. Wyszedłem przed szkołę, uczniowie stali w grupkach oraz nowi do nich dochodzili. Odetchnąłem głęboko, gdy nagle poczułem czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciłem się Maru delikatnie musnął moje wargi swoimi. Wszystko wróciło całe szczęście uleciało mnie, tak samo kiedy śmierć przychodzi do człowieka i ulatuje z niego życie.
- Dlaczego? - spytałem
- Bo cię kocham i byłem głupi. Wiedziałem, iż co do ciebie czuje jest poważne, przestraszyłem się tego próbowałem udowodnić sobie, że mogę żyć bez ciebie i nie jesteś mi do niczego potrzebny, ale to nieprawda nie mogę dłużej bez ciebie wytrzymać - wydobył się z jego ust potok słów
- Myślisz, iż w to uwierzę, będę taki naiwny? - wysyczałem
- Chcę żebyś był blisko możesz być nawet tylko przyjacielem, dlatego że cię kocham, bardziej już przeżyje przyjaźń niż cię stracenie
- Czy pomyślałeś jakbym się czuł? - spytałem odwracając wzrok, co mogłem zrobić zaszkliły mi się oczy - Potraktowałeś mnie jak nic nie znaczącego śmiecia. Czyżby Seika nie był taki dobry w łóżku jak ja? A może miałeś inną zabawkę, która była mądrzejsza ode mnie i cię zostawiła
Odwróciłem się i skierowałem się do bramy wyjściowej. To już koniec zamknąłem ten rozdział, po co mi bardziej ranienie serca i duszy?
Już miałem przejść przez bramę, gdy no właśnie nie poddał się.
- Kocham cię Tsukasa nad życie
Odwróciłem się w jego stronę tak samo zrobili znajdujący się przed szkołą. No zaskoczył mnie klęczał i do dla mnie.
- Byłem idiotą, zawsze wiedziałem, ze nim jestem proszę cie wybacz mi błagam, pokłonił się tak nisko, iż brakowało jednego cena, by dotknął nosem betonowej posadzki.
Tsukasa jesteś bardzo naiwny. Podszedłem do niego, gdy tylko zobaczył czyjeś buty podniósł trochę głowę. Wpatrywał się we mnie, wiedziałem, iż to wszystko jest prawdą.
- Wybaczam ci bo też cie kocham
Szybko podniósł się z ziemi i trzymał mnie w ramionach przytulając. Wiedzieliśmy obydwoje, że to druga szansa związku, którą przypieczętowaliśmy pocałunkiem obiecując sobie lepszą miłość.
Odzyskałem swoich przyjaciół oraz przyjaciółkę, które wiedziała, że wrócę. Samotność masz piękne imię przyjaciółko, ty mnie nigdy nie opuścisz będziesz wierna. Po tym jak cię zostawiłem dla Maru powiedziałaś: ,,Wrócisz i to na kolanach błagając o wybaczenie". Nie słuchałem cię, bo zapomniałem, że masz zawsze rację i nigdy się nie mylisz. Wróciłem zrobiłem dokładnie tak jak powiedziałaś, a ty uśmiechnęłaś się, aby po chwili trzymać mnie w swych ramionach. Wiesz zastanawiam się czy byś nie chciała zostać moją kochanką? Wierna towarzyszką mojego życia?
Przysięgam ci, iż cie nie zdradzę oraz nie opuszczę do końca życia. Nie, zdradzę cie tylko raz ze śmiercią. Będę umierał doznając orgazmu wraz z nią będzie to ostatni stosunek płciowy zaliczający się do żywego i śmiertelnego. Uśmiechasz się, pochlebia ci to, lecz się nie zgadzasz. Nie ufasz mi już raz cie zdradziłem i uważasz, że nie zawaham się drugi, trzeci, dziesiąty raz, jak wszyscy wcześniejsi adoratorzy.
W reszcie czerwiec jestem już zdrowy, pełny życia oraz wolny od choroby Maru, choć nie do końca. Lekcje są wolniejsze, z chłopakami sobie żartujemy, jak tylko możemy. Nie mogę doczekać się końca roku, razem z kumplami liczę dni do rozpoczęcia słodkiego lenistwa.
Wreszcie nadszedł ten oczekiwany dzień. Ustroiłem się w garnitur jak to na koniec roku. Gdy byłem pod szkołą spotkałem swoich kumpli, aby po wymienionych nic nieznaczących zdaniach pójść na sale gimnastyczną, by uwolnić śpiewające słowiki ze złotych klatek. Będąc na sali dołączyliśmy do kilku osób z klasy, tam było nasze ,, oficjalne miejsce". Cały czas osoby, próbowałem wypatrzyć Maru, ale nie dostrzegłem go nigdzie, choć jego klasę widziałem i Seike. Pewnie specjalnie się przede mną ukrywał może bał się, iż zrobię scenę?
Nawet lepiej, że go nie widzę.
Dyrektor zaczął swoje przemówienie, później część artystyczna rozdanie dyplomów i wręczenie kwiatków.
Wreszcie wakacje. Wyszedłem przed szkołę, uczniowie stali w grupkach oraz nowi do nich dochodzili. Odetchnąłem głęboko, gdy nagle poczułem czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciłem się Maru delikatnie musnął moje wargi swoimi. Wszystko wróciło całe szczęście uleciało mnie, tak samo kiedy śmierć przychodzi do człowieka i ulatuje z niego życie.
- Dlaczego? - spytałem
- Bo cię kocham i byłem głupi. Wiedziałem, iż co do ciebie czuje jest poważne, przestraszyłem się tego próbowałem udowodnić sobie, że mogę żyć bez ciebie i nie jesteś mi do niczego potrzebny, ale to nieprawda nie mogę dłużej bez ciebie wytrzymać - wydobył się z jego ust potok słów
- Myślisz, iż w to uwierzę, będę taki naiwny? - wysyczałem
- Chcę żebyś był blisko możesz być nawet tylko przyjacielem, dlatego że cię kocham, bardziej już przeżyje przyjaźń niż cię stracenie
- Czy pomyślałeś jakbym się czuł? - spytałem odwracając wzrok, co mogłem zrobić zaszkliły mi się oczy - Potraktowałeś mnie jak nic nie znaczącego śmiecia. Czyżby Seika nie był taki dobry w łóżku jak ja? A może miałeś inną zabawkę, która była mądrzejsza ode mnie i cię zostawiła
Odwróciłem się i skierowałem się do bramy wyjściowej. To już koniec zamknąłem ten rozdział, po co mi bardziej ranienie serca i duszy?
Już miałem przejść przez bramę, gdy no właśnie nie poddał się.
- Kocham cię Tsukasa nad życie
Odwróciłem się w jego stronę tak samo zrobili znajdujący się przed szkołą. No zaskoczył mnie klęczał i do dla mnie.
- Byłem idiotą, zawsze wiedziałem, ze nim jestem proszę cie wybacz mi błagam, pokłonił się tak nisko, iż brakowało jednego cena, by dotknął nosem betonowej posadzki.
Tsukasa jesteś bardzo naiwny. Podszedłem do niego, gdy tylko zobaczył czyjeś buty podniósł trochę głowę. Wpatrywał się we mnie, wiedziałem, iż to wszystko jest prawdą.
- Wybaczam ci bo też cie kocham
Szybko podniósł się z ziemi i trzymał mnie w ramionach przytulając. Wiedzieliśmy obydwoje, że to druga szansa związku, którą przypieczętowaliśmy pocałunkiem obiecując sobie lepszą miłość.
Epilog
- Co robisz synku? - Tsukasa wszedł do salonu zauważając swoje dziesięcioletnie dziecko
- Czytam - odpowiedział niedbale malec
- A co takiego - zaciekawił się Tsukasa
- Twój pamiętnik tato
- To nie jest dla ciebie - odebrał mu pamiętnik zaglądając na czym skończył malec. Na końcu roku z wybaczeniem sobie i wyznaniu miłości
- Kochałeś kiedyś mężczyznę? - zaciekawił się malec.
Do salonu z zakupów weszła Keiko. Tsukasa pocałował ją czule.
- Wiesz mamo, że tata kochał mężczyznę? - spytał malec
Keiko spojrzała się na Tsukase zdziwiona. Nigdy jej nie powiedział co łączyło go z Maru.
- Kazuya było minęło nie męcz taty i mnie - odpowiedziała łagodne przeczesując włosy chłopczyka
- I tak dorwał się do mego starego pamiętnika, więc dokończę - Tsukasa usiadł w fotelu, na kolana wdrapał się Kazuya, Keiko usiadła na kanapie na przeciw Tsukasy zaciekawiona historią - Tak kochałem mężczyznę nasz związek trwał kilka lat. Razem poszliśmy na studia każdy myślał, iż jesteśmy tylko przyjaciółmi, lecz nas łączyła miłość. Na drugim roku studii poznałem twoją mamę, na początku przyjaźniłem się z nią wraz z Maru
- Myślałam, że Maru był tylko kolegą - przerwała Keiko
- Musiałaś kiedyś poznać prawdę myślałem, iż będę ukrywał to do końca życia, ale mamy wścibskiego syna - spojrzał na swojego małego urwisa
- I co było dalej? - dopytywał się Kazuya
- Jak mówiłem zacząłem się przyjaźnić z mamą, wtedy Maru stał się zazdrosny mówiłem mu, że bez podstawie, lecz nie chciał słuchać. Zazdrosny był dlatego, iż obydwoje wiedzieliśmy, że podobam się Keiko
- To było tak widać? - spytała kobieta siedząca na kanapie
- Tak. Po pewnym czasie zacząłem czuć coś więcej do Keiko niż przyjaźń i powiedziałem Maru o tym oraz, iż odchodzę, bo chce być z Keiko. Zrobił awanturę mówił: ,,Wiedziałem, że tak będzie". Błagał mnie, żebym nie odchodził, ale ja mu przypomniałem jak to po sylwestrze unikał mnie do końca roku szkolnego i i powiedziałem mu to jest moja zemsta - zakończyłem
- O kochanie kupiłam ci słodycze są w kuchni - przypomniała sobie Keiko
Kazuya pobiegł, chwycił słodycze i pobiegł na podwórko, aby zjeść wszystko od razu bez ograniczeń, jakie by zaraz dali mu rodzice.
Tsukasa podwinął materiał bluzki na rękawie i spojrzał na wycięte serce na skórze oraz napis w nim ,,Maru na zawsze". Keiko podeszła do niego i chwyciła go za rękę, pocałowała to miejsce, gdzie znajdował się napis.
- Dalsza część historii jest taka, że wróciłbyś do Maru, a on przyjąłby cie z otwartymi ramionami, problem polegał na tym, iż zaszłam w ciążę
- Było minęło - odpowiedział nie patrząc jej w oczy
- Nadal go kochasz? - próbowała sprawić by na nią spojrzał
- Tak
- I on ciebie też oraz nadal czeka na ciebie, aż do niego wrócisz
- S-skąd wiesz? - spytał zdziwiony
- Spotkałam go dzisiaj i wszystko mi powiedział. Wróć do niego on cie bardziej potrzebuje niż ja
Spojrzał na nią zdziwiony.
- Nie układa nam się za dobrze, wiesz o tym. Nie mamy ślubu, więc łatwo ci odejść z synem będziesz się mógł widywać. Zresztą niedawno poznałam kogoś
- Dobrze ułóżmy sobie życie lepiej, a nie z powodu głupiej zemsty
Tsukasa wsiadł w samochód i pojechał do Maru. Zadzwonił do drzwi nie musiał długo czekać, aż się otworzą
- Wróciłem na zawsze - powiedział Tsukasa rzucając się na niego
- Ciesze się - odpowiedział całując mnie namiętnie.
- Co robisz synku? - Tsukasa wszedł do salonu zauważając swoje dziesięcioletnie dziecko
- Czytam - odpowiedział niedbale malec
- A co takiego - zaciekawił się Tsukasa
- Twój pamiętnik tato
- To nie jest dla ciebie - odebrał mu pamiętnik zaglądając na czym skończył malec. Na końcu roku z wybaczeniem sobie i wyznaniu miłości
- Kochałeś kiedyś mężczyznę? - zaciekawił się malec.
Do salonu z zakupów weszła Keiko. Tsukasa pocałował ją czule.
- Wiesz mamo, że tata kochał mężczyznę? - spytał malec
Keiko spojrzała się na Tsukase zdziwiona. Nigdy jej nie powiedział co łączyło go z Maru.
- Kazuya było minęło nie męcz taty i mnie - odpowiedziała łagodne przeczesując włosy chłopczyka
- I tak dorwał się do mego starego pamiętnika, więc dokończę - Tsukasa usiadł w fotelu, na kolana wdrapał się Kazuya, Keiko usiadła na kanapie na przeciw Tsukasy zaciekawiona historią - Tak kochałem mężczyznę nasz związek trwał kilka lat. Razem poszliśmy na studia każdy myślał, iż jesteśmy tylko przyjaciółmi, lecz nas łączyła miłość. Na drugim roku studii poznałem twoją mamę, na początku przyjaźniłem się z nią wraz z Maru
- Myślałam, że Maru był tylko kolegą - przerwała Keiko
- Musiałaś kiedyś poznać prawdę myślałem, iż będę ukrywał to do końca życia, ale mamy wścibskiego syna - spojrzał na swojego małego urwisa
- I co było dalej? - dopytywał się Kazuya
- Jak mówiłem zacząłem się przyjaźnić z mamą, wtedy Maru stał się zazdrosny mówiłem mu, że bez podstawie, lecz nie chciał słuchać. Zazdrosny był dlatego, iż obydwoje wiedzieliśmy, że podobam się Keiko
- To było tak widać? - spytała kobieta siedząca na kanapie
- Tak. Po pewnym czasie zacząłem czuć coś więcej do Keiko niż przyjaźń i powiedziałem Maru o tym oraz, iż odchodzę, bo chce być z Keiko. Zrobił awanturę mówił: ,,Wiedziałem, że tak będzie". Błagał mnie, żebym nie odchodził, ale ja mu przypomniałem jak to po sylwestrze unikał mnie do końca roku szkolnego i i powiedziałem mu to jest moja zemsta - zakończyłem
- O kochanie kupiłam ci słodycze są w kuchni - przypomniała sobie Keiko
Kazuya pobiegł, chwycił słodycze i pobiegł na podwórko, aby zjeść wszystko od razu bez ograniczeń, jakie by zaraz dali mu rodzice.
Tsukasa podwinął materiał bluzki na rękawie i spojrzał na wycięte serce na skórze oraz napis w nim ,,Maru na zawsze". Keiko podeszła do niego i chwyciła go za rękę, pocałowała to miejsce, gdzie znajdował się napis.
- Dalsza część historii jest taka, że wróciłbyś do Maru, a on przyjąłby cie z otwartymi ramionami, problem polegał na tym, iż zaszłam w ciążę
- Było minęło - odpowiedział nie patrząc jej w oczy
- Nadal go kochasz? - próbowała sprawić by na nią spojrzał
- Tak
- I on ciebie też oraz nadal czeka na ciebie, aż do niego wrócisz
- S-skąd wiesz? - spytał zdziwiony
- Spotkałam go dzisiaj i wszystko mi powiedział. Wróć do niego on cie bardziej potrzebuje niż ja
Spojrzał na nią zdziwiony.
- Nie układa nam się za dobrze, wiesz o tym. Nie mamy ślubu, więc łatwo ci odejść z synem będziesz się mógł widywać. Zresztą niedawno poznałam kogoś
- Dobrze ułóżmy sobie życie lepiej, a nie z powodu głupiej zemsty
Tsukasa wsiadł w samochód i pojechał do Maru. Zadzwonił do drzwi nie musiał długo czekać, aż się otworzą
- Wróciłem na zawsze - powiedział Tsukasa rzucając się na niego
- Ciesze się - odpowiedział całując mnie namiętnie.
Tsukasa
już wiedział, że Keiko zaplanowała to z Maru i nie spotkali się
przypadkowo, po prostu sama przyjechała do jego domu. Tego samego dnia
Tsukasa spakował rzeczy i wprowadził się do Maru
Szybka zmiana decyzji w Epilogu. Mo, nie spodziewałabym się takiego zakończenia, fajne ^^
OdpowiedzUsuń