poniedziałek, 24 grudnia 2012

Mleko, ciastka i seks pod choinką


Wesołych świąt, życzę wam: dużo prezentów, dobrych chłopaków, spełnienia każdego marzenia, aby blogerki nie odchodziły od pisania, motywacji do swego talentu lub go odkrycia i wspaniałego sylwestra.

Następna notka pojawi się w sobotę i będzie to ,,Idealne życie?'' - widzę, że przypadło wam to do gustu.

Autor: Ewa
 Beta: Matyś
Paring: Die & Kaoru ( Dir En Grey)


 Kyo siedział na parapecie, głowę przytulił do chłodnej szyby wyglądając przez nią. Bez ustanku od tygodnia padał śnieg, ciężko było wyjechać, gdyż najpierw trzeba odśnieżyć podjazd, ale co to da, kiedy nowy śnieg napada i trzeba na nowo odśnieżać? Chodniki pokrywał biały puch sięgający do kolan i to niebyła przesada. Codziennie ludzie wychodzili z domów, aby przerzucać śnieg łopatą. Nawet wzięły się za to babcie. Dawno nie widział takiej zimy, by stare kobiety odśnieżały chodnik.
Płatki wirowały osadzając się na dachach, parapetach, drogach i chodnikach. Kiepska pogoda nie przeszkadzała zrobić Kaoru próby, o nie, dla niego dzień bez próby to dzień stracony. Właściwie to chodzi o dzień, w którym ją zrobił. 24 grudzień, przecież powinni siedzieć w domu, albo spędzać święta z rodziną , a nie grać, że ręce opadają i głos wysiada przez ból gardła.
Karou nawet nie przejął się tym, iż Kyo ma chrypkę. Nie przejmował się uczuciami innych, pokazując im, że jest tu z nimi tylko dlatego, bo to jego praca. Ale nie tylko Kaoru nie chciał mieć nic wspólnego z resztą, oni też nie przepadali za nim. Gdyby ktoś chciałby zapłacić za lidera z chęcią by go sprzedali, niestety nie znalazł się taki głupek.
Kaoru nie był taki zły, jak myśleli inni. Po porostu udawał kogoś innego. Stał się silny, aby nikt go więcej nie skrzywdził. Maska działała, ale to nie znaczy, że uwolnił się od tego, co ma w środku. Na zewnątrz był silny, lecz nie w środku. Łatwo można było go zranić, dlatego ograniczał kontakty z ludźmi do zerowych. Członkowie zespołu to tylko pracownicy, a nie przyjaciele. Z takim myśleniem, traktował ich, jak traktował.
Kyo rzucił mikrofonem o ziemie. Miał dosyć, nie dał rady już śpiewać, a co mówić o mówieniu. Głos w niektórych partiach zanikał mu. Śpiewanie przez 4 godziny z małą przerwą 5 minutową, którą spędził na parapecie, mało dała na odpoczynek dla jego cennego głosu. Wszyscy przestali grać patrząc na Kyo. Wokalista obrócił się demonstracyjnie patrząc prosto, z lekko zadartą głową, w oczy Kaoru. Każdy czuł respekt do niego, ale wreszcie trzeba temu zapatrzonemu w sobie dupkowi powiedzieć prawdę.
- Mam dosyć! Wychodzę, boli mnie gardło, jestem przeziębiony, mam chrypkę i pocałuj mnie w dupę, bo nie będę śpiewał! Idź do burdelu, jak ci w święta nudno, a nie próby organizujesz, żeby nie być sam! – wykrzyczał wściekły Kyo.
Po chwili odwrócił się na pięcie i trzasnął drzwiami zostawiając wszystkich w osłupieniu.
Kaoru zabolały te słowa, jak każde obrażające go. Niestety lub stety,  jego maska nie okazała, że te słowa ugodziły jego doszczętnie zranioną duszę. Kyo nie ma racji, nie jest mu nudno, tylko za dużo myśli o Die, w swoim mieszkaniu.
Odłożył gitarę do futerału siadając na kanapie, racę oparł na kolanach, a na wierzchach dłoni oparł brodę.
- Możecie iść – powiedział kryjąc twarz w dłoniach
Do jego uszu doszedł dźwięk kroków wychodzących osób. Znowu będzie o nim myślał, jak zawsze, gdy jest sam. Kiedy jest czymś zajęty, Die nie atakuje jego umysłu. Spędzi te święta, jak prawie każdy dzień. Będzie pił czerwone wino, dzwoniąc do przypadkowych osób i się wyżalając. To takie upokarzające, lecz nie myśli gdy się upije, a zwłaszcza wtedy, wszystko go przytłacza. Żaden z zespołu nawet nie pomyślał, że wielki Lider upija się i dzwoni do przypadkowych osób z książki telefonicznej, albo wystukując liczby i dzwoniąc. Każdy uważa go za bezdusznego, zimnego, opanowanego, silnego.
Upadł tak nisko, a upadnie jeszcze niżej. Powoli Kaoru ma dosyć tego uczucia bezsilności. Jego cały umysł zajmuje Die. O niczym więcej nie myśli, tylko o nim. Miłość którą do niego odczuwał zamieniła się w obsesje. Bo ile można myśleć: O której wstaje? Co je na śniadanie? Co robi w wolnym czasie? W jakiej pozie śpi? O czym myśli? Co teraz ogląda? Co dzisiaj zje na obiad? Jakie ubranie założy? Kiedy sprząta w domu? Czy widział ten ostatni film, który wyszedł? Czy je serki? Jaki jest jego ulubiony zapach? Odwiedza kogoś? Jaki smak ciastek lubi? W jaką grę ostatni grał? Czy pisze z kimś romantyczne smsy? Czy chodzi na randki? Czy jest w kimś zakochany? O kim myśli kiedy się masturbuje?  
- Kaoru, może wpadniesz do mnie, skoro święta spędzasz sam i robisz próbę z nudów.
Kaoru podniósł głowę patrząc prosto w oczy Daisuke. Propozycja kusząca, spędzić święta z ukochanym, ale przecież on też myśli, że lider nie ma uczuć. Nie oszukujmy się, najbardziej okropny jest dla Die, a dlaczego? To proste, bo go kocha, dlatego uprzykrza mu życie. Jeśli już ma cierpieć to nie sam. Co z tego, że on cierpi z miłości, a Daisuke z powodu znęcania się lidera?           
- Dlaczego mnie zapraszasz do siebie? Ty mnie chyba najbardziej z nich wszystkich nie znosisz. Powinieneś być pierwszy do jak najszybszego ulotnienia się z Sali – odparł sucho
- Chociaż raz mógłbyś być miły, a nie opryskliwy, jak zawsze. Mamy święta i lubię cię, po prostu jesteś perfekcjonistą – wzruszył ramionami
- Dobrze wiesz, że się na ciebie uwziąłem! – powiedział beznamiętnie
- Wiem i to jest ciekawe, dlaczego mnie najbardziej nie cierpisz – Die uśmiechnął się
Złapał lidera za rękę ciągnąc w stronę swego samochodu.  Kaoru nie wyrywał się, co zdziwiło Daisuke. Ale cóż, lider był zajęty patrzeniem na ich złączone ręce. Delektował się dotykiem ciepłych dłoni, uściskiem męskim, a zarazem delikatnym. Jak cudownie byłoby, gdyby Die zawsze go tak trzymał, jakby złączyli swoje usta w czułym pocałunku, kochali się w sypialni któregoś z gitarzystów.
 Szybko znaleźli się pod domem Daisuke. Zapewne wpływ miało na to to, że wszyscy siedzą w domu  przygotowując kolacje świąteczną. Tylko oni musieli pracować, gdyż reszta ma wolne. Weszli do mieszkania gitarzysty. Kaoru poszedł do salonu siadając na kanapie przykrytej białym kocem w czarne plamy. Jeszcze nigdy nie był w mieszkaniu Die, wiec rozglądał się. Jego oczy napotkały dużą choinkę przystrojoną lampkami i bombkami.  Wzrok Kaoru zatrzymał się długo na tym kolorowym drzewku. Od dawna nie widział ubranej choinki – nie licząc tej w centrum – odkąd  podoba mu się gitarzysta, nie ma czasu na nic innego, jak myślenie o nim. To żenujące, jak można się tak pogrążyć? Dobrze wie, że traci czas myśląc o Die, a mimo wszystko nadal to robi. Jest taki żałosny.
Rodzina Kaoru miała racje, iż nic nie osiągnie. Zmieniła zdanie, kiedy stał się sławny, ale to nie znaczy, że nie mieli racji. Spójrzmy szczerze na życie lidera. Każdej nocy użala się na swoje życie i miłość do Daisuke, jest samotny. Szczyt ambicji naprawdę dużo osiągnął. Nawet nie ma kochającej rodziny czekającej na niego w domu. Nasuwa się jeden wniosek:  jest żałosny, jak sam stwierdził.
- Mam nadzieje, że to zadowoli twe wymagania lider–sama – Die postawił przed nim na stoliku do kawy szklankę z ciepłym mlekiem dla niego i siebie oraz talerz ciasteczek własnej roboty
Kaoru wyrwany z zamyśleń patrzył to na Daisuke, to na stawiane rzeczy przed nim. Przyjrzał się dokładnie przez ten czas. Zaśmiał się w duchu. Mleko i ciastka? Nie są przecież dziećmi, takie rzeczy to tylko dla nich. Oni powinni pić kawę lub jakiś alkohol, lecz ciastka są najlepsze z kawą.
- Czy to są ciastka własnej roboty? – Kaoru wziął jedno do ręki obracając na wszystkie strony i przyglądając się mu uważnie
- Tak, nie martw się, nie otrujesz się. Robiła je moja mama – Die usiadł obok lidera
Pewniej zaczął jeść, gdy Die zajadał się nimi popijając mlekiem. Kaoru ugryzł kawałek po czym popił ciepłym napojem, smakowało mu. Może z kawą nie byłoby to takie dobre?
- Pyszne – uśmiechnął się do Die
Daisuke z wrażenia upadło ciastko na podłogę - wyłożoną panelami – rozsypując się na milion kawałeczków.
- Jeszcze nigdy nie widziałem cię uśmiechniętego – wyszczerzył się – Dowód na to, że jesteś zdolny do ludzkich uczuć. To znaczy, że też kochasz. Masz kogoś na oku?
Kaoru wypluł pite właśnie mleko rozbryzgując je na stolik i podłogę. Zaskoczyła go bezpośredniość Die. Rozmawiał z nim jak z kumplem, którym Kaoru na pewno nie był. On traktował go jak zwykłego pracownika, bez kontaktów bliższych z nim. To smutne, nawet nie wie nic o ludziach, z którymi ma zespół.
- Jesteś strasznie bezpośredni – wysapał z trudem
- Wiem, ale mogę ci pomóc – przejechał po udzie lidera
Kaoru spojrzał się na niego czekając na jakiś ruch z jego strony. Podobało mu się to, z chęcią weźmie miłość, jeśli nawet jest to na chwilę.
- Co proponujesz? – Kaoru patrzył na jego usta
- Nic strasznego, ani szkodliwego. A to co zrobię na pewno ci się przyda – Die nachylił się nad nim, łącząc ich usta w pocałunku.
Kaoru oddaje pieszczotę, która nie trwa długo. Wzdycha zdruzgotany, właśnie pokazał, jaki jest słaby.
- Dlaczego? – pyta tylko
- To śmieszne co powiem – przejeżdża po udzie Kaoru zatrzymując się na kroczu i je ugniatając – Zakochałem się w tobie, choć uwziąłeś się na mnie i traktowałeś najgorzej. Starałem się być najlepszy, dorównać, a nawet przebić twe wymagania. Ale cokolwiek robiłem ciebie to nie zadowalało. Kiedy myślałem o tobie, zawsze nachodziło jedno zdanie. Uszczęśliw kogoś, kto nie chce być szczęśliwy – rozpiął spodnie Karou wyciągając ze spodni stwardniałą męskość; przejeżdżał po niej ręką – Zrozumiałem, że to musi mieć powód. Musisz być w takim razie samotny, skoro traktujesz ludzi, jak nas. Stąd uwziąłeś się na nas, z powodu samotności i desperacji – spojrzał na jego męskość – Dlatego robię to, co robię, aby nie skończyć tak jak ty – zostawił w spokoju przyrodzenie  Kaoru, wstając i siadając przy choince; siedział odwrócony plecami do lidera – Miłość prowadzi najczęściej do frustracji i zgorzknienia. Nie wiem kogo kochałeś tak bardzo, że taki się stałeś. Kiedyś byłeś inny, brakuje mi tego Kaoru, którym byłeś wcześniej, lecz ludzie się zmieniają i pozostają wspomnienia. Nawet nie chce wiedzieć kim była, czy jest ta osoba, nie chcę zadawać sobie większego bólu. Jestem egoistą, zaprosiłem ciebie z egoistycznych pobudek, ale miłość taka jest. Liczy się na nas własne dobro i szczęście
Kaoru wstał z miejsca, gdy Die zakończył swój wywód, który wzruszył go. Usiadł za gitarzystą obejmując go w pasie. Obaj wpatrywali się w choinkę.
 Nie sądził, że ten duży dzieciak może powiedzieć coś tak dojrzałego. Kaoru uważał go tylko za zdolnego do robienia żartów. Najwidoczniej nie powinien go oceniać z góry. Można czasem się zdziwić, że osoby po których nie spodziewasz się mądrych i życiowych słów, wypowiedzą je.
- Powiedz to – szepnął do ucha Die, który zadrżał
- Kocham cię
- Ja ciebie też. Dlatego uwziąłem się na ciebie, dlatego jestem zgorzkniały. Myślę o tobie cały czas. To uczucie mnie wyniszcza, nie mogłem patrzeć na ciebie radosnego, to mnie dobijało
- Porostu zakładałem maskę jak ty, tylko inną – Die odwrócił głowę w możliwy sposób w jego stronę łącząc ich usta, niestety pocałunek był nieporadny i musieli się od siebie oderwać – Pyzatym twój fiut wbija mi się w plecy
Obydwoje się zaśmiali.
- To się nim zajmij – wymruczał Kaoru odwracając go w swoja stronę
-  Nie wiem czy cię zadowolę, jakoś nigdy nie mogłem sprostać twym wymaganiom  - przejeżdżał ręką po męskości Kaoru w górę i w dół.
- Tym razem na pewno sprostasz – wymruczał ściągając jego bluzkę
Kaoru przyssał się do sutka Daisuke pieszczącego cały czas jego męskość.
- Ach… Tak pogrywasz? Choinka patrzy i się gorszy
- Nic jej nie będzie, nauczy się czegoś pożytecznego, jak zadowalać swego kochanka  
Die zdjął spodnie z lidera i rozpiął koszulową bluzkę.
- Poradnik ,,Jak choinka może zadowolić swego drzewkowego kochanka” napisany przez Kaoru Niikure  - schylił się obdarowując brzuch kochanka pocałunkami
- Nie wymądrzaj się, poza tym będę sławny jeszcze bardziej, jak coś takiego napisze – westchnął z przyjemności - rozpinając spodnie Daisuke, a następnie ściągając je razem z bokserkami – Ktoś się podniecił – zaśmiał się
- Nie tak jak ty – Die oderwał się od jego brzucha łącząc ich usta w pocałunku
- To twoja wina – Kaoru masował jego boki
Die na nowo przywarł do jego ust, zaplatając ręce na karku, lider pogłębił pieszczotę  przejeżdżając po dolnej wardze gitarzysty. Wszedł do środka,  językiem badając dokładnie jamę ustną. Gdy oderwali się od siebie Die wpakował się na uda Karou.
- Niesamowity prezent na święta. To zaskoczenie, że ty potrafisz być ludzki – przyssał się do szyi lidera, w niektórych miejscach robiąc malinkę – Reszta zespołu zdziwi się na te malinki. Wielki lider ma uczucia, a o tym świadczą te ślady jego euforii w święta, pewnie tak pomyślą – zaśmiał się
- Oby nie wiedzieli, że to ty, bo to zapewne wykorzystają – przejeżdżał po jego plecach, zjeżdżając na tyłek
- Bądź pewny, że ja to wykorzystam – złączył ich usta
-To, że mi się podobasz, nie znaczy, iż będziesz mną rządził – zaczął masturbować swego kochanka
- Jeszcze zobaczymy Karou – poruszał biodrami na jego udach
- Ach…- jęknął – Czy ty mnie próbujesz prowokować? – dotykał palcem czubka męskości, na którym zebrała się wilgoć
- A działa? – uśmiechnął się pieszcząc sutka ustami należącego do mężczyzny
- Nawet nie wiesz jak  - Kaoru zlizał z palca pierwsze krople spermy – Masz nawilżacz?
- A jak myślisz? – Die uśmiechnął się psotnie wstając i podchodząc do półki znajdującej się obok kanapy
- Myślę, że skoro mnie zaprosiłeś przygotowałeś się na to.
Die wrócił do niego z lubrykantem. Od razu wycisnął żel rozmasowując go na męskości Karou. Mężczyzna westchnął z przyjemności, jęknął z rozkoszy, gdy Die nabił się na jego penisa. Kaoru poruszał się wolno, aby nie uszkodzić kochanka. Daisuke przytulił się do ciała lidera obcałowując barki. Kaoru przyśpieszał, masturbując swego kochanka, nie tylko on odczuwał przyjemność, ale i drugi mężczyzna, który oznajmiał to jęknięciami pobudzając Kaoru do dawania mu większej przyjemności.
Daisuke uśmiechnął się słysząc westchnienia lidera, wreszcie udało mu się go zadowolić. To głupie było z jego strony proponować Kaoru, to co zaproponował, ale warto było, inaczej nigdy, by się nie dowiedział, że jego uczucie jest odwzajemnione. Męczył się zbyt długo i cierpiał przez okrutne słowa Kaoru, ale on udawał tak samo, jak on. Kogoś kim nie jest. Dramat, który znalazł szczęśliwe zakończenie w święta.
Die ogłosił dojście w rękę lidera głośnym jękiem i odchyleniem się do tyłu tworząc łuk. Kaoru doszedł w gitarzyście po zrobieniu jeszcze kilku pchnięć. Wyszedł z zmęczonego Daisuke układając go bardzo blisko choinki, że gałązki był nad nim. Objął go w pasie całując w spocone ramię.  
- Zaplanowałeś nawet to, że będziemy uprawiać seks przy choince? – zaśmiał się Kaoru
- Tego nie – Die obrócił się do niego przodem muskając ustami nos lidera – Pierwotny plan to było zaciągniecie cię do sypialni
- Nawet nie próbowałeś tego robić – pocałował kochanka w czubek głowy
- Bo chciałem dziewictwo stracić w świątecznej atmosferze – oburzył się stukając lekko pięścią w klatkę lidera   
- I wyszło bardzo świątecznie, kochanie - Kaoru objął go mocniej zagłębiając nos w jego włosach
- Och Lider–sama nie spodziewałem się usłyszeć takiego słowa  z twych ust, na dodatek z takimi emocjami, od człowieka z kamienia – zaśmiał się wtulając się bardziej w klatkę Kaoru
- Nie przeginaj, bo będziesz cierpiał jutro na próbie
- Próba w pierwszy dzień świąt? Ty chyba sobie żartujesz. Ogłaszam oficjalnie, że wolne będzie do drugiego stycznia – wydostał się z objęć Kaoru grzebiąc w jego kieszonkach i znajdując telefon, na którym zaczął pisać smsa 
- Jakim prawem ogłaszasz wolne? – Kaoru wyrwał mu telefon obejmując w pasie i kładąc głowę na ramieniu
- Na mocy bycia chłopakiem lidera
- Moim chłopakiem? Nie przypominam sobie, abym proponował ci związek – uśmiechnął się pod nosem
Szczerze, to był szczęśliwy, że jego uczucie jest odwzajemnione. Wreszcie znalazł radość z życia, po tak długim czasie. Cieszyło go bycie sławnym i posiadanie fanów, ale to nic w porównaniu do miłości i osoby przy której chciałoby się być na wieki wieków Amen. Teraz na pewno coś osiągnął , nowe lepsze życie u boku zabójczo przystojnego i seksownego gitarzysty.
- To było oczywiste po tym, jak wyznałem ci miłość, a ty odwzajemniasz moje uczucia – odwrócił się do niego całując namiętnie
- Rób co chcesz – skapitulował Kaoru
Lider patrzył, jak Die wysmykuje wiadomość na jego telefonie o wolnym do drugiego stycznia.
- To się wszyscy zdziwią – Die objął kochanka, gdy wysłał do reszty tego samego smsa – Że lider-sama dał tyle wolnego
- Miło jest, ale może wreszcie pójdziemy do sypialni, bo mi zimno
Die zaśmiał się łapiąc go za rękę i prowadząc do swego pokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz