Podrozdzialy zycia bloga
- Strona główna
- One Shoty
- Letni Obóz
- Niezapomniana Noc
- Zmiana o 360 stopni
- Życie to sztuka napisana przez pijanego autora
- Niezdrowe uczucie
- Idealne życie?
- Tłumaczenia Piosenek
- Piosenki Niny
- Wiersze Ewy
- Śmieszne piosenki
- Inteligentne Rozmowy na gg
- Notki z życia codziennego autorki
- Recenzje
- Wiersze Niny
- KONTAKT
sobota, 3 listopada 2012
Historia dziwnej miłości
Tekst nie jest za dobry, miałam go poprawić, ale niestety nie chciało mi się. Moje następne opowiadania będą lepsze - mam taką nadzieje.
Autorstwa Ewy
Paring: Jun & Reita (Golden Bomber & Gazette)
A jak arbuz
Jun wszedł do supermarketu kierując się do działu z owocami. Musiał kupić arbuza ponieważ, jego koledzy mają leniwe dupy, a on przegrał w kamień, papier i nożyce. Właściwie Kenji powinien iść po tego owoca, niema w tej grze pistoletu, którego użył i jeszcze miał czelność się wykłócać. Westchnął ciężko, przez zamyślenie wpadł na kogoś.
- Przepraszam - wymamrotał Jun ze spuszczoną głową
- Nic się nie stało - odpowiedział nieznajomy
Jun słysząc ten głos podniósł głowę do góry, by upewnić się, czy to ta osoba, co pomyślał.
- Jesteś Reita z the Gazette - wskazał na niego palcem
- No i co? - wzruszył ramionami - A ty jesteś Jun z Golden Bomber
- O Jezuśku znasz mnie! - uradował się Jun
- E? Jesteście sławni, to by było dziwne, jakbym o was nie słyszał
Jun chciał dalej ciągnąć to bezsensowną rozmowę, która z pewnością z chwili na chwile stałaby się dziwniejsza, ale w jego oczy wpadł idealny arbuz dla tych farbowanych małp z zespołu. Tak doskonały, w zroście średniej doniczki do kwiatów.
Jun podszedł do skrzynki z arbuzami, podniósł ,,tego wybranego'' oglądając z każdej strony, następnie przyłożył go do ucha i postukał w niego.
Reita patrzył na Juna zdziwiony, nie zachowywał się, jak przeciętna ludność w tej metropolii, więc jednak Golden Bomber są dzieciakami nawet poza sceną, czy również kamerami.
Jun - już po ogólnym oglądnięciu - trzymał arbuza normalnie, pobiegł szybko do kasy, jakby goniła go yakuza.
B jak bałwan
Jun, Kenji, Shou i Yutaka rzucali się śnieżkami, świetnie się bawili, ale Jun wpadł na świetny pomysł ulepienia bałwana. Zabrał się do dzieła.
Zrobił dwie kule - dolną i środkową część - Kenji dla zabawy rzucał śnieżkami przeszkadzając w tworzeniu dzieła sztuki Junowi.
Reita po próbie wracał do domu, aby skrócić sobie drogę szedł przy jakieś wytwórni, w nazwę się niezagłębiał.
Kenji chciał trafić w Juna, ale chłopak się uchylił i został trafiony Reita w głowę. Odwrócił się w stronę winowajców, zobaczył uciekającego Kenjiego oraz Juna stojącego przy prawie skończonym bałwanie, gdyż nie miał marchewki, jako nosa i węglików, jako guziki i oczy. Reita podszedł do Juna.
Kiedy stał na przeciw niego poszkodowany, Jun nie pozwolił mu powiedzieć słowa. Padł na kolana robiąc takie ukłony, jak wyznawcy Allaha.
- Wybacz o największy panie i władco za tą zniewagę, tego imbecyla niegodnego tobie służyć. Bądź łaskawy miłosierny panie dla twego wiernego sługi
Reita zaskoczony nie drgną, jakby był swoją figurą woskową. Patrzył na tego dziwaka, po chwili jednak się ogarną. Postawił tego wyznawcę Allaha na nogi.- Przydało się ćwiczyć na siłowni, by mieć takie zajebiste mięśnie, tak wiem skromny jestem - pomyślał Reita uśmiechając się w duchu.
- Co ty wyprawiasz?
- Może wybaczysz tę zniewagę, gdy wycałuje twoje buty
- Że co?
Jun miał zamiar znowu paść do stup, lecz Reita powstrzymał go łapiąc za przedramiona i prostując.
- Nie musisz wybaczam
- Dziękuje - podskoczył z radości Jun i wszedł do środka wytwórni, gdzie znajdowała się reszta zespołu.
C jak Cypr
Wytwórnia zespołu Golden Bomber załatwiła nagrywanie teledysku w studiu P.S Company.
Jun odebrał dzwoniący od trzydziestu sekund telefon.
- Słucham?...Naprawdę?...Wow nie wierzę - mówił uradowany
Zakończył rozmowę i zaczął skakać, jak królik z jednej sali do drugiej, szczęśliwy śmiejąc, jak głupi - wszyscy pewnie pomyślą, że uciekł z psychiatryka i trzeba go tam odwieść oraz zadbać o to, by założyli mu z powrotem kaftan bezpieczeństwa. Jun przemierzając ,,stylem królika'' coraz nowsze pomieszczenia trafił do sali, gdzie siedzieli członkowie Gazette i Alice Nine.
Reita zdziwiony oraz zaintrygowany obserwował tego chłopaka zachowywał się dziwacznie, może jednak naprawdę uciekł z psychiatryka.
- Wygrałem wycieczkę na Cypr w krzyżówce yeah! - krzykną entuzjastycznie nie przestając skakać z radości
Wszyscy obserwowali go do póki niezniknął w drzwiach.
- Dziwak - mruknął głośno Ruki dotykając palcem wskazującym skroń
- Nawet nie wiesz jaki - Reita uśmiechnął się
D jak dywan
Jak to bywa w życiu po zimie nadeszła wiosna, a wraz z nią porządki wiosenne. Jun nie cierpiał sprzątać zwłaszcza trzepać ten duży dywan z salonu, ale niestety sam się niewytrzepie.
Nadwyrężył się ciągnąc po schodach dywan zwinięty rurom z piątego piętra - na zrządzenie losu, by go dobić winda jest zepsuta. Z ledwością przewiesił dywan przez trzepak - liczy się to, że się udało, a iż cudem to szczegół.
Jun walił w dywan z całej siły, myśli same krążyły po głowie wyznaczają nowe ścieżki. Nie wie czemu, lecz pomyślał o sąsiedzie, który niedawno wprowadził się do tego bloku - jeszcze go nie widział. Tajemnicza osoba mieszka piętro wyżej nad nim w apartamentowcu, więc musi być bogaty.
Reita wracał do swego niedawno kupionego apartamentu, po spotkaniu z Rukim. Poszli na piwo, gdyż wokalista wyżalał się, że jego chłopak Gackt, niema dla niego czasu. Swoją drogą nie wie, jak oni się poznali.
Z zamyślenia Reite wyrwał kurz, który wpadł do oczu i osiadł się na ubraniach. Pyłki podrażniły błonę śluzową nosa.
Jun słysząc kichnięcie wychylił się za dywanu.
- Zobacz, coś ty zrobił - zwrócił się do dywanu - wybacz mu boski, nieziemsko przystojny, seksowny panie Reito - tym razem powiedział to szybko do Reity
Reita znowu złapał się na tym, że przy tym chłopaku nie jest w stanie wydusić słowa, co więcej coraz bardziej go intrygował oraz ciekawił.
- Przeproś ty niegrzeczny dywaniku, wielki kawale grubej szmaty, ochłapie społeczeństwa -uderzył go trzepaczką - Pokaż, że masz kulturę, a nie, iż wychowałeś się w klatce z małpami, zwłaszcza z tymi z mego zespołu
- Nic się nie stało - wydusił z siebie wreszcie Reita ruszając do bloku
Jun stał bokiem do dywanu trzepiąc oraz obserwując Reite - obiekt jego westchnień, idola którego podziwia, wchodzącego na klatkę schodową. Więc to on mieszka nad nim, mimowolnie się uśmiechnął.
E jak Ej
Jun wyciągnął rower, przy porządkach zawsze bawił się znalezionymi rzeczami. Śniegu już nie było, słoneczko miło grzało. Słuchawki na uszy i ruszył rowerem do studia.
Reita nie wyspał się zbytnio, dlatego ze Ruki zadzwonił o trzeciej w nocy, przy czym płakał skarżąc się na Gacka. Ciężkie ma życie, biedny Gackt. Reita był z Rukim przez rok, życie z nim to jak w domu wariatów. Jeszcze trochę i Reite wywieźliby w kaftanie bezpieczeństwa.
Przez muzykę w słuchawkach do Juna dotarł pisk opon, spojrzał w bok - gdyż przejeżdżał przez pasy - czarny sportowy samochód zatrzymał się od niego kilka centymetrów.
- Ej! Nie patrzysz na drogę bałwanie?! Życie ci niemiłe idioto?! - Reita wychylił głowę przez okno samochodu
- Bardzo przepraszam zajebisty, niesamowity kierowco, z najlepszymi jakie są możliwe atutami panie Reito - Jun nachylił się głaszcząc pieszczotliwie samochód - O wybacz piękny, drogi, elegancki samochodzie - pocałował maskę i odjechał
Reita zamrugał oczami kilkakrotnie, po czym ruszył. Pokręcił głową na boki z dezaprobatą.
F jak fiołki
Jun podlewał swoje piękne fiołki Te miejsce cudem nie zostało zajęte, a może właściwie dlatego, że nikt nie chciał się bawić w ogrodnika.
Jun dla swych kwiatków ubrał się w chustę i spodnie ogrodniczki.
Reita zmęczony ciągłymi telefonami Rukiego, prowadził z nim teraz rozmowę, bo wokalista lubi mu się wyżalać. Zakończył rozmowę umawiając się z nim w barze.
Jun natychmiast zareagował, gdy Reita przypadkiem stanął na jego fiołkach.
- Och! Jak mogłeś zabić me maleństwa?! - powiedział płaczliwym tonem Jun ocierając lewe oko
Reita szybko spojrzał na niego, następnie pod nogi. Zszedł ze zgniecionych kwiatków.
Jun uklęknął biorąc delikatnie w rękę główki fiołków.
- Moje biedne malutkie dzieci, takie młode - ucałował płatki - Nie zasłużyły na taką smierć. Były dobre i pobożne. Biedna Mery, Max, Julie, Joe
Reita patrzył na niego, z chwili na chwilę robiło mu się bardziej głupio.
- Przepraszam odkupie ci kwiaty - Reita położył rękę na ramieniu juna
Jun stracił ją, podniósł się z klęczek, odwrócił się na pięcie wracając do swego mieszkania.
G jak garnek
Jun miał wolne od dłuższego czasu, ciężko pracowali nad teledyskiem, lecz nie mógł odpocząć. Sąsiadka z pietra niżej poprosiła go o zerkniecie od czasu do czasu na jej chorego syna. Robił mu właśnie zupę w swoim domu.
Jun niósł garnek patrząc na niego uważał, aby zupa się nie wylała.
Reita wchodził po schodach na piąte piętro, w kieszeni szukając klucza. Przeszkodziło mu w tym uderzenie i nagłe pieczenie. Spojrzał przed siebie stał na przeciw niego Jun, a zawartość garnka była na jego białej koszuli. Reita ściągnął ja szybko rzucając na ziemię.
Jun podniósł koszule Reity. Przyciągnął ją do nosa wdychając zapach, należący do blondyna, następnie wytarł garnek nią. Przerzucił koszulę przez ramię.
- Wypiorę ja i ci oddam - wyminął go kierując się do mieszkania sąsiadki
Reita patrzył za nim, kręcąc głową. przynajmniej tym razem Jun zachował się normalniej, niż przy innych spotkaniach. Tylko dlaczego zawsze Reicie musiało się, coś stać, kiedy spotyka tego chłopaka?
H jak huśtawka
Na wakacje przy bloku zrobili huśtawkę dla dzieci. Jun z nudów huśtał się rozmyślając o seksownym Reicie. Ciekawe czy on też o nim myśli? Rozbujał się wysoko, a że miał klapki jeden zrobił piruet w górę.
Reita siedział na parapecie przy otwartym oknie. Podziwiał, jak promienie słońca odbijają się o dach domów. Zamyślił się, mimowolnie zaczął myśleć o Junie, niezły z wyglądu. Jego myśli przerwał klapek, który uderzył go w głowę. Wyjrzał na dół.
Jun zszedł z huśtawki widząc Reite złożył ręce.
- Przepraszam - ukłonił się - Możesz oddać mi buta mądry, przepiękny, silny panie Reito?
- Eh?
Jun padł na kolana patrząc w jego okno i wyciągając ręce.
- Najłaskawszy silny panie, przepraszam za ten śmierdzący ochłap, który uderzył w twą piękną, pachnąco głowę
Reita odrzucił buta, a Jun natychmiast podniósł go z ziemi. Wrócił do poprzedniej czynności, tym razem huśtając się niezbyt wysoko.
I jak igła
Nowy teledysk - już ostatni - nagrywali w P.S Company.
Kenji dla zabawy wsadzał w krzesła z poduszką igły ustawione tak, by ukuć osobę siadającą. Jun pomagał mu w tym. Poszedł do sali, gdzie przeważnie przesiadywały zespoły Gazette i Alice Nine. Jun zdążył wsadzić igłę w jedno krzesło ponieważ, owe zespoły przyszły.
Jun wystraszył się, nie sądził, że zrobi coś takiego Reicie. Wystraszony wyszedł w sali w drzwiach mijał się z Reitą.
Reita usiadł, tak jak reszta zespołu na krześle, przypadek sprawił, że trafił na krzesło z igłą
- Au! - wrzasnął podnosząc się z krzesła
Reszta zaczęła się śmiać, a on nie musiał zgadywać czyja to sprawka.
J jak jajka
Reita miał ochotę na omlety. Zajrzał do lodówki no tak niema jajek. Ma uraz po tym, jak Ruki w trakcie kłótni rzucał jajkami celując w Reite, ale takiego dobrego celu bez okularów niema, więc większość wylądowała na ścianie. Cała afera o to, że rzekomo go zdradza. Swoją drogą Reita raz pieścił ustami piękne uda Uruhy, a do seksu doprowadził gitarzysta, dotykając tam, gdzie nie powinien. Ruki na pewno o tym nie wiedział, jedynie tylko przypuszczał.
Reita wybrał się do najbliższego spożywczaka. Wracając zauważył Juna bawiącego się w piaskownicy z - na oko siedmioletnim – chłopcem. Niestety widok ten, tak go zajął, iż nie patrzył pod nogi i potknął się o stopień przed drzwiami do klatki. Reita runął, jak długi rozbijając jajka. Bluzka miała żółte plamy, bo nieco wyciekło z pudełka. No i nici z omletu. Drugi raz do sklepu nie pójdzie.
K jak klatka schodowa
W bloku ludzie mieszkający w mieszkaniach sprzątali na zmianę, co tydzień klatkę schodową. Mieszkańcy apartamentów nie przykładali do tego ręki.
Jun - jako, że jego kolej - zamiótł dokładnie każdy centymetr powierzchni. Uśmiechnął się na skończenie szybko pracy, nawet nikt nie wchodził ani przychodził.
Na koniec Jun przygotował wiadro z wodą i płynem oraz mopa. Zmył podłogę od drzwi wejściowych do schodów. Ostatnie kilka przetrzeć i będzie gotowe.
Reita przypomniał sobie o ważnej sesji - właściwie lider mu przypomniał. Zjechał windą na dół. Na klatce zauważył zmywającego Juna. Niechciał zniszczyć mu pracy, ale się spieszył. Przeszedł trzy kroki i dostał mopem w ramię. Jun najbardziej nie lubił, gdy bezcześciło się jego prace.
- Gdzie mi ślady robisz? Żebym cię więcej nie widział, bo dostaniesz mopem po ryju. Niemożna poczekać, aż podłoga wyschnie?
Reita nie słuchał dalszego monologu wybiegając i odjeżdżając.
Jun zły przejechał po śladach, po czym poszedł do mieszkania.
L jak lampka
Jun robił wolne miejsce na ubrania w półce, gdzie składował różne śmieci. Znalazł tam przeróżne rzeczy. Małą lampkę - z tej magicznej półki - postawił na parapecie. Okno było otwarte, dopiero koniec sierpnia, a w mieszkaniu tak gorąco.
Jun, gdy chciał się schylić znowu do półki pełnej skarbów tyłkiem zepchnął lampkę. Po chwili słychać było wrzask bólu. Jun wychylił się przez okno.
- Dostałeś nagrodę za psucie mi mojej pracy ,a ja tak ładnie pozmywałem, że nagroda przypadkowa to szczegół! Możesz sobie zatrzymać tę lampkę na pamiątkę! - wrócił do swojej pracy
Reita przez chwile patrzył w okno Juna rozmasowując na głowie bolące miejsce. On chyba jest psychiczny stwierdził wchodząc do bloku.
M jak mama
Reita zaprosił swoją mamę na ,,Dzień zmarłych''. Udali się na cmentarz odwiedzić groby bliskich. Gdy wracali Jun właśnie szedł na cmentarz.
- Dzień dobry pani mamo Reity. Wybacz Reita za to, co było ostatnio. Miałem małą niedyspozycję. Wynagrodzę ci to wszystko później - minął ich idąc na grób
Pani Suzuki spojrzała na swego syna.
- O co mu chodziło? Czy ty spotykasz się z chłopakiem?
- Nie, nie - zaprzeczył robiąc gesty rękoma - To tylko kolega. Mieszka w tym samym bloku, co ja
N jak nowy samochód
Reita kupił sobie nową niezłą brykę. Oglądał ją teraz stojącą na parkingu przy bloku. Cudowna, warta swej ceny.
Jun wynosił śmieci. Przechodząc przez parking zauważył Reite i jego samochód. Zapatrzył się, a jakiś mały chłopiec - gdyż przepychał się z innym wpadł na niego popychając.
Jun poleciał na samochód z workiem, który pod naporem jego ciała pękł.
Jun podniósł się patrząc, co zrobił.
- Posprzątam to
Reita westchnął zrezygnowany, wolał aby ten chłopak nie dobierał się do jego samochodu.
- Nie trzeba
- No, ale moja wina - usiadł na masce samochodu lekko rozszerzając nogi
- To nic - Reita poczuł, jak mu coś twardnieje w spodniach
- Jak chcesz - zgarnął ręką śmieci do worka, gdyż zrobiła się dziura w jednym miejscu i odszedł
O jak ogródek
Reita pamiętał, jak zniszczył mały ogródek Junowi. Trwało to trochę, ale w wiosnę znalazł idealne miejsce. Z tyłu bloku i kilka kroków dalej znajdował się skrawek ziemi, na którym rosła trawa.
Nie robił tego nigdy dla kogoś, ale zdjął swą bandame i zawiązał ją na oczach chłopaka. Zaprowadził go do tego miejsca. Jun nic nie mówił, jakby ufał bezgranicznie Reicie.
Reita rozwiązał oczy Junowi pokazując mały ogródek - razem z kwiatkami, o które dbał.
- Dla ciebie za te fiołki
- To jest za piękne, żeby było możliwe. Dostałem prezent od Reity - uradował się - Tylko w swoich marzeniach dostawałem prezenty od Reity - pocałował go w policzek - Dziękuję, dziękuję - uklęknął przy kwiatkach delikatnie dotykając główek kwiatów
Reita trzymał rękę na policzku, który Jun dotknął ustami. Przyglądał mu się przez chwile, po czym wrócił do swego apartamentu.
P jak pies
Jun dostał na urodziny od Kenjiego psa. Jako, że jest ładna pogoda - i trzeba - wyszedł z nim na spacer.
Późnym popołudniem wracał do bloku. Nie daleko klatki dostrzegł Reite, więc podszedł do niego witając się.
- O właśnie mam twoją koszulę - wyjął ją czystą, poprasowaną i złożoną; podał ją Reicie
- Dziękuje – odpowiedział
Nie spodziewał się, że ją odzyska.
Pies Juna obwąchiwał nogawki spodni Reity, po czym podniósł nogę i oszczał nogawkę.
Jun pociągnął za smycz.
- Niedobry pies, niewolno. Słupy, samochody, płoty tak, ale nie ludzi
- Nic się niestało. Pies Rukiego, jako, że mnie nie lubi obszczywa mi spodnie, gdy tylko przyniesie go do studia
- Naprawdę?
- Tak
- To dobrze, że nic się niestało - uśmiechnął się najładniej jak potrafił
R jak ryby
Jun pojechał na ryby razem z Kenjim. Umawiali się na to miesiąc, kiedyś musiało się udać, gdyż zawsze wyskoczyło coś, co krzyżowało ich plany.
Reita na nieszczęście w dzień wolny musiał zabrać Rukiego nad wodę - zmusił go szantażem. Reita patrzył się w wodę, gdy Ruki leżał prawie rozebrany - planował poderwanie Reite.
Jun zamachnął się wętką niestety zahaczył haczykiem o czyjąś bluzkę zrywając ją.
Reita czując szarpnięcie i powiew wiatru obejrzał się do tyłu widząc uciekającą bluzkę. Pobiegł za nią z dźwiękiem śmiechu Rukiego.
Jun zdziwił się widząc czarną bokserkę. Reita stanął zadyszany za plecami Juna. Chłopak odwrócił się.
- Nieźle wyglądasz bez bluzki, tylko trochę za chudy jesteś powinieneś więcej jeść, bo wpadniesz w anoreksję - Jun się uśmiechnął
Reita trochę zawstydził się, gdyż zaczął czuć coś więcej do tego dziwacznego chłopaka. Odwrócił się i odszedł do pękającego ze śmiechu Rukiego.
S jak seks telefon
Jun dla odpoczynku, po ciężkim tygodniu zrobił sobie odprężającą kąpiel. Wszystko było przygotowane wanna pełna ciepłej wody, pachnącej aromatycznie zapachami i piany. Na rogach wanny zostały ustawione świeczki oraz rozsypane płatki róży po całej wannie - oprócz w środku.
Jun wszedł do swej kąpieli przymykając oczy z przyjemności. Woda przyjemnie pieściła ciało oraz odprężała napięte mięśnie ciała. Myśli uleciały z głowy, jak za pomocą magicznej różdżki. Dziękuje wróżkowie chrzestni.
Dźwięk w łazience zaczął rozbrzmiewać coraz głośniej. Wiercił się w głowę Juna nie dając wytchnienia, odprężenia i spokoju. Te odczucia odpłynęły daleko łódką w nieznane. Jun sięgnął po telefon leżący obok na taborku przy wannie. Otworzył oczy patrząc na wyświetlacz. Odebrał.
- Seks telefon słucham -powiedział Jun
Odłożył telefon, gdyż rozmówca rozłączył się.
Reita spojrzał na wyświetlacz i na kartkę z numerem upewniając się, czy dobrze wykręcił numer. Seks telefon, poważnie? Czy tam nie jest inny numer?
Zauważył błąd zamiast na nowy numer Uruhy zadzwonił do kogoś zupełnie innego i to wszystko przez pomylenie jednej cyfry. Może zadzwonił do osoby pracującej w seks telefonie. Poprawił błąd i zadzwonił do Uruhy.
T jak telefon
Reita wracał do swego apartamentu. Winda znowu jest zepsuta. Idąc po schodach przy drzwiach Juna zobaczył telefon dotykowy w kolorze czerwonym. Wziął go chowając do kieszeni.
Usiadł w fotelu przeglądając kontakty znalezionego telefonu. Jego wzrok napotkał numer właściciela. Numer podobny do tego, co wykręcił w pomyłce. Reita dla upewnienia sprawdził w swoim telefonie.
Reita wieczorem zszedł piętro niżej. Zauważył Juna, który przekręcał klucz w drzwiach, aby je otworzyć i schował go do kieszeni. Reita stanął za nim. Jun odwrócił się czując czyjąś obecność. Reita zagrodził mu drogę opierając ręce po bokach jego głowy.
- Nie skorzystałem z usługi seks telefonu, a kasę mi pochlało - wyjął jedną ręką jego telefon z kieszeni pokazując Junowi
Jun wziął telefon. Objął Reite w szyj ocierając się o niego.
- Było tak szybko się nie odłączać - szepnął do uch Reicie liżąc je - Zaczyna ci coś w spodniach twardnieli - cmoknął go w usta i szybko nacisnął klamkę, popchnął drzwi znikając za nimi.
Reita stał na korytarzu zaskoczony, chłopak na dużo i tak sobie pozwolił. Dotknął ust, miło było. Trzeba zrobić znowu z jego powodu robotę ręczną. Czemu myśli o nim, kiedy to robi?
U jak ubrania
Reita rozwieszał pranie. Prawie niemiał w czym chodzić. W koszu na brudne ubrania niebyło miejsca.
Jun jeździł po placu na rowerze. Popisywał się przy dzieciakach jeżdżąc bez trzymanki lub na jednym kole. Zajęty tym wjechał w rozwieszone pranie zwalając kilka bluzek na ziemię.
- Ej dzieciaku odbija ci?! Rodzice cię nie nauczyli, że niewolno zwalać mokrych ubrań?! Jakiś szczyl nie będzie mi robił takie rzeczy! Pożałujesz gnoju, że wpadłeś na taki wybryk! - darł się Reita
Jun zdjął z twarzy bluzkę, która zakrywała mu całą twarz. Wiedział do kogo należy ten głos.
- Przepraszam, zapatrzyłem się - Jun powiedział ze skruchą schodząc z roweru i podnosząc ubrania
Reita podszedł do niego biorąc swoje rzeczy.
- Nic się niestało
- Ale…
- Nie przejmuj się - Reita położył rękę na ramieniu Juna lekko je masując
- Dobrze, skoro tak uważasz - Jun przybliżył się bardziej do Reity
- Wypadki się zdarzają - rzucił ubrania obok i objął go w pasie ramionami
- Nie powinieneś wrzeszczeć na dzieci, jak zrobią coś takiego - przybliżył swoją twarz tak, iż dzieliły go od ust Reity kilka centymetrów
- Tak nie powinienem, już nie będę - Reita pomniejszył między nimi odległość
- Więc, więcej nie krzycz na dzieci za takie błędy, jak moje - uwolnił się od ramion Reity wymijając go
Reita odwrócił się patrząc za nim. Podniósł ubrania leżące na ziemi. Na nowo będzie musiał je uprać.
W jak wycieraczka
Jun wracał ze spaceru z psem. Musiał z nim wchodzić po schodach, gdyż mały bał się wejść do windy.
Pod swoim mieszkaniem wyciągnął klucz, lecz pies pociągnął go piętro wyżej pod drzwi Reity. Powąchał wycieraczkę, po czym bez ceregieli nasikał na nią. Jun pociągnął psa za sobą do mieszkania.
Oglądał telewizor, gdy po mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka. Wstał niechętnie wiedząc, kto to i w jakiej sprawie. Otworzył drzwi widząc w nich Reite.
- Jun twój kochany pieseczek nalał mi na wycieraczkę - uśmiechnął się słodko mając w oczach groźne ogniki
- Miło, że panujesz nad gniewem, ale skąd wiesz, że to mój pies? - Jun uśmiechnął się z zakłopotaniem
- Bo tylko ty w tym bloku masz psa
- Przepraszam za niego to więcej się nie powtórzy - Jun objął go w szyj, każde słowo przerywając cmoknięciem w usta
Reita objął go w pasie przyciągając do pewniejszego pocałunku. Wszedł z nim do środka zamykając drzwi za sobą – nie oderwali się od siebie ani na chwilę. Jedną rękę położył na tyłku Juna.
- Nie tak szybko - Jun oderwał się od jego ust
- Nie - Reita przywarł na nowo do jego ust
Jun wyplątał się z objęć chłopaka.
- Na nic nie licz, musisz dalej zadowalać się ręką - Jun poszedł do kuchni wstawiając wodę na dwie herbaty
Z jak zostaniesz moim chłopakiem
Na sylwestra P.S Company zorganizowało imprezę zapraszając wszystkich, co nagrywali w wytwórni oraz należące do niej zespoły.
Było już po północy. Jun pił szampana patrząc na tańczące osoby. Jego zespół bawił się dobrze ze swymi partnerkami i partnerami.
Jun westchnął zaskoczony, gdy czyjeś ręce objęły go od tyłu w pasie.
- Co ty taki smutny? - szepnął mu do ucha Reita
- Bo ciebie niema blisko mnie - położył swoje dłonie na jego splecionych, kiwając się z Reitą w tańcu
- Zostaniesz moim chłopakiem? - szepnął całując Juna w policzek
- Tak - odwrócił się w jego ramionach łącząc ich usta w głębokim pocałunku
- No, no co za romantyczna chwila - zakpił Ruki
Chłopacy oderwali się od siebie patrząc na Rukiego i Gacka.
- Widzę, że znowu jesteście szczęśliwą parą - Reita zauważył jak Gackt obejmuje Rukiego
- Było kłótni i łez, ale się udało - Gackt pocałował swego chłopaka w usta
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz